Po pierwszych oględzinach miałam wątpliwośco co do tego, czy książka mi się spodoba. Czy spojrzeć z tyłu, czy z przodu, wszędzie albo informacje o nagrodach, jakie zdobył jej autor (podwójny Booker, no i ta najważniejsza - Nobel w 2003 roku), albo urywki z entuzjastycznych recenzji. Jak ja tego nie lubię - ktoś podaje ci danie i każe zachwalać jego smak, zanim sięgniesz po widelec.
Na szczęście podczas uczty podniebienie nie ucierpiało...
Nic dziwnego, że "Hańba" trafiła na ekrany kin. Książka jest idealnym materiałem do sfilmowania. Scenariusz zresztą bardzo wiernie podąża za pierwowzorem, z kosmetycznymi tylko zmianami. Oczywiście niektóre wątki zostały w filmie skrócone, zapewne przez wzgląd na ograniczenia czasowe, sens jednak został zachowany.
To, co najbardziej rzuca się w oczy podczas lektury do wyjątkowy styl. Nie przypominam sobie, żebym wczesniej spotkała się z taką narracją. Ma ona cechy dokumentu. Akcja dzieje się w czasie teraźniejszym. Śledzimy losy Davida Lurie i jego córki Lucy jakby za pomocą ukrytej kamery. Treść i sens kolejnych scen opowiada nam dodatkowo głos - narrator. Chwilami jest wszechwiedzący i odgaduje myśli bohaterów. Innym razem zadaje pytania - być może sam nie wie, co myśleć o danej sytuacji, zastanawia się nad poczynaniami własnego bohatera, być może pyta o zdanie czytelnika, zmuszając go do myślenia.
Styl Coetzee'go jest oszczędny. Dialogi, niemalże nagie, przywodzą na myśl surową, pozbawioną upiększeń prozę Hemingwaya. Podobnie opisy. Autor nie sili się na zbytnie upiekszanie stylu. Czytamy na przykład: "Lurie wstaje. Skoro postanowiła się zirytować, on też tak potrafi.
- Przepraszam, że spytałem - mówi. - Jakie mamy plany na dziś?
- Plany? Wrócić na farmę i posprzątać.
- A potem?
- Żyć tak jak przedtem.
- Na farmie?
- Oczywiście, że na farmie.
- Bądź rozsądna, Lucy. Sytuacja się zmieniła. Nie możemy ot tak, po prostu ruszyć z tego samego miejsca, w którym nam przerwano.
- Czemu nie?
- Bo to nie jest dobry pomysł. Bo to nie jest bezpieczne.
- Nigdy nie było bezpiecznie, a zresztą to nie jest żaden pomysł, dobry ani zły. Nie po to wracam, żeby zrealizować jakiś pomysł czy ideę. Po prostu wracam i już."
Czy to oznacza, że na stronach książki brakuje emocji? Czy autor opowiada historię na sucho? Nie. Książka jest przesycona psychologią, rozterkami i przemyśleniami bohatera. Choć zawiera wiele brutalnych treści, nie jest płaczliwa, nie gra na emocjach, nie zmusza do określonej oceny czy reakcji w danym momencie. A jednak (i ten ważny aspekt w filmie udało się uchwycić) zmusza do myslenia i pozostaje w pamięci. Jest napisana prosto - ale nie jest prosta. Napisana przez bacznego obserwatora i wybitnego erudytę. Jednym słowem - polecam.
"Hańba" - polskie wydania