Jedyny fiord na południu i jedyny mur chiński w Europie
Jeśli zamierzasz jechać na niezapomniane wakacje, zobaczyć perły średniowiecznych budowli, poczuć atmosferę chorwackiej Dalmacji, wygrzewać się na tajemniczych plażach, pluskać się w lazurowej wodzie, przeżyć wycieczkę, której nie zapomnisz do końca życia a przy okazji nie masz zbyt wielu pieniędzy – jedź do Czarnogóry!
Czarnogóra jeszcze do niedawna w ogóle nie była uważana za kurort turystyczny, tym bardziej że sąsiaduje z niesamowitą Chorwacją. Jednak coraz więcej turystów pragnących nieco egzotyki i spokoju od tłumu wycieczkowiczów zaczyna wybierać właśnie ten region. W porównaniu do Chorwacji, Czarnogóra jest tanim krajem, Fanta nie kosztuje tu kilku Euro, a wstęp na mury miejskie, który wynosi ok. 9 euro w Dubrovniku, w Budvie kosztuje tylko 2 (gwarantuję, że to również niesamowite wrażenie).
Widok z plaży na pasma Czarnogóry
Ten region jako miejsce urlopu wybrałam po silnym namawianiu przez znajomego. Niestety jest tylko kilka biur podróży, które specjalizują się w wyjazdach do tego kraju. Wsiedliśmy w kilka osób do porządnego autokaru. Za wyjazd, to znaczy za dojazd, opiekę pilota (choć nic nam nie mówił o miejscach, które mijaliśmy) i noclegi (10) w Villa Montenegro (pokój dwuosobowy z łazienką i balkonem - przytulny, choć widok z balkonu był przytłaczający ) w Budvie zapłaciliśmy po 849 zł. Drugie 800 zł wydaliśmy na kilka podróży po kraju, codzienne pyszne obiadki, owoce, lody, pamiątki i wstępy na płatną plażę. To niedużo biorąc po uwagę, że zobaczymy tu dużo ciekawych rzeczy, klimatem podobnych do Chorwacji, z tymże o wiele tańszych. I oczywiście spędzimy udany urlop.
Na początek kilka rewelacji wyczytanych w przewodniku, gdy przygotowywaliśmy się do podróży i zdobytych podczas pobytu. Polecam wydawnictwo Bezdroża. Jechałam z nimi w kilka podróży i nigdy mnie nie zawiedli. Znajdziecie tu wszelkie informacje o kulturze, historii, atrakcjach, noclegach, gastronomii, nie brak również kolorowych zdjęć i ilustracji.
· Do Czarnogóry nie można wwozić mięsa
· Walutą jest euro, mimo że kraj nie należy do Unii Europejskiej
· W dalszym ciągu duże źródło bogactwa w gospodarce odgrywa tu przemyt
· W całej Czarnogórze mieszka ok. 650 tyś ludzi!
· Warto spróbować kajmaka, kożucha zebranego z mleka, który się następnie przechowuje przez jakiś czas
· Za najlepsze wina uważa się Vranac - ciemne i wytrawne oraz Krstac - białe, pije się je tu z domieszką wody mineralnej i traktuje jak napój orzeźwiający - pycha!!!
· Dla zapaleńców przyrodniczych: najbogatsze florystycznie i faunistycznie regiony to Durmitor i Jezioro Szkoderskie (jedna z ostatnich ostoi pelikanów w Europie)
· Nie ma obaw, można jeździć miejskimi autobusami, które kursują dość często, nie są drogie i można w nich słuchać lokalnych radiowych przebojów!
· Jeśli zamierzacie wybrać się w rejs, polecam port w Budvie, wypływa stąd wiele statków wycieczkowych.
· Można pić wodę z kranu.
· Poćwiczysz tu rosyjski - tej narodowości turystów jest tu najwięcej. Nie ma się co dziwić, często spotkać można plakaty nowych inwestycji, domów mieszkalnych i hoteli o rosyjskim kapitale.
