Długo zastanawiałam się, co zrobić, by ułatwić sobie życie. Przygotowałam więc bilans zysków i strat korzystania z usług firm i pomocy domowej. Jeśli chcesz żyć zgodnie z zasadą: w życiu musi być czas - na pracę, odpoczynek i przyjemności, przeczytaj mój poradnik uważnie.
Pani Stasia, czyli obcy w moim domu
Piękny sobotni poranek. Godzina dziewiąta. Spokojne śniadanie, prasówka. Potem konie, wycieczka nad wodę z przyjaciółmi, a wieczorem kino. Dziś mogę robić, co chcę i jak chcę, bez pośpiechu. Nie muszę sprzątać i nie mam wyrzutów sumienia. Mam za to panią Stasię, która pomaga mi w domu. Ta kobieta to istny skarb. Gdy ja zarabiam pieniądze, ona sprząta, pierze, gotuje. Przychodzi raz w tygodniu, w piątki, na 8 godzin. Ile mnie ten luksus kosztuje? 320 złotych miesięcznie.
Dużo? Dużo i mało, biorąc pod uwagę wszystkie "za" i "przeciw".
Przed decyzją o zatrudnieniu pomocy domowej, z ołówkiem w ręku sporządzam bilans zysków i strat. I tak:
Minusy:
- portfel lżejszy o 320 złotych miesięcznie,
- obcy w domu (choć szybko przestało mi to przeszkadzać, bo pani Stasia jest nie tylko dobrą gospodynią, ale i kobietą uczciwą, serdeczną i rzetelną).
Plusy:
- komfort psychiczny.
Świadomość, że moje mieszkanie nie zarasta brudem, pozwala mi spokojnie "wyrabiać" nadgodziny lub skoczyć po pracy na kawę z przyjaciółką.
- wolne weekendy. I to jest nieocenione! Wreszcie mogę porządnie odpocząć. Tak, tak, odpoczywam. Do niedawna w poniedziałki biegłam do pracy zmęczona weekendem. I tak doprowadziłam się do stanu totalnego wyczerpania. Traciłam zdrowie, by udowodnić światu, że wszystko zrobię sama. Koniec z wizerunkiem Zosi Samosi.
- rozwój, samorealizacja, poszerzanie horyzontów.
Mam więcej wolnego czasu, więc mogę czytać do woli, spotykać się z ciekawymi ludźmi, pielęgnować hobby i przygotować się do pracy. To inwestycja w siebie, kapitał, który się zwróci.
Bez wahania obalam także mit, że nikt nie zadba o dom tak jak jego właściciel.
Ja nie narzekam. Jeśli widzę niedociągnięcia, od razu notuję je na karteczce lub po prostu dzwonię i dokładnie instruuję panią Stasię. Wypracowałyśmy sobie taki system, by uniknąć niepotrzebnych spięć i konfliktów. Ja jestem zadowolona, a pani Stasia dokładnie wie, co i jak ma robić.
Drażni mnie, gdy zewsząd słyszę opinie, że taki styl życia to efekt lenistwa, okropne burżujstwo, snobizm czy wręcz wygodnictwo.
Bzdura! Pani Stasia robi generalne porządki raz w tygodniu, a dokładnie w piątek, tuż przed weekendem. Sześć kolejnych dni o mieszkanie dbam ja. Utrzymanie porządku także wymaga nakładu pracy.
Wniosek: odkąd mam panią Stasię, nie chodzą mi już po głowie głupie myśli, by zmienić pracę na mniej ambitną. Nie zamienię jej na żadną inną. Zdecydowanie wolę pracować dużo i zarabiać tyle, by 320 złotych na panią Stasię nie bolało...