Jednym ze znanych sposobów jest wyjazd typu last minute. Pakujemy się, żyjemy na walizkach i szukamy po biurach podróży satysfakcjonujących nas ofert. Bardzo fajny sposób na tanie wakacje. Nie żaden przekręt, łatwo ten proceder wytłumaczyć.
Biura podróży rezerwują miejsca dla swoich klientów a Ci nagle, w ostatnim momencie, zmuszeni są zrezygnować z wakacji (wypadek, choroba i inne nieprzyjemne sytuacje losowe). Miejsce pozostaje już zarezerwowane i opłacone. Jeśli żaden klient nie zdecyduje się na wykupienie go (a mało prawdopodobne by ktoś znalazł się w tak krótkim czasie), to biuro będzie stratne. Lepiej opłaca się więc zrobić promocje typu last minute. Klient nie zapłaci całej sumy, ale przynajmniej pokryje podstawowe opłaty, tak, że biuro będzie mogło wyjść na zero.
Co roku spotyka się tysiące takich ofert. Wielu moich znajomych już z nich korzystało. Są to przede wszystkim zorganizowane zagraniczne wyjazdy.
Czasem tylko pojawia się problem w postaci samolotu. Niektóre biura nie prowadzą rezerwacji i ciężko załatwić sobie transport na ostatnią chwilę. Jeśli zdecydujecie się kiedyś na wakacje last minute, koniecznie spytajcie o to zanim cokolwiek podpiszecie.
Ja w tym roku, z racji że nie mogłam wyjechać wcześniej, wybrałam drugą opcję. Wakacje po sezonie. W tym wypadku również ceny są niskie. Obawiam się tylko o to, czy pogoda się utrzyma. Słyszałam również opinie, że po sezonie nie ma po co jechać nad polskie morze. Wszystkie imprezy się zwijają, ludzie wyjeżdżają, a kurorty wypoczynkowe zmieniają się w zwykłe szare mieścinki. Choć może w tym będzie cały urok?
Ciekawi mnie jeszcze sytuacja w posezonowych pociągach. Czy bez rezerwacji można będzie liczyć na miejsce siedzące??;) Przekonam się już nie długo.
Po powrocie obiecuję napisać które z moich obaw co do posezonowych wakacji sprawdziły się, a które okazały się całkowicie nieuzasadnione. Co by na razie żegnam się z Wami na kilka dni i ślę pozdrowienia z nad morza.