· Na plażach (np. w Sutomore) można kupić oliwkę do smarowania ciała, jednak się są to żadne chemikalia a naturalna oliwa z tłoczenia z dodatkiem zapachowych ziół.
· Bierzcie buty do nurkowania i okularki! Pełno tu jeżowców, można sobie uszkodzić stopy i potem nie kąpać się przez cały wyjazd. Koszt na targu ok 8-10 euro.
· Znajdziecie tu plaże nudystów, w Budvie na Mogren II.
Z atrakcji regionu wymienić należy:
Plaże:
Villa Montenegro, w której spaliśmy znajduje się jakieś 15 min drogi od plaży miejskiej i kilkukilometrowej promenady. Jednak na tej plaży gościliśmy tylko raz - tłoczna, brudna (mnóstwo śmieci), wąska i w ogóle niepociągająca. Zaciągnęliśmy języka u rezydenta. Od tej pory codziennie chodziliśmy w to samo miejsce. Do plaży tej szło się ok. 40 min, ale nam to nie przeszkadzało, można było kupić po drodze owoce, zjeść lody i spacerować nadmorską piękną promenadą i codziennie mijać cudowne stare miasto.
Ale to i tak nic w porównaniu z tym co zaczynało się za starym miastem... nagle wkraczało się na teren skalisty, może klifowy, ale na pewno niesamowicie piękny. Wyobraźcie sobie widok na stare miasto, głazy na brzegu morza, rozbijające się fale w kolorze nieba i wąską ścieżkę wśród cudownie powyginanych formacji skalnych! Po drodze mija się pomnik tancerki stojącej na jednej nodze. Potem kilka zakrętów i ... stajemy przy bramce. Plaża ta jest płatna - 1 euro. Jeśli jesteście już dość zmęczeni, zatrzymajcie się na pierwszej plaży. My byliśmy tam raz, potem już tylko plaża numer dwa. Dochodzi się do niej mijając wszystkich roznegliżowanych plażowiczów i knajpkę z kawą mrożoną za 3 euro. A potem.. potem przejście przez wydrążoną przez fale jaskinię, z wąską ścieżką i metalową kładką. Potem jeszcze przejście ze skał po desce na plażę i jesteśmy! Na jednej z piękniejszych plaż jakie widziałam w życiu! Po pierwsze piasek, po drugie lazur wody i jeżowce oraz inne żyjątka w wodzie, po trzecie możliwość wypożyczenia rowerka wodnego czy łódki. Po czwarte i chyba najważniejsze: widok na wyspę Sveti Nicola oraz skały po lewej i prawej stronie, gdyż plaża ta była w kształcie półksiężyca rogalika. Można się było poczuć totalnie odizolowanym od świata. Radzę wybierać się tam wczesnym rankiem, tylko wtedy można liczyć na dobre miejsce na plaży, potem się ona zapełnia (ok. godz. 12). Do plaży można się dostać tylko z jednej strony, druga nie istnieje - to skarpa skalna. Mam nadzieje, że was skusiłam... jeśli nie, to dodam tylko, że z tej skarpy skacze wielu śmiałków, nawet małe dzieci, wprost do lazurowego morza, a skarpa niska nie jest. Te dwie plaże to plaża Mogren I i Mogren II.
Tancerka i Stare Miasto
Z drugiej strony miasta również jest ciekawa plaża, niestety nie wiem ile kosztuje, na pewno jest prywatna. Idzie się do niej brzegiem morza mijając dwie zatoczki z łodziami i miejsce z którego startują łodzie z doczepionymi spadochronami, turyści latają wysoko, koszt ok. 80 euro. Następnie wchodzimy na wyremontowany deptak, w drewnie i metalu. Bardzo stylowy, widzimy łuk lądu i hotele budujące się na wzgórzu, to tu. Do plaży schodzi się schodkami mijając baldachimy, pod którymi można się wygrzewać, można też siedzieć na siedziskach poduchach i wylegiwać się na hamaku, to wszystko na kilku poziomach skarpy w zieleni i piasku przy dobrej muzyce, z drewnianym podestem do wody. Wygląda stylowo, luksusowo. Dalej droga prowadzi już paskudnym tunelem do drugiego miasteczka, gdzie znajduje się Aqua park.
