Kiedy nadchodzi lipiec, mamy już na koncie po dwa tysiące z kawałkiem na wakacje marzeń. No właśnie, czyich marzeń? Nagle okazuje się, że on chce jechać w góry, podczas gdy nam marzy się morze. Albo on chce zwiedzać, my zaś leniuchować na plaży.
Co takiego może się zdarzyć, by wakacje marzeń zmieniły się w koszmar? Wszystko! Perfekcyjne dopracowanie wypoczynku na nic nam się nie przyda, bo i tak zawsze coś pójdzie nie tak. Wówczas, albo z uśmiechem pogodzimy się z niedogodnościami, albo do końca wakacji będziemy marudni i męczący. Dla wszystkich!
A więc. Ruszamy. W końcu zadecydowaliśmy, że urlop weźmiemy w sierpniu. A nie lepiej we wrześniu, gdy mniej ludzi i taniej? Wycieczka objazdowa czy samodzielny wypad? Ze znajomymi, czy bez? Aktywnie czy bardziej wypoczynkowo? Niech będzie, że dotarliśmy do kompromisu. Ale ruszając, jeszcze nie wiemy, co nas po drodze spotka.
1. Podróż. Jedziemy z biurem podróży. Pewnym i sprawdzonym. Znajomi polecili. Taniej było autobusem, więc trudno - tłuczemy się te dwadzieścia godzin... bez klimatyzacji! Na dodatek, z toalety śmierdzi tak, że człowiekowi słabo się robi. A czy ci ludzie się nie myją? Chcemy spać, ale niewygodnie. Do tego ciągle wyświetlają filmy. Czemu tak głośno tam w tyle gadają? Nie lepiej było wsiąść w samolot? Może. Tylko wtedy okazałoby się, że czekamy trzy godziny na opóźnienie, nasz bagaż jest niewymiarowy, więc w stresie się przepakowujemy, na dodatek, po wylądowaniu, nie ma nigdzie naszych walizek. Będą. Za jakieś dwa dni.
2. Hotel. Piękny, dwieście metrów od plaży. Tylko że zanim tam dotrzemy, musimy przejść przez ruchliwą drogę. Spaliny wcale nie uprzyjemniają nam wypoczynku. Morze? Ciepłe, jednak dostajemy jakiegoś uczulenia od zasolenia wody i słońca. Nie ma jak się wygodnie wyłożyć, bo ludzi taki tłum, że wszyscy wciąż nas trącają i piaskiem do oczów sypią. Wybraliśmy urlop po sezonie? Szkoda, że ludzi nie ma. Nie można już pożyczyć leżaka. W lokalu wieczorem jesteśmy my, i jacyć emeryci. Muzyka na żywo? Trzeba było przyjechać w sezonie.Samochód można taniej wynająć, jednak wiele miejsc pozamykanych na cztery spusty.
3. Jedzenie. Decydujemy się na pełne wyżywienie w hotelu. Po dwóch dniach męczy nas chodzenie jak w zegarku. Śniadanie, obiad, kolacja przerywają nam ciągle zwiedzanie. Na dodatek, jedzenie wcale nie jest dobre, a po trzech dniach już mamy dosyć ciągle tego samego. Jemy na mieście? Zatruliśmy się, więc kilka dni musimy spędzić w pokoju hotelowym. Tam na dodatek klimatyzacja nie działa.
4. Zwiedzanie. Sami wybieram, śledząc mapę, gdzie jedziemy, czy decydujemy się na wycieczki z rezydentem? To pierwsze? Ciągle się gubimy. Nagle, gdzieś w szczerym polu, łapiemy gumę w wynajętym samochodzie. Zapomnieliśmy zatankować a kiedy docieramy na stację benzynową, nie akceptują kart płatniczych. O gotówce nie pomyśleliśmy. Albo mandat dostajemy dwukrotnie i już mamy dosyć samodzielnych wycieczek. Jedziemy z rezydentem? Pośpiech taki, jakby nas kto gonił. Nawet zdjeć nam się nie udało zrobić. Obiad wliczony w cenę? Tego się nie dało zjeść! Tani posiłek za 3 euro, wstęp za 2, a nas kosztowała taka wątlipwa przyjemność 25.
5. Towarzystwo. Chcemy być sami, ale po dwóch dniach męczymy się ze sobą. Poznajemy jakąś parę? Jak im powiedzieć, tak by się nie obrazili, że męczy nas ich ciągłe podążanie za nami? Na dodatek, ta kobieta gada i gada jak najęta. Romantyczna kolacja? Już się dosiadają. Spacer brzegiem morza? Odwracamy się, i "ogon" mamy za sobą. Po tygodniu jesteśmy zbyt zmęczeni, by wyjść na chwilę z pokoju. A w zamknięciu wcale nie jest nam dobrze.
Brzmi jak koszmar? Dla niektórych wszystko, każda drobnostka, urasta do rangi dramatu. Jadąc gdzieś, trzeba zapamietać jedno - pakujemy do walizek dobry humor, nutkę optymizmu i radość, że chwilę pobędziemy razem. Nie musimy wszędzie chodzić wspólnie! On chce zwiedzać, my wolimy leżeć na plaży? Spotkamy się na obiedzie. On woli towarzystwo, my ciszę i spokój? To także da się pogodzić.
Ważne, by z powodu jakiś drobnostek nie psuć sobie wakacji. Kolejny urlop, dopiero za rok. Czy warto odkładać po 200 zł, by potem narzekać na pogodę, brak klimatyzacji, hałas za oknem, głośne dzieci sąsiadów, za mały basen, winogrona na śniadanie, obiad i kolację, znany zabytek w remoncie... itp., itd.?
Wakacje. Nie trzeba się ich bać! Ruszajmy więc przed siebie, a wracając, zawsze możemy się podzielić z innymi, co takiego poszło tym razem nie tak. Wesoło będzie, obiecuję!
Praca konkursowa naszej Internautki: agrafki