A przecież to tylko wiosna, trochę więcej słońca, kilka pączków na drzewach, kolorowy krokus tu i ówdzie - o co tyle krzyku? Nie mogliby w domu siedzieć i ludzi nie denerwować?
Jeszcze jedna sercowa porażka i stanę się tak zgorzkniała, że gdy zacznę biadolić to nawet emerytka z jedenastką kotów mnie nie przebije. Chyba nie chcę dla siebie takiej przyszłości. Już dziewczyny w pracy mówią ze humor mi się wyostrzył . Na razie to tylko przyjazne żarty ale coraz więcej w nich uszczypliwości.
Powiem Wam szczerze, że wcale taka niedobra dla tego Pilota nie byłam. Uśmiechałam się rozanielona gdy pojawiał się w drzwiach, nie marudziłam za wiele, przytulałam się bez powodu, lubiłam mierzwić mu włosy, wsłuchiwałam się z zainteresowaniem w wywody o światach równoległych i tunelach czasoprzestrzennych. Miałam swoje słabsze momenty ale któż ich nie ma - jesteśmy tylko ludźmi.
Wczoraj wieczorem długo rozmawiałam z Jolą. Doszłyśmy do wniosku, że większość facetów nie posiada funkcji „empatia" ale za to wiele egzemplarzy ma fabrycznie wbudowaną i nadzwyczaj często wykorzystywaną opcję „EWAKUACJA". Opcja ta włącza się ilekroć na horyzoncie pojawiają się trudności. Pierwsza kłótnia - ewakuacja. Pierwsze humorki - ewakuacja. Pierwsze próby rozmowy „na poważnie"- ewakuacja. Ot, taki sprytny sposób na wszelkie możliwe problemy - dziewczyna nieświadomie włącza guzik, a po Nim już nie ma śladu. W końcu jak odsuną się od problemu to problem znika - całkiem prosta logika (nawet mi się zrymowało). Tyle, że problem wcale nie znika gdy straci się go z oczu, on po prostu pozostaje po drugiej stronie, znika zaś gdy się go rozwiąże. Ale rozwiązywanie to dużo bardziej skomplikowana operacja niż ewakuacja (ojej znów rym! może to przez tą wiosnę!? Żebym tylko zaraz wierszem nie zaczęła pisać).
Komu by się chciało bawić w rozwiązywanie problemów? Zakochanym? Może tak. Zdesperowanym? Na pewno. Jednak przeciętnemu mężczyźnie na początku związku, zanim pojawi się prawdziwe uczucie, nie w głowie babranie się w problemach. Gdy dziewczyna ma silny i skomplikowany charakter jej szanse diametralnie spadają. Jeśli będzie miała szczęście i trafi na upartego, jest prawdopodobieństwo, że facet zaryzykuje i poświęci czas, aby ja rozgryźć i dostać się do środka. Ale powiedzmy sobie prawdę - faceci są z natury wygodniccy. Po co kruszyć zęby na skorupie orzecha kokosowego jeśli jednym ruchem można mieć fistaszka? Może wnętrze orzeszka ziemnego to nie to samo co bajeczne mleczko kokosowe ale pod skorupą i tak mleczka nie widać - jaka więc gwarancja, że się je dostanie? Lepszy fistaszek w garści niż kokos na dachu... czy jak to tam szło.

Próbowałam raz czy drugi pokazać słodkie wnętrze ale najwidoczniej wizja zmagania się z łupinką była dla Pilota zbyt demotywująca. Niech sobie szuka fistaszków, w końcu nie mnie osądzać co lepsze. Skoro trafił mi się żywot na palmie, nie pozostaje nic innego jak cierpliwie czekać na amatora Bounty.
więcej na:
http://odmiennosc-mysli.bloog.pl/
WIOSENNY KONKURS W-SPODNICY.PL