Postaram się na przykładzie mojej rodziny pokazać jak planować wakacje z 7 - letnim dzieckiem i 17 – letnim nastolatkie. Być może miejsca, które wybraliśmy my będą inspiracją, dla rodzin planujących wakacje. Trzeba też koniecznie zaznaczyć – podróżowaliśmy wyłącznie autem – przez te 10 lat przejechaliśmy tysiące kilometrów, zobaczyliśmy mnóstwo ciekawych miejsc – nie opiszę wszystkiego – bo nie chcę zanudzać i pisać opowiadania na kilka stron – chcę przekazać to co najważniejsze, a jeśli ktoś chciał wiedzieć więcej służę radą :) Nie będzie to, więc opowieść o jednym konkretnym miejscu, tylko o kilku, nie wymienię też wszystkiego z nazwy, bo nie sposób tego zrobić.
Pierwsza podróż to wyjazd w Pieniny do Szczawnicy - miejscowości uzdrowiskowej - uznaliśmy tę miejscowość za idealną na pierwsze wakacje. Spędziliśmy tam 6 dni (nie 7, 10, ani 14 - chcieliśmy „sprawdzić", czy nasza 7 - latka nie będzie się nudzić i przede wszystkim, czy nie będzie tęsknić za domem). Wyjazd był nie lada wyzwaniem, przejechaliśmy Fiatem Cinquecento z Mazur na południe prawie 700 km - ale wszyscy przetrwaliśmy.
Był to nasz pierwszy poważny wypad, więc zdecydowaliśmy się na to, aby wszystko „załatwiło za nas" biuro podróży. Pensjonat z zagwarantowanym pełnym wyżywieniem (nie chcieliśmy małej ciągać po barach, czy restauracjach) i basenem (alternatywa, gdyby padał deszcz - sprawdziła się). Córka była zachwycona górami, ale nie chcieliśmy na pierwszy ogień za bardzo jej przemęczać, ani zrażać i weszliśmy tylko na niewysoką Bryjarkę - szczyt górujący nad Szczawnicą. Wejście na górkę to jeden dzień, a co z resztą?
Spacery nad Dunajcem, odwiedziny w pijalniach wód (istne szaleństwo! - mała była nimi zachwycona), zabraliśmy córę także na Słowację - nie można było nie skorzystać z okazji, gdy mieliśmy tak blisko. Był to jej pierwszy wyjazd poza granicę kraju - pokazaliśmy jej, że nie wszyscy mówią po polsku i są Polakami :) Pojechaliśmy na wycieczkę do Popradu i Bielańskich Jaskini - krótka jednodniowa wycieczka zorganizowana przez szczawnickie biuro turystyczne - w sam raz dla 7 - latka.
Kolejny etap - 10 letni „szkolniak" :) Tym razem Karkonosze - Karpacz - tym razem 7 dni, nie skorzystaliśmy już z oferty biura podróży - pensjonat znaleźliśmy sami, również z pełnym wyżywieniem, bardzo go zresztą polecam - „Patryn". „Konkretniejsze" góry, ale zarazem niezbyt uciążliwe, dość łagodne. Idealna wyprawa dla ciekawej świata 10 - latki.