Warte zobaczenia w Budvie:
Jest przede wszystkim stare miasto. Zajmuje spory obszar za murami miejskimi. Kryje się tu mnóstwo krętych wąskich uliczek z mnóstwem klimatycznych sklepików i knajpek. Nie brak tu placów z drzewami i tajemniczych miejsc. Cudowne jest to, że nie ma tu samochodów. Szczególnie polecam jedno miejsce. Znajduje się przy murach miejskich od strony morza i wyspy Sveti Nicola. Doprowadzi was tu drogowskaz na knajpkę „Garden...", skręćcie w tą uliczkę i dojdźcie do końca. Wśród bluszczu po bokach znajduje się brama prowadząca prosto do morza, wystarczy ją otworzyć by zobaczyć rozbijające się o mur fale... bardzo malownicze miejsce.
Poszukajcie też innych tajemniczych ogrodów. Wystarczy, że zboczycie w jedną z uliczek i traficie na mieszkania zwykłych ludzi z ogródkami, psami i praniem na sznurkach, w co ciężko jest uwierzyć w takim miejscu. Mury miasta pochodzą z XV wieku, wejść można dwoma bramami. Przez nie wejdziemy do świata, gdzie czas się zatrzymał, którego fale morskie nie zdołały zniszczyć. Dla ciekawskich udostępnione jest Muzeum Archeologiczne i Cytadela, z której rozciąga się wspaniały widok. Przy jednej z bram mieści się informacja turystyczna - polecam, można dostać wiele ciekawych folderów.
Widok z Cytadeli w Budvie na uroczą knajpkę.
Urocze miejsca starego miasta Budvy
W Budvie istotna jest również cała promenada z niezliczoną liczbą sklepów, gdzie na końcu znajduje się mini park, skwer z mnóstwem egzotycznych roślin.
Rozrywka:
Dla nas główną rozrywką było zwiedzanie kraju i wylegiwanie się na plaży. Co do wycieczek, to polecam wykupić wypad statkiem na okoliczne plaże. My kupiliśmy ją u naszego tour operatora za 25 euro od osoby, ale podobne oferty można było zobaczyć niemal na każdym kroku, zwłaszcza na deptaku. Wypłynęliśmy wcześnie rano, małym stateczkiem o przewrotnej nazwie „Hakuna Matata". Minęliśmy zdecydowanie najpiękniejszą wyspę Czarnogóry - Sveti Stefan. Pierwszy postój, to zakotwiczenie statku na głębokości ok. 17m tuż za jedną z wysp. A następnie skoki do wody ze statku i płynięcie w stronę jaskini. Zmieściła się w niej cała wycieczka, i wszyscy stali lub pływali w naprawdę zimnej wodzie.
Następnie kilka rundek wokół skalistego brzegu i powrót na statek. Drugi postój, to około dwugodzinne wylegiwanie się na „Pjeskowej Plazy". Była ona dość specyficzna, bo plaża była w formie sporych kamieni i żwiru. Zero piasku, zaczynał się dopiero w wodzie na pewnej głębokości. Było to wielkim plusem, dlatego, że woda nie była mętna a widoczność sięgała kilku metrów!! Tak czystą wodę widziałam tylko za Paraliją w Grecji.
