Odwiedziłam Ustkę trzy razy. Zawsze towarzyszył mi mój Luby (choć raz wyjechaliśmy tam w większym gronie przyjaciół). Można więc powiedzieć, że zdążyliśmy owo miasteczko oswoić. Jak przystało na parę łazików, obłaziliśmy Ustkę wzdłuż i wszerz, odwiedzając po drodze miejsca, spośród których z czasem wyłoniły się nasze ulubione. Większości tych miejsc nie znajdziecie w przewodnikach, a szkoda, bo warto je znać.
Gdzie rozpieścić podniebienie
Bez względu na to, czy turysta wyleży się na plaży, czy całymi dniami spaceruje, aby mieć siłę na intensywny odpoczynek, musi dobrze zjeść. A czym objadać się nad morzem, jeśli nie rybami? I tu okazuje się, że w miejscowościach turystycznych bywa problem – bo albo jest drogo, albo na talerzu dostajemy górę panierki na kawałeczku dorsza czy halibuta. Spośród rybnych knajpek, które odwiedziliśmy, polecam „Ust-Ryb”. Znajduje się niecałe 500 metrów od wejścia na plażę zachodnią. W knajpce po jednej stronie można uraczyć się rybą smażoną, vis-a-vis serwowane są rybki wędzone. Przyrządzenie jest znakomite, a choć ceny na pierwszy rzut oka są zbliżone do innych – tam płaci się naprawdę za rybę, a nie tartą bułkę i jajko. No i mam dobrą wiadomość dla łasuchów – tuż obok smażalni usytuowana jest budka z wyśmienitymi goframi…
Świeże bułeczki, chleb, drożdżówki i pyszne ciacha możecie kupić w małej, niepozornej budce tuż obok dworca kolejowego. Poznacie ją po… kolejce klientów – kiedy w sprzedaży są ciepłe jagodzianki, grahamki i drożdżówki z jabłkiem i cynamonem, trzeba wystać co swoje. Ale warto – wypieki są tam doprawdy pyszne.
Fanom kuchni włoskiej polecam gorąco niewielką knajpkę „Ad Dente” na ulicy Wilczej 16. W tym na pierwszy rzut oka niepozornym lokalu serwują znakomitą pizzę – świeżą, chrupiącą, na pysznym, cienkim cieście. Mniam!
Ciekawe zaułki, czyli gdzie iść, gdy pada
Kiedy z nieba kapie deszcz trzeba usilnie główkować, jak pożytecznie wykorzystać dany urlop. I wówczas klapki otwierają się na zabytki, muzea i kulturę. W pierwszej kolejności wchodzi się oczywiście na latarnię morską, ta jednak nie jest w Ustce zbyt imponująca. Trzeba więc szukać atrakcji na deptaku – w niewielkich galeriach można na przykład pooglądać kolorowe minerały i dowiedzieć się czegoś na temat ich właściwości. A przy okazji - zakupić sobie lub bliskim ładną pamiątkę – wisiorek, pierścionek lub broszkę z oryginalnym kamykiem, lub sam minerał, który noszony ze sobą regularnie podobno może dać wieczne zdrowie, poprawę humoru, szczęście w miłości… Jeśli pooglądamy już wszystkie kamienie, możemy poprzyglądać się motylom, ćmom, ptasznikom i owadom – niektóre są doprawdy majestatyczne.

Fot. Egzotyczne motyle z całego świata - oj jest na co popatrzeć:)
Jednak naszym absolutnie ulubionym miejscem stała się niewielka księgarenka na deptaku (nie wiem, czy ma jakąś nazwę, może „Tania książka”?) – tam trwa permanentna wyprzedaż czytadeł – czasami za niemal bezcen można kupić powieść do poczytania przy wieczornym kubku czekolady; jak wygłodniałe bestie rzuciliśmy się też z Lubym na komiksy, a ja również na małe albumy z obrazami, które przeglądałam sobie na plaży – Bruegel, Hokusai, Hopper, Picasso… łyk sztuki za niewielką cenę.

Fot. Ułamek naszych księgarskich zakupów...
A może tak wypad za miasto?
Gdy leżenie plackiem na plaży staje się nudne, a usteckie atrakcje-zaliczone, polecam wycieczkę do pobliskiego Słupska – miasto jest piękne pod względem architektonicznym. Zachowały się tam niektóre zabytkowe kamienice. Pooglądać można również ładne kościoły, koniecznie trzeba też wstąpić do Zamku Książąt Pomorskich z XVI wieku, który obecnie jest siedzibą Muzeum Pomorza Środkowego – można tam rzucić okiem na masę bardziej lub mniej interesujących eksponatów, ale najważniejsze, że na ostatnim piętrze mieści się jedna z największych kolekcji prac Witkacego i można do woli sycić oko dziełami mistrza.
Zbliżając się do końca tego wywodu, zapewniam raz jeszcze, że największą ustecką atrakcją są piękne, dosyć zadbane plaże. Dużą popularnością cieszą się rejsy statkiem wycieczkowym „Dragon” lub mniejszymi łódkami. Organizowane są również wycieczki na Bornholm – ale to coś dla rannych ptaszków. Rzecz jasna polecam tę miejscowość wszystkim parom – jak zresztą inne miejsca nad morzem – zachód słońca nad spokojną taflą Bałtyku, lekki wietrzyk, ciepły piasek pod stopami… po prostu nie może nie być romantycznie.
Fot. Statek "Dragon" kursuje od rana do wieczora.
Jeśli macie ochotę pooglądać widoczki, zapraszam do galerii zdjęć u góry :)))
Praca konkursowa naszej Internautki: vixen
Twój tekst także może wziąć udział w konkursie. Na laureatki czekają wspaniałe nagrody!
O szczegółach przeczytasz tutaj