Mieliśmy piękny widok na Śnieżkę z okna pokoju, młoda z utęsknieniem na nią patrzyła, czekając kiedy znajdzie się na szczycie. Do dyspozycji był wyciąg, ale my zdecydowaliśmy się na samodzielne wejście. Pogoda w mieście była rewelacyjna, jednak gdy zbliżaliśmy się do szczytu, stopniowo ulegała zmianie i na dodatek wybraliśmy ciekawszą, ale za to trudniejszą trasę m.in. przez skały zwane „Słonecznikami". Do schroniska „Dom Śląski" u podnóża góry doszliśmy mokrzy, gdyż w międzyczasie złapała nas burza. Gorąca herbata, osuszanie i czekanie, kiedy pogoda się polepszy. I tu porada: jedziesz w góry i zamierzasz wracać co rok, albo dwa lata - dobra kurtka i buty to świetna inwestycja. Ale weszliśmy - staliśmy 1602 m n.p.m.! Błysk w oczach córki był bezcenny. Śnieżka to nie wszystko. Wybraliśmy się do Szklarskiej Poręby żeby zobaczyć wodospad Szklarki - super atrakcja - wprawdzie to nie Niagara, ale zawsze coś :)
Na oglądaniu się nie skończyło - wylądowaliśmy na Szrenicy, na którą prowadził szlak spod wodospadu. Biuro turystyczne z Karpacza organizowało ciekawe wycieczki zagraniczne (jednodniowe) do dość blisko położonej Pragi i Drezna. Oczywiście skorzystaliśmy z ich oferty - warto zwracać uwagę na oferty lokalnych biur turystycznych, bo dzięki nim można zobaczyć, wiele ciekawych miejsc za nie zbyt duże pieniądze w stosunku do pieniędzy jakie wydalibyśmy na podróż samodzielną. No i trzeba wspomnieć o „Kolorowej" w Karpaczu - letni tor saneczkowy - świetna zabawa dla dzieci i rodziców - gwarantowana oraz o świątyni Wang - trochę Norwegii w Polsce.
11 - latka - znów jedziemy w góry, a jakże! Po raz drugi Karpacz, na 7 dni, ten sam pensjonat. Drugie wejście na Śnieżkę. Inna trasa, inna pogoda i wyposażenie. Tym razem przeszliśmy koło „Wielkiego" i „Małego Stawu", które widzieliśmy rok wcześniej „z góry". Nasza córka była wyśmienitym piechurem - dzięki temu, że była przygotowana do wędrówki stopniowo. Wybraliśmy się także do Wiednia - z tym samym biurem - wycieczka tym razem 2 - dniowa oraz do „Skalnego miasta" i „Czeskiego Raju"( 1 dniowe) - 2 ostatnie polecam szczególnie dla rodzin z dziećmi - tego nie ma u nas w Polsce :) I tym sposobem córa była już w 4 krajach zagranicą :)
Z naszą 12 - latką wróciliśmy w Pieniny (Szczawnica - spaliśmy w pensjonacie prowadzonym przez siostry zakonne :) - polecam! Od tego wyjazdu zaczął się etap "jedzenia we własnym zakresie" - czyli kwatera bez wyżywienia) na 5 dni - żeby „dokończyć" wyprawę sprzed 5 lat - weszliśmy na Palenicę i Trzy Korony i po raz pierwszy zawitaliśmy w Zakopanem - stolicy polskich gór - po raz pierwszy też w Tatrach - Dolina Białego - po co od razu na Giewont ? :) Ale córa koniecznie chciała wyżej i była, z tym, że nie weszła, a wjechała - na Kasprowy - trzeba mierzyć siły na zamiary - 6 h marszu to za duży wysiłek dla 12 - letniej niedoświadczonej w chodzeniu po wysokich górach dziewczynki.


13 - latka - czas na dłuższy wyjazd zagranicę. Może i późno, ale jak to się mówi „Cudze chwalicie, swego nie znacie", a my chcieliśmy, żeby poznała swoje. Morze i jezioro miała „pod nosem", więc jeździliśmy w góry. Z gimnazjalistką pojechaliśmy na Węgry (przez Słowację - b. dobra droga), nad Balaton, trzeba było odpocząć od chodzenia po górach. Wybór padł na miejscowość Balatonföldvár. Mieliśmy przyjemność wynajmować kwaterę od przemiłej „polskiej Węgierki" :)
Pani biegle mówiła po polsku, co było dużym ułatwieniem. Dom znaleźliśmy przez Intenet, stołowaliśmy się w knajpkach - świetna, regionalna kuchnia - gulasz węgierski - poprotsu boski! Miejscowość godna polecenia, plaża wprawdzie z betonu, ale widoki i samo jezioro, świetnie to zrekompensowało. Córce bardzo się podobało, no i w jeziorze można było wejść dalekoo od brzegu i cały czas był grunt! Super sprawa dla rodzin z dziećmi - tymi większymi i mniejszymi. Odwiedziliśmy też Budapeszt. „Co było ładniejsze Praga, czy Budapeszt? - Stawiam je na równi." Na Węgrzech prócz Balatonu, polecam też gorące źródła i utworzone przy nich parki rozrywki.