Rejs statkiem po wybrzeżu
Pjeskowa Plaża
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na ostatniej plaży. Wydaje mi się, że wystarczy iż powiem, że dostęp do niej możliwy był tylko z wody, za nami rozciągała się potężna skarpa i mieszkał na niej rudy kot, którego właścicielami byli zapewne ludzie posiadający mini knajpkę z prawej strony plaży. Była zarezerwowana wyłącznie dla nas tak jak i plaża, można było wziąć sobie za darmo łódki i śmieszne wodne siedziska. Z sąsiedniej mini wysepki co odważniejsi skakali do wody.
Tu również zagwarantowano nam posiłek. Smaczniejszej ryby nigdy nie jadłam... ciągle chodzi mi po głowie to połączenie czerwonej cebulki z nafaszerowaną rybką z odrobioną czosnku i ziemniaki zapijane winem... o tym nie da się zapomnieć. Gdy słońce zaczęło zachodzić, ze smutnymi minami udaliśmy się na statek... po drodze zobaczyliśmy jeszcze raz wyspę Sveti Nicola nazywaną przez miejscowych Hawajami. I chyba jest w tym trochę racji, bo o zachodzie słońca, na tle pomarańczowego nieba widać było czarne zarysy palm. Piękne... i to wszystko za 25 euro... rzadko udaje mi się tak dobrze zainwestować pieniądze!
Sveti Nicola - czarnogórskie Hawaje
Pełno tu klubów, ale życie nocne zaczyna się dość późno. Nie będę polecała konkretnego, każdy znajdzie coś dla siebie. My preferowaliśmy picie winka na plaży późnym wieczorem i knajpki za murami miejskimi starego miasta.
A jest ich tam naprawdę mnóstwo, w kilku grają muzykę na żywo. My polecamy szczególnie jedną - jazzową, na pewno natkniecie się gdzieś na jej reklamy, codziennie odbywają się tu jazzowe koncerty na powietrzu, wśród drzew i kwiatów. Ceny alkoholi nie są przerażające. Mi spodobała się jeszcze jedna, mieszcząca się z boku cytadeli, również z muzyką i widokiem na świecącą się w nocy jak choinka wyspę Sveti Nicola i wybrzeże rosyjskich hoteli.
Sveti Stefan - cudowna wyspa.
Niestety mogliśmy oglądając ją jedynie ze statku. To maleńka wyspa wyskakująca na morzu niedaleko piaszczystych plaż, połączona z nimi wąską dróżką. Jej zabudowa jest bardzo stara, twierdza pochodzi z XV wieku. W całości należy do zagranicznego inwestora. Pełni w tym momencie funkcję hotelu. Domki, w których mieszkali kiedyś rybacy to obecnie tak jakby hotele pokojowe. Każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Niestety jest to miejsce niezwykle drogie, nocują tu jedynie gwiazdy, takie jak Sofia Loren. Jeśli wpiszecie w wyszukiwarce Czarnogóra, gwarantuję, że wyspa ta będzie jednym z pierwszych obrazków jakie wyskoczą. To wizytówka tego kraju.
Wyspa Sveti Stefan
Stary Bar - leży kilka kilometrów od portowego Baru. Można się tam dostać autokarem z wielu miejsc, następnie trzeba przejść od dworca kilka kilometrów, ale po drodze spotkacie drogowskazy. Najstarsze budowle pochodzą z XII wieku, obecnie wszystko znajduje się w ruinie. Jeszcze przed drugą wojną światową, można było podziwiać całe domy rybaków, obecnie pozostały fundamenty... jednak i tak robią spore wrażenie. Mieszkańcy opuścili wioskę i przenieśli się na wybrzeże do nowej wioski - Bar, w poszukiwaniu pracy i jedzenia. Wstęp kosztuje 1 euro, za tą cenę można również nabyć bardzo ładnie wydany informator z najważniejszymi datami, krótką historią i zdjęciami.
