Pewnego popołudnia, umówiłam się z Pauliną Jaksim z You Can Dance na wywiad. Spotkałyśmy się w przytulnej, warszawskiej kawiarni "Między słowami" przy ul. Chmielnej. Widać było, że moja rozmówczyni nie była tam pierwszy raz. Przyszła jak zwykle dobrze i gustownie ubrana. Pamiętam z liceum, że potrafiła ciekawie zestawiać ze sobą pozornie niepasujące do siebie ubrania. Nawet na studniówce była najfajniej ubraną dziewczyną.
Co jest Twoją życiową pasją?
Paulina Jaksim: Taniec! To moja pierwsza, jedyna i życiowa pasja!
Jak zaczęła się Twoja przygoda z tańcem?
PJ: Zaczęła się chyba od przedszkola. Tańczyłam tam z moimi pięcioma koleżankami w grupie tanecznej. Miałyśmy różne pokazy. Żałuję, że nie mam nagrań z tych czasów. (śmiech) Później w szkole podstawowej należałam do grupy tanecznej. Razem z moimi koleżankami występowałyśmy na wszystkich uroczystościach szkolnych, prezentując nasze świetne układy. Oprócz tego miałam inne zajęcia dodatkowe np. angielski, pływanie, samoobrona, judo. W tym samym czasie moja mama chodziła na aerobic. Pewnego razu postanowiłam iść z nią. Okazało się, że pani, która jest instruktorką fitnesu, prowadzi też zajęcia z gimnastyki artystycznej. To była dla mnie przełomowa chwila, bo w tym momencie zrezygnowałam prawie ze wszystkich innych zajęć. Oczywiście oprócz angielskiego, bo tego trzeba się uczyć. (śmiech) Zaczęłam uczęszczać na gimnastykę artystyczną trzy razy w tygodniu. Pani prowadząca te zajęcia powiedziała, że jest coś takiego, jak szkoła baletowa, wprawdzie są tam egzaminy, ale jeśli chcę, to warto byłoby spróbować. Miałam wtedy 8 lat, a jak wiadomo, takie małe dziecko nie zdaje sobie sprawy, czym jest Szkoła Baletowa. Jednak ten pomysł tak bardzo mi się spodobał, że nie było mowy, żebym tam nie poszła!!! Dostałam się! (promienny usmiech)
Czy nie żałujesz tego, że kiedy Ty musiałaś ciężko i sumiennie trenować w Szkole Baletowej, inne dzieci w tym czasie bawiły się?
PJ: Nie, w ogóle tego nie żałuję! Po treningu, uwielbiam czuć się zmęczona. Wtedy się spełniam, czuję ogromną satysfakcję. Póżniej odeszłam ze szkoły baletowej, a więc tym samym miałam przerwę. Wtedy poczułam, że brakuje mi tańca! Kiedy wróciłam do niego w programie, wiedziałam, że to jest, to co chciałabym robić w przyszłości. Bez tego zmęczenia, po wyjściu z sali, nie ma dla mnie życia.
Czy zdażyło Ci się wystepować jako baletnica na deskach teatru albo opery?
PJ: Tak, zdarzyło mi się. Występowałam w Teatrze Wielkim w spektaklach pt: Dziedek do orzechów, Pan Marimba, La dolce vita, Jezioro Łabędzie i Śpiąca Królewna. Brałam również udział w konkursie baletowym w Operze Bałtyckiej w Gdańsku. Zajęłam tam czwarte miejsce. Niestety, za podium, ale mam z tego ogromną satysfakcję (uśmiech). Było to dla mnie ciekawe doświadczenie, ponieważ nie był to zwykły spektakl. Było to dla mnie coś zupełnie innego niż Teatr Wielki, w którym do tej pory tańczyłam. Miałam również okazję poznać tam wielu ciekawych ludzi. Oprócz tego tańczyłam również w Operze w Stuttgarcie, gdzie zaprezentowałam się w układzie współczesnym. Wielokrotnie uczestniczyłam w występach w Sali Kongresowej w Pałacu Kultury. Dzięki temu mam już małe doświadczenie. (śmiech)
Dlaczego postanowiłaś opuścić szkołę baletową i pójść do liceum ogólnokształcącego? Czyżby balet przestał Cię pociągać?
PJ: Nie, to był pewnego rodzaju kryzys. Chciałam rozwijać się nie tylko tanecznie, ale także intelektualnie. Wizja nowej matury, dostania się na studia, przestraszyła mnie. W dodatku miałam świadomość, że przedmioty ogólnokształcące w szkole baletowej są prowadzone na bardzo niskim poziomie. Zapragnęłam rozwijać się intelektualnie, mieć poczucie, że robię coś więcej. Byłam pod presją, ponieważ pochodzę z rodziny intelektualistów. Nie mogłam jej zawieść. Wiedziałam, że ona oczekuje tego samego ode mnie. Chyba tak miało być, ponieważ, jeśli moje życie potoczyłoby się inaczej, to nie jestem pewna, czy wzięłabym udział w programie.
Co sprawiło, że zaczełaś tańczyć do muzyki nowoczesnej i hop-hopu?
