Ówczesne pojęcie religijności oraz aktualny stan świadomości społecznej powodowały, że wiele z tradycji i obyczajów wydaje się być z naszego punktu widzenia kuriozalnymi. Przedstawić chcę kilka z nich, najbardziej odbiegających od współczesnych wyobrażeń o staropolskich zwyczajach wielkanocnych.

Wypada rozpocząć od tradycji związanych jeszcze z Wielkim Postem, poprzedzającym święta wielkanocne. Bardzo popularne były wówczas procesje biczowników i kapników. Tak opisuje ich ówczesny pisarz Jędrzej Kitowicz: „Kapnicy od kap, którymi się przykrywali, tak nazywani. Byli to ludzie rozmaici, z nabożeństwa lub lub nakazu spowiedniczego za grzechy swoje publiczną dyscyplinę w kościołach podczas pasji czyniący". Kapy i kaptury okrywały ciała kapników, którzy odsłaniali jedynie plecy dla zadawania sobie chłosty. Podejście tych pątników do procesji bywało różne. Niektórzy stroili się w barwne kapy, inni nie stronili wcześniej od mocniejszych trunków, a niektórzy w celu silniejszego biczowania wzbogacali swe dyscypliny zakrzywionymi szpilkami.
Generalnie widok chłoszczących się był makabryczny, gdyż „aż do żywego mięsa i szkurłatów wiszących sobie szarpali, brocząc krwią suknie". Zdarzało się również, że do kapników przystępowały kobiety przebrane za mężczyzn, które jednak „głaszcząc się jednak mietką dyscypliną po plecach niż biczując, a ciałem delikatnym i koszula cienką wizerunek miłosny zamiast pokutnego wystawując". Popularność tych procesji była olbrzymia, choć u cudzoziemców odwiedzających Rzeczpospolitą widoki takie wzbudzały zdziwienie.
Zasadnicze obchody Wielkanocy rozpoczynały się już od tzw. Kwietnej Niedzieli (czyli Niedzieli Palmowej). Upamiętniała ona triumfalny wyjazd Chrystusa do Jerozolimy. W obchodach tego święta widocznie łączyły się tradycje pogańskie i chrześcijańskie. Właśnie wywodzący się z czasów przedchrześcijańskich zwyczaj kazał ludziom łykać bazie wierzbowe lub uderzać się wierzbinami, co miało jednocześnie czcić pamiątkę witania Jezusa. Jednak dostrzec można w tym kontynuację pogańskich zwyczajów mających na celu przekazanie nowej siły tkwiącej w świeżych pędach.
Kolejny zwyczaj polegał na organizowaniu procesji z „dębowym Chrystusem", czyi drewnianą figurą na wózku, przed którą rzucano płótna oraz ręczniki padając przy tym krzyżem. Procesje takie były bardzo uroczyste, lecz z czasem zaczęły się zmieniać w wesołe widowisko, w którym figurę zaczął zastępować przebrany organista lub rzemieślnik. Natomiast pospólstwo ciągnące w procesji nie stroniło od żartów i frywolnych śpiewów, dlatego też władze duchowne zaczęły wydawać odpowiednie zakazy dla ukrócenia takich praktyk.
W czasie przedwielkanocnym urządzano również tzw. topienie Judasza. Odbywało się ono w Wielka Środę. W tym dniu specjalnie przygotowana kukła imitująca Judasza była najpierw zrzucana z wierzy kościelnej, a następnie bita i prowadzona za miasto lub wieś, gdzie ją ostatecznie palono lub topiono. Również ten obyczaj wiązał się z wierzeniami starosłowiańskimi i oznaczał pożegnanie z zimą. Jak podają źródła, nie obywało się przy tym bez awantur z Żydami, gdyż młodzież biorąca udział w tej ceremonii wolała niekiedy okładać kijami „prawdziwego Judę" niż kukłę. Po tym, jak zakazano tego procederu, młodzież znalazła inną zabawę. Zgodnie ze zwyczajem, Kościół od Wielkiego Czwartku aż do Niedzieli Wielkanocnej zamiast dzwonków używał kołatek. Podchwytywali to młodzi chłopcy, którzy przy pomocy grzechotek hałasowali po ulicach.
Również przy zwiedzaniu „grobów Chrystusowych" było czasem wiele zamieszania. „Te groby od kościoła do kościoła chodził odwiedzać lud obojej płci przez Wielką Sobotę aż do Rezurekcyi, w czem mało było nabożeństwa, a romansów wiele". Nie tylko zwiedzający hałasowali przy grobach, również warta wojskowa oraz grupy odgrywające w trakcie czytania „Ewangelii" nieme wprawdzie sceny, ale wywołujące żywą reakcję wiernych, przyczyniały się do zgiełku.
Jak możemy się domyślać, dla ówczesnych
post był dość
przykrym czasem. Należało rezygnować z mięsnych tłustych potraw, których i tak nie spożywano zbyt wiele. Znudzona postem młodzież urządzała zabawy żegnające
postne potrawy:
żur i śledzie. Wieszano, zatem śledzia „nad drogą na suchej wierzbie albo innym drzewie, karząc go niby za to, że przez sześć niedziel panował nad mięsem, morząc żołądki ludzkie słabym posiłkiem swoim". Choć trudno się zgodzić z przekonaniem o nikłej wartości odżywczej śledzi, nie dziwi fakt, że potrawa mogła się znudzić.
Zabawa z żurem polegała zaś na sprawieniu mu pogrzebu - „przy czym zwykle jakiejś nieświadomej żartu ofierze żur ten wylewano na głowę".
Kulminacyjnym momentem obchodów Wielkanocy była rezurekcja, a właściwie tłumna procesja, która była definitywnym zakończeniem postu, a początkiem wesołości i świętowania. Po tym nabożeństwie składano sobie życzenia obdarowując się pisankami.
Dla całego społeczeństwa okres Świąt Wielkanocnych wiązał się z obżarstwem wetującym postne dni. Stąd też świąteczne stoły uginały się pod poczęstunkiem, zarówno w bogatym, jak i ubogim domu. Spożywano różne potrawy, generalnie liczyła się ilość, nie jakość jadła. Przeważała wędliny oraz ciasta, które spożywano przez całe święta, często rezygnowano nawet z gorących potraw, nie paląc wcale w kuchennych piecach.
W Poniedziałek Wielkanocny istniał, znany również dziś, zwyczaj oblewania przez kawalerów panien wodą. Dopuszczany był rewanż następnego dnia. Dyngus przybierał różne formy: od delikatnego kropienia wonnościami, do wylewania na siebie cebrów wody lub wrzucania do rzeki czy stawu.
To tylko niektóre przejawy obyczajów staropolskich dotyczących okresu wielkanocnego. Jak widać część zwyczajów wielkanocnych przetrwała do naszych czasów.
Zobacz także:
Tradycje wielkanocne
Niedziela palmowa 2011
Artykuł naszej Internautki: bodety
WIOSENNY KONKURS W-SPODNICY.PL
* Twój tekst także może zostać opublikowany! Wystarczy, że się zarejestrujesz! Następnie uzupełnij Dane konta, abyś mogła stworzyć swój blog i pisać artykuły. Najlepsze teksty zostaną przez nas wyróżnione na stronie.