Nie wierzysz?
Oto argumenty na potwierdzenie mojej tezy:
1. Nie ma problemu bagaży. Na szczęście nic nie zginęło, ale liczba naszych walizek na peronie mogła wskazywać na jakieś ukryte kupieckie zacięcie. Lub na nową lokalizację Jarmarku Europa.
2. Nie ma problemu niechcianych bagaży. Bo znów o trzy sukienki za dużo. I o dwie pary spodni za mało.
3. Wszyscy się rozumiemy, a przynajmniej mniej więcej wiadomo o co nam chodzi. Na wakacjach tradycyjny podział mówiący, że kobiety są z Wenus a mężczyźni z Marsa ulega radykalnej przemianie. Na wakacjach wszyscy okazują się być z Marsa. Tylko my jesteśmy z Ziemi i mówimy ludzkim językiem.
4. Mamy swoje łóżko. Jakkolwiek dwuznacznie zabrzmi ten argument, łóżko ma znaczenie. Kto spał kiedyś w ciasnym przedziale z pochrapującymi na zmianę panami, ten zrozumie.
5. Jak już o tym mowa, to w domu można przeleżeć całą sobotę. Na wakacjach nie wypada. Bo przeleżeć całą sobotę, to można, ale w domu!
6. Możemy dowolnie się ubierać. Na wakacjach niekoniecznie. Wszak możemy mieszkać w pensjonacie na górze. A próba zejścia z góry na szpilkach, może się skończyć zjazdem... na czterech literach.
7. W domu panujemy nad finansami (przynajmniej teoretycznie). Na wakacjach co ładniejsze cacko kwalifikuje się jako pamiątka. W efekcie po wakacjach mamy wiele miejscowych cacek made in china. Plus jedną wielką dziurę w portfelu.
Czy to niewystarczające powody do tego, by pozostać w domu? ;)