Już stęskniłam się za długimi wieczorami z książką. Teraz, gdy uzupełniałam na moim profilu rubryczki "Polecam" miałam niemałe trudności, żeby wybrać czytadło, które chciałabym polecić najbardziej. Wybrałam antyutopię Raya Bradbury, bo to książka o książkach, hołd dla czytania, nieśmiertelne arcydzieło. Zanim ją przeczytałam, widziałam w "Kocham kino" film na jej podstawie. Film o strażakach, którzy nie gaszą, a wzniecają pożary...i jak tu się nie zaintrygować?
Jednak, żeby nie być niesprawiedliwą, postanowiłam wypisać również inne książki, które polecam do przeczytania w wolnych chwilach. Ponieważ jestem fanką opowiadań, szczególnie jeśli są trochę niesamowite, zacznę od nich właśnie- "Ślepa wierzba i śpiąca kobieta" Murakamiego - dostałam ten opasły tom od mojego chłopaka, który również połknął go ze smakiem. Oczywiście, nie wszystkie opowiadania są genialne, ale o niektórych nie zapomnę nigdy. Czasem wyciągam tom z półki i czytam ulubione fragmenty po raz trzeci, piąty czy dziesiąty. Najpiękniejszą historią jest dla mnie "Siódmy mężczyzna", lubię tez opowiadanie tytułowe, będące uzupełnieniem powieści "Norwegian wood".
Jest jeszcze jedno opowiadanie, które przeczytałam w ciągu ostatnich kilku miesięcy, a zakotwiczyło się w mojej pamięci -"Jeśli weźmiesz mnie za rękę, mój synu"(Mort Castle, z tomu "Księżyc na wodzie"). Przeczytałam gdzieś, że zostało uznane za jedno z najlepszych opowiadań grozy. Faktycznie, jest coś w tym. Jeszcze długo po lekturze nie potrafiłam przestać o nim myśleć. Ale nie wszystkim się spodoba - jest skrajnie dołujące, uczciwie ostrzegam.
Dla równowagi polecę coś ze szczęśliwym zakończeniem, choć tytuł podobny. Powieść- pastisz Italo Calvina, pt. "Jeśli zimową nocą podróżny" chciałam przeczytać od dawna. To coś dla zmęczonych literacką konwencją - powieść składająca się z samych początków, nawiązująca do "Baśni z tysiąca i jednej nocy".
Ponieważ nie chcę ignorować pisarzy rodzimych, wspomnę, że sięgnęłam ostatnio również po tom Andrzeja Pilipiuka "2586 kroków" i muszę przyznać, że opowiadanie tytułowe niemal rozłożyło mnie na łopatki. Ale to raczej coś na zimowy wieczór. A teraz z ogromnym smakiem biorę się do kolejnej lektury. Wreszcie napisanej przez kogoś...w spódnicy;)
Pozdrawiam,
Vixen