Mój mąż okazuje się wcale nie jest potworem za jakiego go miałam może jeszcze uda się dogadać?? Ja wiem ze jest tak przy narodzinach dzieci.Każdy sobie wszystko wyrzuca. Ja zauważyłam ciągły smutek u siebie i rozmawialiśmy tez na ten temat. Doszliśmy do wniosku ze jest to tzn depresja (milo ze udało jemu się to zauważyć, ale ja tez nie jestem lepsza) po porodowa. Jednak mógłby trochę mnie wspierać w moich małych działaniach do których teraz będę potrzebowała siedzenia większości czasu przy kompie. Znalazłam, bardzo fajne dwa konkursy na książkę i na dziennikarza. Mimo ze nie jestem w żadnej gazecie chyba mogę wziąć jako wolny strzelec?? jak sadzicie? Az boje się powiedzieć mężowi. Jak szukałam pracy w tym kierunku to mnie uziemił i stwierdził, że w ogóle mi wszystkiego brak. Zamiast mnie wspierać cóż. Chyba nie potrzebnie mu mówiłam. Ale ponoć powinno się dzielić marzeniami i pasjami. A moja jest pisanie i grafika. (nie koniecznie w parze z logika).
A teraz na temat. Byli u nas wczoraj znajomi. No i co ja mam powiedzieć? Zapomniałam jak się okazuje jak się rozmawia. Rozmawianie z dzieckiem, które tylko gaworzy wcale nie jest rozmowa jak się okazuje. Brakuje mi tematu, moje zacinanie wcale mi nie pomaga. Ludzie nie mogą mnie zrozumieć i przez są niecierpliwi. A jak są niecierpliwi, to ja już nie chce nic mówić, wole nic nie mówić. Raczej się denerwuje jak mam rozmawiać, nie czując się pewnie. A każdemu tłumaczyć od podstaw sorry możesz mnie nie zrozumieć, bo po porodzie zaczęłam się zacinać bardziej niż zwykle. A na to obcy a co to znaczy bardziej niż zwykle?
Ech.. ludzie nie są wyrozumiali. Wola rozmawiać na te tematy, które im odpowiadają, pasują a nie chcą widzieć tego co my mówimy nie słuchają. Rzadko trafiają się rozmówcy, którzy patrzą Ci w oczy jak słuchają. Bardzo rzadko.
Dobra mały w ogóle praktycznie nie dal mi pobyć z gośćmi. Cały dzień jadł. Ja zjadłam tylko lazanie. Bo żeby mi dać grilla mój mąż nie pomyślał. Gwoli ścisłości, bo zaraz będzie ze matka karmi i je grilla - mojemu nie przeszkadza, żadnych kolek niczego. Wiadomo ze z umiarem, wszystko. No wiecie jak się poczułam? Tym bardziej jak poprosiłam o ugrillowane kiełbaski, usłyszałam że mam je sobie sama zrobić. Cha, chyba z dzieckiem na ręku. Chociaż to byłoby ciekawe. Zaiste ciekawe. Ugrillowane dziecko. Mmm... Słyszałam zdaje się w jednym filmie, że dzieci mają delikatne mięsko (to chyba było w Hannibalu albo w kościach w każdym bądź razie to nie istotne.) ale niech kto inny to sobie sprawdza. Cóż zjadłam do końca lazanię - mało byłam usatysfakcjonowana. Wyjątkowo czułam się jak gość w swoim własnym domu. Nic dodać nic ująć. Po wyjściu gości mogę poniedziałek ocenić na plus jeśli chodzi o męża.