Właśnie w tym problem, że zwykła codzienna nuda, bo tak postrzegali to życie inni mogła stać się "zabójcą"...
A "zabójcą" nazywam tu narkotyki... tak narkotyki...Chociaż większość ludzi, a szczególnie ci w podeszłym wieku myślą, że jest to problem nie dzisiejszy, zbyt odległy od nas, prawdziwy tylko w filmach, znany z opowieści. Ale niestety ten problem dotyczy każdego z Nas, chociaż może o tym nie wiemy i mocno upieramy się przy tym, że to nie moje dziecko bierze, tego nie ma w moim mieście, nie w takim towarzystwie się obracam, to uwierzcie mi daleko nie trzeba szukać, żeby telewizyjne fikcje stały się prawdą.
I ta właśnie fikcja była tym z pozoru zwykłym, nudnym życiem. Codziennie pobudka rano do szkoły (no, bo trzeba było, wtedy dla rodziców, dopiero, gdy już było za późno zrozumieli, że nie dla rodziców a dla siebie), po szkole szybki powrót do domu, jakiś dobry obiad, właśnie przywieziony z restauracji, bo mama była zbyt zapracowana, żeby cos ugotować, później zajrzeć do zeszytów i niby coś się pouczyć, ale i tak nikt nie sprawdzi bo rodzice są zbyt zajęci.
Nadchodził wieczór, więc, jak co wieczór szli na umówione miejsce z przyjaciółmi i z czymś więcej- z narkotykami, bo te znaczyły dla nich coś więcej. Mówili sobie: to nic takiego, nic złego nie robimy. W życiu podobno wszystkiego trzeba spróbować. Każdego wieczoru mieli świetną zabawę, wszystko ich cieszyło, nic nie martwiło. Późną nocą wracali zmęczeni dniem do domu, wskakiwali grzecznie do łóżka i rano budzili się by znów pójść do szkoły...
Nic złego nie robili...?Może Ty też kiedyś paliłeś ze znajomymi trawkę, nic złego się nie stało,(?) Tylko, że oni zapomnieli, że to uzależnia...
Z dnia na dzień było coraz gorzej, powrót ze szkoły był coraz szybszy, żeby móc tylko wyjść z domu i uciec od codziennych problemów w narkotykowe zapomnienie. To już nie była zabawa, dobry humor czy przygoda...Niestety to stało się nałogiem, z którego nie mogli wyjść.
Ten "cichy zabójca", najpierw odsunął ich od rodziny, która tak bardzo ich kochała, a nie widziała, co się z nimi dzieje, później stanął miedzy nimi a szkołą, która przecież była niezbędna do zrealizowania tych marzeń, których tak wiele mieli. Następnym celem tego "zabójcy" były pieniądze, których chociaż niektórym nie raz brakowało na jedzenie, musieli w jakiś sposób zdobyć na używki. I zdobywali, sprzedając wartościowe rzeczy i kradnąc. Ten "cichy zabójca" całkowicie zawładną ich umysłami, nie potrafili już trzeźwo myśleć, cieszyć się zwykłą codziennością, rozmawiać z bliskimi. Życie już nie miało sensu, bo życiem były narkotyki.
Ten stan upojenie narkotykowego zawładną ich ciałem i umysłem. Gdy tylko poczuli, że używka przestaje działać, natychmiast musieli się "doładować". Ten koszmar trwał ponad 10 lat...
Dlaczego nikt nie widział, co się z nimi dzieje? Dlaczego nikt w porę nie uświadomił tych młodych ludzi o poważnych konsekwencjach brania narkotyków? Dlaczego nikt nie potrafił im pomóc?
Może nikt nie wiedział, że potrzebują pomocy? A może to był CICHY ZABÓJCA...., który jest wśród Nas, na wyciągnięcie ręki...
Pozostał po nich ból i żal. Na ich grobach do dziś leżą świeże kwiaty, które każdego ranka przynoszą ich matki, płacząc i wspominając tych cudownych ludzi, którym widocznie zbyt mało uwagi poświęciły, dopuszczając by ich przyjacielem stał się "cichy zabójca".