Na małym obszarze znajduje się kilka kościołów, cerkiew, amfiteatr, pałac biskupi. Jako, że wioska znajduje się na wzgórzu, można ujrzeć niedaleko rosnące gaje oliwne i akwedukt. Przechodząc kamienistymi wąskimi uliczkami można spotkać jaszczurki i zrobić sobie zdjęcie przy bujnie kwitnących na fioletowo roślinkach. Ciekawe są również bardzo stare malowidła zachowane na niektórych ścianach budynków, które przymocowane mają po bokach okiennice, zapewne chroniące przed deszczem i mocnym słońcem. Jeszcze jednym ciekawym obiektem jest gaj oliwny na terenie starego miasta, rośnie w nim najstarsza oliwka o niezwykle szerokim pniu i mająca ok. 2000 lat.
Stary Bar. Malodwidła na ścianach budyków
Ruiny Starego Baru
Boka Kotorska z cudownym Kotorem, Perastem i Hercegnovi
Warto wpaść tu choćby na jeden dzień by przepłynąć się promem w najwęższym miejscu zatoki o szerokości 320 metrów. By zobaczyć góry wpadające wprost do wody, oraz zabudowę, która zachowała się tu od średniowiecza. Dzięki wąskiemu przesmykowi w zatoce, piraci nie mogli przedostać się w głąb, było to miejsce niezwykle strzeżone i dzięki temu w ogóle nie zniszczone! Czujesz się tam jak za dawnych czasów, stare nieco zrujnowane budynki, kamienne posadzki, piękne kościoły i ta atmosfera tajemniczości...
Kotor - chyba nic nie zaparło mi tchu do tego stopnia. To najlepiej zachowane w Jugosławii średniowieczne miasto. Otoczone jest olbrzymimi murami miejskimi, za którymi kryją się place, kościoły kilku wyznań, wąskie i kręte uliczki, domy z pięknymi zdobieniami, sztukateriami i zielonymi okiennicami. Pełno tu kotów (może stąd nazwa Kotor ;-)), stwarzają niesamowity klimat, chodzisz wąskimi i tajemniczymi uliczkami wśród budynków o orientalnej architekturze choć częściowo zbudowanych przez. Warto zobaczyć tu między innymi wieżę zegarową wybudowaną przez wyżej wspomnianych Wenecjan, katedrę św. Trypuna (znajdziemy tu element polskości - drewniany krzyżyk, którym pobłogosławiono wojska Sobieskiego) i poszukać ażurowej dzwonnicy typowej dla Zatoki Kotorskiej. Trzeba pamiętać o tym, że ulice znajdujące się za murami obronnymi nie mają nazw, łatwo wśród nich zabłądzić. Jednak zdecydowanie największą atrakcją miasta jest możliwość wejścia na twierdzę św. Jana, czyli europejski mur chiński. Żeby do niej dotrzeć trzeba kierować się wzdłuż murów miejskich w stronę gór.
Istnieje kilka ścieżek, jednak przy każdej ktoś stoi z biletami. Nie martwcie się, koszt jest naprawdę niewielki - 1 euro. A widoki jakie zobaczycie po ok. 45 minutach spaceru pod górę są warte chyba każdych pieniędzy. Początkowo droga prowadzi wśród starych domów, ze spróchniałymi drzwiami i wywieszonym praniem, aż trudno uwierzyć, że dwie minuty stąd w „centrum" miasta obiad dwudaniowy z deserem kosztuje 20 euro. Twierdza znajduje się na 260 m n.p.m., rozciąga się z niej niesamowity widok na całą Bokę Kotorską i góry ją otaczające. Szczególnie warto przyjść tu po południu, ok. godziny 17. W tedy mamy pewność, że unikniemy tłumu turystów, a co ważniejsze, unikniemy upału. Przy 25 C taki 45 minutowy spacer pod górę wydaje się być niesamowicie męczący. Trzeba dodać, że schodki znajdują się tylko na początku drogi, później przechodzą one w nieregularne, porozbijane stopnie.
