To miał być najlepszy wyjazd w moim życiu.
I rzeczywiście był. Tylko wszystko potoczyło się zupełnie inaczej niż myślałam. Ale zacznę od początku:
W grudniu zeszłego roku Moje Kochanie (oznaczony dalej jako MK) powiedział, że zrobił mi niespodziankę i zabiera mnie na tydzień do Paryża. Zaliczka już wpłacona, więc powinnam tylko zacząć myśleć jak tu wykombinować wolny tydzień na uczelni tuż przed samą sesją...
Trochę mnie to zmartwiło, no ale pomyślałam, że jeśli już wszystko załatwione to grzechem by było nie pojechać. A więc na oczekiwaniu na wyjazd minęły mi 4 miesiące i nadszedł maj. Dopiero wtedy zaczęłam się interesowć bardziej podróżą.
Okazało się, że jedziemy autobusem, a reszta wycieczki to ludzie z pracy od MK. Nie miałam nic przeciwko, przecież znałam paru Jego kolegów, więc podróż zapowiadała się wspaniale. MK ostrzegł mnie żebym ograniczyła ilość bagażu do najpotrzebniejszych rzeczy, biorąc pod uwagę, że jedziemy autokarem, więc zapakowałam się w jedną walizkę (wcale nie tą największą) i małą torbę. Kupiliśmy też trochę ciastek, plauszków i innych krakersów na drogę. I oczywiście wodę mineralną - jak się okazało później - zdecydowanie za mało.
Zaczęło się od zbiórki. Koło 24 zaczęliśmy się gromadzić obok wyznaczonego miejsca. I jakiez było moje zdziwienie kiedy okazało się, że większość uczestników dobiega sześćdziesiątki, a każdy ma ze sobą przynajmniej po dwie walizki i zgrzewkę mineralnej. Było może ze dwie parki w naszym wieku. No ale to jeszcze nic. Pomyślałam, że co tam i tak będzie fantastycznie....
Policja miała sprawdzić autokar, a potem mieliśmy spokojnie wsiadać. Niestety starsze uczestniczki wyprawy wparowały od razu do autobusu i pozajmowały miejsca. Zrobiło się wielkie zamieszanie i przez chwilę nawet nie było nawet dwóch miejsc wolnych koło siebie, żebyśmy mogli razem usiąść. Na szczęście Pani kierująca wycieczką sprawę wyjaśniła, i uzyskaliśmy podwójne miejsce na końcu autokaru. Ponieważ było tam 5 miejsc, więc obok nas siedziała Pani strasznie narzekająca, że akurat ona jest na środku i jeszcze jedno całkiem sympatyczne astarsze małżeństwo.
I tak się zaczęła wycieczka. Jechaliśmy do Paryża niecałe 24 godziny. Wszystko było by super gdyby nie to, że siedząc na tyle nie moglismy sobie rozłożyć siedzeń, co bardzo przeszkadzało w spaniu. No ale kładąc się jedno na drugim jakoś drzemaliśmy.
Inną sprawą było to, że co 3 godziny wszystkim starszym obywatelkom chciało się siku, więc zamiast 15-minutowych przerw mieliśmy godzinne postoje, ale cóż może ja w starszym wieku też taka będę... Jeszcze śmieszniejszy był fakt, że gdy zatrzymaliśmy się na jedzenie wszyscy starsi z autokaru pobiegli pierwsi do kolejki, a kiedy ja jako jedna z ostatnich brałam jedzenie, oni już krzyczeli żeby odjeżdżać. Jak sie okazało tak było przez wszystkie kolejne dni. No ale cóż, przecież nikt nie powiedział, że będzie łatwo....
Kiedy wreszcie dotarliśmy do hotelu, okazało się, że na kilkanaście małżeństw przewidziano tylko kilka pokoi z "małżeńskim łożem" i oczywiście my zostaliśmy przy tym pominięcie. Ale tłumaczyliśmy sobie, że nie można mieć wszystkiego...
Zwiedzanie zaczęło się następnego dnia od rana... I mówiąc rano mam na myśli 6. Szybko zjedliśmy śniadanie, jak się okazało najlepsze jakie mieliśmy tam dostać w ciągu całej wycieczki, zapakowalismy bagaże i ruszyliśmy na zwiedzanie.
Nasza przewodniczka okazała sie być osobą, która nie potrafi wysiedzieć na miejscu. To znaczy, że przez wszystkie zabytki praktycznie "przebiegliśmy". Co prawda przez kolejne 4 dni zwiedziliśmy wszystko co było w planie, a nawet więcej, ale wszędzie byliśmy tylko chwilkę. To znaczy dochodziliśmy do jakiegoś miejsca, rozejrzeliśmy się i już musieliśmy iść.
Nie wspomnę już, że na śliczny ogród przy Wersalu dostaliśmy "aż" 15 minut, co było parodią. No ale przecieżnie wszystko można mieć.... Zobaczyliśmy naprawde wiele wspaniałych miejsc, wjechaliśmy na wieżę. Przeżyliśmy niezapomniane chwile, pomimo, że z 5 dni wycieczki, tylko jeden był słoneczny, a 4 dni były zimne i padał deszcz.
Najwięcej czasu spędziliśmy chyba w autokarze przemieszczając się z jednego miejsca na drugie wśród narzekań starszych Państwa siedzących w pobliżu. Na szczęście wspierając się wspólnie z MK w wysłuchiwaniu stęków i jęków przetrwaliśmy całą wyprawę, co wiecej czerpaliśmy z niej ogromną radość, rozkoszując się urokami tego wspaniałego miasta...
To była niezapomniana wycieczka i napewno najlepsza na jakiej byłam. Jedyna tak wycieczka. Jedyna bo ostatnia w ten sposób zorganizowana. A oto kilka rad, które ja wyniosłam na przyszłość, a które mogą też jeszcze komuś innemu się przydać:
- jeżeli jedziecie na wakacje pamiętajcie przede wszystkim o zabraniu "nie narzekających" znajomych,
- jedna butelka wody mineralnej na wycieczkę gdzie macie jechać więcej niz 12 godzin to zdecydowanie za mało, doradzam wziąć całą zgrzewkę, jeśli nie chcecie później zbankrutować płacąc za 0,5l wody kilka euro,
- parasolka, ciepła kurtka i wygodne buty są niezbędne chociażby nie wiem jak dobrą pogody mieli zapowiadać i chociaż by wycieczka była w środku lata,
- jeżeli jedziecie na wycieczkę objazdową przygotujcie się na naprawdę wielkie bieganie, brak czasu na spokojny spacer,
- wycieczka objazdowa, to raczej czynny odpoczynek, więc nie liczcie na to, że sobie poleżycie,
- no i najważniejsze: dobry humor niezależnie od pogody i zmęczenia zawsze musi być na miejscu czyli na Waszym zacnym obliczu :)
A więc miłych wycieczek, dla wszystkich podróżowiczów :)
Praca konkursowa naszej Internautki: martu18