Znowu wpół do drugiej. Nie twierdzę, że było super i fajnie ale sobie trochę pospałam.. to przyjemnie jest się wyspać. Czasami aż żałuję że mój mąż nie czyta tego co piszę.. mógłby się wiele nauczyć.. w ogóle mężczyźni mogli by czytać babskie gazety to by im choć (może) wiele (trochę) pomogło zrozumieć psychikę, zachowania kobiety. Co dzisiaj było czułam się odświeżona i narodzona trochę po tej burzy nawet nie zauważyłam, że nie wychodziłam z dzieckiem od 2 dni na spacer. Mamy swoją trasę. Zajmuje nam równo godzinę. Gdzie Dominik bardzo ładnie śpi. Dzieci mają dobrze zero zastanawiania się zero problemów. Tylko jeść, spać, myć, przewinąć a zapomniałam i dopisuje spacer. Dzisiaj posiedzę trochę dłużej, wreszcie biorę się za moją książkę. Może wkleję ją tu fragmentami?? Sama nie wiem. Jak myślicie?? Raczej może nie... Bzdur o smutnej miłości raczej nikt nie lubi czytać. Coś optymistycznego miało być jutro ma być girl. Przyjdzie parę osób.Nie wiem czy mam na to ochotę. Rozglądam się po mieszkaniu wypadało by posprzątać.Hmm.. zdecydowanie mi się nie chce. AAA.. byłabym zapomniała zrobiłam lazanię znaczy się wyszła lazanio zapiekanka z 3 serami i sosem słodko-kwaśnym. Nawet nawet wyszła. Ciekawe co będzie jutro? Po burzy zawsze wychodzi słońce... p.s własnie do końca uświadomiłam sobie że w niedzielę są mojej mamy imieniny. Upss jakby to powiedziała a raczej zaśpiewała Britney.. Znikam pisać coś innego...