PJ: Po odejściu ze szkoły baletowej na swoich urodzinach poznałam kolegę, który tańczył wraz ze swoja grupą taneczną hip-hop. Któregoś razu, zaprosił mnie na trening. Trenowałam z nimi przez rok. Jak wiadomo, balet pozostał w moim ciele. Jest techniką, którą mam i której się tak łatwo nie pozbędę (śmiech).
Dlaczego postanowiłas wziąć udział w programie You Can Dance?
PJ: Któregoś razu, przyjechał do mnie mój wujek. Podczas rodzinnego obiadu wujek powiedział: Słuchaj Paulina, w przyszłym tygodniu są castingi do You Can Dance. Chcesz, czy nie, ja w Ciebie wierzę. Będę z Toba jezdził po całej Polsce, bylebyś dostała się do programu. Na co odpowiedziałam: No dobra, mogę zobaczyć, czy mi się uda. Tydzień póżniej pojechałam z wujkiem do Krakowa! (uśmiech) Udało mi się przejść casting. Dlatego udział w programie zawdzięczam właściwie wujkowi.
Nie bałaś się porażki?
PJ: Nie. Nie boję się takich wyzwań. To było dziwne, bo jechałam tam już z taką myślą, że po prostu się dostanę!
Jak wspominasz swój pobyt w Barcelonie?
PJ: To byłam moja pierwsza wizyta w tym mieście. Było ciężko. Przy takim upale, 9 godzinach treningu dziennie, pomimo obfitych posiłków w ciagu tygodnia schudłam aż 6 kilogramów. To wszystko było dla mnie fantastyczne, bo nagle z treningu tańca współczesnego szłam na hip-hop. Poznałam tam również świetnych ludzi, z którymi do dzisiaj utrzymuję dobry kontakt. Jednak najfajniejsze zajęcia były z gwiazdą Brianem Friedmanem, który dawał nam straszny wycisk. Cały ten pobyt był bajkowy. To było dla mnie niesamowite, ponieważ mogłam robić, to co naprawdę kocham, a na dodatek dostałam wiadomość, że będę w programie!!! Byłam pierwszą osobą, która dostała się do You Can Dance. Byłam tak szcześliwa, że mogłam iść na piechotę do domu i ogłosić wszem i wobec, że się dostałam. (uśmiech)
Co dał Ci udział w programie, czy zmienił w jakiś sposób Twoje życie?
PJ: Tak, udział w programie zmienił je o 180o. Teraz mam zupełnie inne życie niż te, które mogłabym mieć wcześniej. Przede wszystkim mam rok przerwy w nauce. Teraz jestem rozpoznawalna w środowisku tancerzy i nie tylko. (śmiech) Mam swoją markę. Ludzie wiedzę, że nie jestem jakąś tam tancerką z teatru, tylko jestem Pauliną Jaksim. Dzięki temu mam liczne propozycje pracy i pokazów. Mogę zarabiać swoim tańcem, co w Polsce jest bardzo trudne.
Kto jest Twoim ulubiotym tancerzem albo tancerką?
PJ: Moją ulubioną tancerką klasyczną jest Sylvie Guillem. Ma ona rozpisany grafik na najbliższe 2 lata. Jest po prostu niesamowita! Potrafi zrobi ze swoim ciałem to, czego ja nigdy nie bedę potrafiła. Urzeka mnie swoim tańcem. Moim ulubionym tancerzem jest mój choreograf z programu Anthony Kaye, z którym miałam zaszczyt współpracować. Cenię go, ponieważ współpracuje on z najlepszymi gwiazdami, a przy tym jest niesamowitą osobą, z którą mogłam szczerze porozmawiać.
Co Cię najbardziej kręci w tańcu?
PJ: ... Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Po prostu nie wiem. (milczenie) Wujek opowiadał mi, że jak byłam mała, to podczas rodzinnych spotkań zawsze tańczyłam. Od małego tańczyłam np. pod choinką, pod porasolem, między krzesłami, tańczyłam wszędzie, gdzie się dało. Nie wyobrażam sobie teraz życia bez tańca! Jak nie tańczę, to nie czuję, że żyję!
Co jest Twoim największym marzeniem?
PJ: W tym momencie, chciałabym nie zatracić chęci do tańca. Boję się, że tak się stanie, kiedy będę kogoś uczyła. Nie wiem, czy wtedy znajdę czas dla siebie, a przecież dla każdego tancerza jest ważny jego własny rozwój. Teraz najbardziej chciałabym znalezć się w zespole tańca współczesnego w jakimś teatrze, niekoniecznie w Polsce. Jednak najbardziej chciałabym należeć do zespołu tanecznego, który ma tournée po Europie, po Stanach Zjednoczonych, ma własny repertuar i zaplanowaną trasę od miasta do miasta przez pół roku. To jest coś, co w tym momencie kręci mnie najbardziej!
Wywiad przeprowadziła Paulina Jabłońska
Zobacz także:
Mężczyzna miesiąca: Robert Kudelski. Wywiad
Tancerka w świecie mody
Joanna Brodzik w serialu "Majka"