W typie pierwszym kobieta to ćwierćinteligentna istota, która tylko czeka aż przyjdzie Zygmunt Chajzer i rozprawi się z brudem skarpetek. Jej codzienne życie polega na dogadzaniu najbliższym; kobieta-gosposia jest szczęśliwa, bo dzieciom i mężowi smakuje obiad i ma pewność, że zupa nie ma płaskiego smaku. Od czasu do czasu porozmawia z kostką masła, a kiedy trzeba niczym waleczna Trinity rozprawi się z pomarańczą. Jej obowiązki polegają na rozprawianiu się z brudnym zlewem w kuchni, bakteriami w łazience i plamami z soku i trawy. Ale biada jej jeśli nie użyje wyjątkowej jakości spryskiwacza do szyb. Konsekwencją będą brudne szyby, uśmiech politowania sąsiadek i utrata tytułu Gospodyni Doskonałej.Typ drugi wywołuje o wiele więcej kontrowersji. O ile reklama tuszu wydłużającego rzęsy czy ekstratrwałej szminki wymaga pokazania pięknej i zadbanej kobiety, o tyle reklama gładzi gipsowej z kobietą w roli głównej jest co najmniej dyskusyjna. Być może ekspozycja kobiecego ciała ma zagwarantować wzrost sprzedaży produktu. Z billboardów więc spoglądają powyginane niczym mistrzynie jogi półnagie wampy, wyzywającym wzrokiem namawiające do zrobienia zakupu. Czasem wystarczy wyeksponowany fragment ciała. Kobiecy kręgosłup może być podstawką dla piwa a kobiece sutki służą jako pokrętła do radia. W spotach biuściaste blondynki towarzyszą mężczyźnie w trakcie jedzenia batonika albo nieudolnie próbują wykonywać męskie zawody. Aż facetowi dech zapiera (z powodu nowego „męskiego” operatora komórkowego, oczywiście). Gdyby jednak spodobała mu się dziewczyna, nic prostszego. Wystarczy, że spryska się odpowiednim dezodorantem, a żadna mu się nie oprze. Efekt… gwarantowany.Przykłady można mnożyć, na szybką zmianę nie ma co liczyć. W dalszym ciągu więc kobieta w reklamie nie ma nic do powiedzenia, jedynie kusząco oblizuje usta po zjedzeniu batonika. Bez obaw jednak- wcześniej użyła trwałego błyszczyka, nadal pozostanie seksowna…