14 lat - znowu góry - Tatry na 7 dni - genialna kwatera - genialny klimat. Zakopane - ludzie mówią - zgiełk, beznadzieja, a my mówimy - wspaniałe miejsce, gdy mieszka się na Pardałówce. Gubałówka, Nosal, Gęsia Szyja, Rusinowa Polana, Morskie Oko - tym razem mogliśmy zaszaleć i codziennie gdzieś być i chodzić, chodzić.
15 lat - pojechałyśmy same z córką na wycieczkę autokarową do Wilna i Trok - na weekend. Oba miejsca godne polecenia, szczególnie, gdy ma się dziecko, które uwielbia zwiedzać, poznawać inne kultury i które przede wszystkim zauroczone jest starymi europejskimi miastami, a co do Trok - miniatura zamku z Malborka - super sprawa :)
16 lat – Bieszczady – Polska dzikość, połoniny, lasy – Bystre k/ Baligrodu – 7 dni - urocze, drewniane domki. Chodzenie tam po górach to spacery, a nie wielkie, męczące wędrówki, ale o to chodziło, bo córka chciała odpocząć na połoninach. Stosunkowo późno wybraliśmy się w Bieszczady, bo są to góry przyjemne i "lekkie" - świetne dla rodzin z małymi dziećmi. Jezioro Solińskie robi wrażenie - jak rośnie Wam mały żeglarz - fajny pomysł na stawienie pierwszych kroków ;)
17 lat – Chorwacja – Banjole k/Puli – Istria – 7 dni – kwatera prywatna – miła pani Chorwatka. Kwatera wynajęta przez biuro pośredniczące w wynajmie domów wakacyjnych w Europie - Novasol. Sprawdzone - super organizacja - godne polecenia, a i ceny bardzo przystępne. Na Chorwację jechaliśmy przez Słowację i Węgry (autostrada przez cały kraj za 2550 HUF!) - polecamy tę trasę. Istria - „Prawie jak we Włoszech”. Chorwacja to częsty kierunek – wiemy już dlaczego – jest cudowna. Przejrzysty Adriatyk, klimat wąskich, krętych uliczek Rovinji - bajka. Alternatywa dla nieco dalej położonych Włoch - jak dla nas super. Co do plaż, bo to częste pytanie osób wybierających się nad Adriatyk. Istria jest zdecydowanie "kamienista", co jest raczej niedogodnością dla rodzin z mniejszymi dziećmi, bo nie mogą się "wyszaleć" i to może być jedny minus. Nam to nie przeszkadzało, bo nasza córka jest już starsza i wystarczał jej przydomowy basen - jak to powiedział mąż pani Chorwatki - "my swimming pool is great!" :) - polecam więc kwatery z małymi basenami - jest ich sporo.

Na ostatnie lata poświęcam najmniej miejsca, ponieważ nastolatkowie, najczęściej sami wertują przewodniki i wybierają niekiedy ciekawsze miejsca, czy obiekty niżeli rodzice, nie narzucajmy im swojej wizji, dajmy im pole do popisu - zaskoczą was w bardzo pozytywny sposób :)
Praca konkursowa naszej Internautki: white
Twój tekst także może wziąć udział w konkursie. Na laureatki czekają wspaniałe nagrody!
O szczegółach przeczytasz tutaj