DOM jest bardzo ważny dla każdego. Spędzamy w nim dużo czasu. Ma być azylem – własnym, bezpiecznym miejscem na ziemi. Tam odpoczywamy, spędzamy miłe chwile z rodziną, zaszywamy się przeżywając własne smutki oraz radości. Powinien być przyjazny nam i otoczeniu, ekonomiczny, bezpieczny, zgodny z naszymi wyobrażeniami. Już od wieków jego budowie towarzyszyło wiele zabiegów (czasem przesądnych), które miały zapewnić pomyślność przyszłym mieszkańcom. Niektóre z nich dotrwały nawet do dnia dzisiejszego.
Wiele z takich przesądów wywodzi się jeszcze z czasów pogańskich. Pomimo przyjęcia przez młode państwo polskie chrztu, część z tych wierzeń przetrwała wieki. Powszechnie postępowano w myśl zasady „panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. W pewnym momencie Kościół katolicki zdał sobie sprawę z siły, z jaką tkwią te przesądy w ludzkiej świadomości i poddał niektóre chrystianizacji, by usankcjonować je w codziennym życiu. Za przykład może tu posłużyć święcenie nowo wybudowanych budynków przez kapłana. Wcześniej zapewniano sobie pomyślność przez składanie bóstwom naturalnym ofiar w postaci zwierząt hodowlanych.
Budowa domu zawsze była poważnym przedsięwzięciem i oprócz środków potrzebnych na ukończenie, wymagała, w mniemaniu ludzi, pomocy sił nadprzyrodzonych. Stąd starano się na wszelkie sposoby zapewnić sobie ich przychylność – składając ofiary, odwołując się do znaków i wróżb oraz wykorzystując pomoc zwierząt, zdając się na ich instynkt. Przejawem takiego zachowania było, związane z wyborem miejsca pod budowę domu, odwoływanie się do intuicji wybranych zwierząt. Np. starano się nie budować domu tam, gdzie wylegiwał się kot. Z kolei zapędzone na plac budowy owce spokojnym zachowanie wskazywały miejsce przyszłej sypialni.
Pod fundamentami domu umieszczano ofiarne naczynia, kosztowności i przedmioty symboliczne. Miało to zapewnić powodzenie przyszłym mieszkańcom. Zwyczaj ten również dziś bywa przestrzegany. Można usłyszeć o zakopywaniu pod progiem nowych, błyszczących jednogroszówek. Również mocowanie wiechy na szczycie wznoszonego budynku po postawieniu ścian i konstrukcji dachowej jest pozostałością dawnych wierzeń. Wiechą była najczęściej wiązka zielonych gałęzi, pęk słomy lub kwiatów. Symbolizowała ona związek człowieka z naturą oraz pewnego rodzaju ofiarę dla bóstw, duszków lub innych sił przyrody.
W zapewnieniu szczęścia pomocne były również zwierzęta gospodarskie. Przeprowadzenie czarnej kury, koguta, psa lub kota przez nowo wybudowany dom tuż przed zamieszkaniem domowników, miało uchronić przed wszelkim złem, które czepiało się zwierzęcia wypuszczanego potem na podwórzu. Złe bało się też niektórych roślin. Stąd umieszczano w domu gałęzi brzozy, dębu, jałowca, głogu czy tarniny oraz jemioły.
Istniało dawniej powszechne mniemanie, że każdy dom ma swojego duszka opiekuńczego. Domownicy troszczyli się o swojego opiekuna, szczególnie po zmroku. Postępowano wtedy ostrożnie, by ich nie spłoszyć lub nie zrobić im krzywdy.
Opisane przesądne zachowania naszych przodków mogą świadczyć o poziomie świadomości. Uzupełniają obraz świata widzianego ludzkim okiem o barwne przejawy wiary w nadprzyrodzone siły. W większości przypadków wiążą się z próbą ogarnięcia rozumem tego, co trudne do pojęcia. Poza tym kultywowanie wiary w zabobony wynika w pewnym stopniu z przywiązania do tradycji. Jednocześnie stanowi ciekawy i niepowtarzalny element kultury narodowej, który nie do końca zasługuje na traktowanie z przymrużonym okiem.
WIOSENNY KONKURS W-SPODNICY.PL