Kotor. Jeśli się przyjrzycie, na wzgórzu zobaczycie mur - twierdzę św. Jana
Kotor. Wieża zegarowa zbudowana przez Wenecjan
Kotor.Jego wąskie uliczki i bardzo śliska posadzka.
Kotor, widoki z drogi na twierdzę
Stare miasto Kotoru z góry
Dojazd: bardzo łatwo dostać się tu z Budvy, autobusy kursują dość często, wysadzają nas kawałek od miasta, trzeba się kierować w stronę portu jachtów. Cena biletu to ok. 4 euro, jedzie się niecałą godzinę, dodatkową atrakcją jest mijany dość długi tunel w górze i oczywiście piękne widoki.
Inne atrakcyjne miejsca:
Hercegnovi - to miasteczko o najbardziej śródziemnomorskim klimacie, pełno to cytrusów i budynków architektury bizantyjskiej i romańskiej
Perast - wioska cicha, spokojna, w której mieszkali kiedyś marynarze. Można tu odpocząć od zgiełku i poprze chadzać się krętymi i wąskimi uliczkami. Naprzeciwko miasteczka widać dwie niewielkie i malownicze wysepki z kościołem/klasztorem. Dostaniemy się tam łódką za kilka euro. Podkreślam jednak, że nie znajdziemy tu plaży, tylko wybetonowane podesty.
Niestety nie udało nam się dostać w jeszcze kilka interesujących miejsc: w pasmo Durmitoru i największe kaniony w Europie rzeki Tary (kanion porównywany do kanionu Kolorado) ze znanym mostem. W roku 1940 był on największym mostem w Europie. Godne polecenia jest również Jezioro Szkoderskie - ostoja ptaków.
Jedzenie - żywiliśmy się głównie w restauracji Kangaroo niedaleko naszego hotelu. Można tam było zjeść naprawdę bardzo dużo za niewielką cenę, codziennie wychodziliśmy z przepełnionymi brzuchami. Mięso w granicach 3-5 euro plus frytki za 1,5. Jednak jeżeli spodziewacie się lekkiego śródziemnomorskiego jedzenia, to muszę was zmartwić. W cale nie są tu tak popularne owoce morza, jeśli są, to w drogich restauracjach. Dominują tu dania tłuste i ciężkie... nie radzę jeść w knajpkach na deptaku.
Niemal na każdym kroku kupicie owoce i warzywa. Warto spróbować soczystego arbuza, fig i granatów. Pozostałe artykuły żywnościowe nie różnią się specjalnie cenowo w poszczególnych sklepach. Wino najlepiej kupować w jedynym w mieście markecie. Na każdym kroku traficie również na lody jednak jedna gałka to koszt ok. 1 euro (dla porównania w Sutomore 50 eurocentów).
Zaskakujące były piekarnie. Nazwałabym to piekarniami - knajpkami. Czynne od 6 do 23, były tam stoliki, można było kupić piwo, kefir, herbatę, a każda zamówioną bułkę (nawet gdy był to rogal z nutellą) dostawało się na talerzu z nożem i widelcem. Polecam, ponieważ można tu skosztować regionalnego pieczywa i na pewno świeżego.
Ceny
Cenami podanymi w przewodnikach należy się sugerować ale nigdy im całkowicie nie zawierzać. Korzystałam z książki wydanej rok przed moim wyjazdem, a ceny się nie zgadzały. Np. wejście na mury miejskie w Budvie kosztuje już 2 euro a nie 1. Tak samo zupa rybna w jednej z polecanych knajpek za murami miejskimi - podrożała dwukrotnie (3 euro). Dlatego więc by móc zobaczyć Czarnogórę za nieduże pieniądze trzeba się spieszyć! Już niedługo zapewne dorówna Chorwacji...
Jeśli pojedziecie pod koniec sezonu, możecie liczyć się ze sporymi obniżkami. W sklepach na promenadzie pełno było informacji o 50% zniżkach. Wszyscy sprzedawcy chcą się pozbyć towaru przed końcem sezonu.