Czy bycie kobietą równa się marzeniu o weselu i ślubie?
Odnoszę wrażenie, ze tak. A dokładniej, ze każda kobieta powinna marzyć o białej i modnej sukni, złożeniu przysięgi przed ołtarzem i weselu przynajmniej na sto osób w eleganckiej restauracji. To marzenie powinno towarzyszyć każdej z nas od momentu, kiedy zaczynamy rozumieć, choć w mikroskopijnym kawałku, cały ten świat. Hurtowe pragnienie, które zostało nam narzucone przez społeczeństwo.
Kiedy jedna z nas oświadcza, że nie chce wesela, bo to dla niej bez znaczenia, ludzie dookoła otwierają szeroko oczy ze zdziwienia, pukają się palcami w czoła i uważają takie postępowanie za odstępstwo od narzuconych zasad, szeptają, o tym, że jedna z nas/nich nie chce tego co chcieć po prostu musi i uważają ją za dziwoląga, który pomylił bajki.
Kiedy kobieta przekroczy magiczny wiek (różny dla różnych rodzin) zaczynają się naciski, pojawiają monotonne pytania o to kiedy owa dama zechce nareszcie się ustabilizować, przypieczętować hucznie i z wielką pompą związek, w którym jest. Koniecznie w kościele. I nie ma tutaj dla rodziny znaczenia fakt, że dana kobieta jest np. kobietą niewierzącą, która nie widzi sensu przysięgać przed kimś, kto według niej nie istnieje. Ale kościół, ołtarz i ksiądz musi przecież być. Koniec i basta. Kiedy taka rodzina słyszy z ust panny oświadczenie, że na jej weselu bawić się nikt nie będzie, bo zwyczajnie to wesele nie zostanie zorganizowane, rodzina zaczyna w pospiechu zmieniać testamenty, oburzać się i obrażać. Nie rozumie, ze nie wszystkie marzymy o tym samym.
Ludzie uważają, że najważniejszym momentem w życiu kobiety jest właśnie ślub. Wydaje im się, ze każda kobieta pod tym względem jest taka sama i nie ma miejsca na marginesy błędu bo one zwyczajnie, w ich przekonaniu, nie istnieją. Chcą więc uszczęśliwić przyszłą pannę młodą na siłę i za wszelką cenę. Rzucają aluzje, bombardują pytaniami, oferują swoją pomoc. Nie do przyjęcia jest niemarzenie o ślubie i weselu.
W sumie nie ma się co dziwić temu zjawisku. Z każdego serialu, z każdego talk showu i plotkarskiego programu, z kolorowych gazet sączy się papką o białych sukniach, kwiatach i całym tym zamieszaniu. Ludzie myślą i postrzegają innych stereotypowo. Na dodatek te stereotypy pojawiły się dawno temu, kiedy to wiejskie weselicha to naprawdę było wydarzenie. Postaw się i zastaw. Bo wieś musiała pamiętać i zazdrościć. Wszak córka za mąż była wydawana. Teraz czasy niby się zmieniły a jednak coś z tego całego halo zostało do dzisiaj.
Istnieją jednak kobiety, które nigdy nie marzyły i nie będą o organizacji wesela. Nie dlatego żeby nie było ich stać albo nie miały partnera. Są w stałych związkach ale chcą je skromnie i szybko przypieczętować. Bez biegania wokół gości, bez ich zabawiania i notorycznego uśmiechania się do nich.
Czy dlatego, ze nie marzą o tym co większość ich koleżanek, są od nich gorsze?
Zobacz także:
Ślubne przesądy - wierzyć, czy nie?
Artykuł naszej Internautki: Vilis