Jestem sama w duchu. I nigdy z tym nic nie zrobiłam do teraz. Kiedy mam dziecko męża czyli rodzinę zdaję się. Chociaż mój pan od po w liceum zwany potocznie Benny Kuleczką (łatwo się domyślić dlaczego :D ) twierdził, że trzy osoby to nie rodzina, że rodzina zaczyna się od czterech osób. Ech. I co tu zrobić? Na razie znalazłam w sieci bardzo interesujące cytaty o śmierci ot choćby ten
Podobnie jak myśl o samobójstwie, myśl o samotności bywa czasem jedyną formą protestu na jaką nas stać, gdy wszystko zawiodło, a śmierć ma w sobie jeszcze ciągle więcej grozy niż uroku.
— Gustaw Herling-Grudziński
albo ten
Śmierć jest podobna do złodzieja torebek, kurewsko podobna. Okrada Cię ze wszystkiego, by potem z łaski oddać co nieco, budząc w tobie jednocześnie zdumienie i nadzieję.
— Jonathan Carroll (ur. 1949)
Na pastwę aniołów
ten ostatni jest całkiem całkiem. Teraz wcinam makaron penne z tuńczykiem i papryką. Coś jeszcze? Po za tornadem mojego męża wczorajszym (może uda mi się prawidło wreszcie wkleić znaczy zamieścić wpis na blogu) spaniem na kanapie, siedzeniem do 4 przy komputerze, to padam chociaż dzisiaj nie jestem lepsza. Ciekawi mnie tylko kiedy organizm powie stop? Chcę przełożyć dziecko do sypialni, ale no własnie ale liczyłam że wcześniej się obudzi. Daję mojemu Dominikowi jeszcze półgodziny bo coś pojękiwał. No to chyba tyle. A znalazłam w sieci o najgrubszym dziecku świata - nie, nie skopiuję tylko napiszę coś od siebie. :) buziaki.
p.s Wracając do tematu kiedy Zawsze wszędzie, nawet podczas sexsu że nam jest źle nie pasuje nam to czy to, jak nam jest w środku. Czy jest nam pusto w środku, i kiedy mamy ochotę rzucić czymś o ścianę. Chyba, że coś naprawia wtedy to nie jest dobry moment, jednak jeśli mamy wtedy tylko odwagę... To musimy dać jej spust (inne słowo mi nie przychodzi do głowy :) ) .
p.s Objecuję wrócić jeszcze do tego tematu. Pora na mnie.