Niby wszystko w porządku, staram się stosować sekretne techniki, powtarzam sobie, że jest dobrze a mimo wszystko co i rusz nawiedzają mnie Strachy. Strach, że to jest chwilowe, strach że nie będzie „następnego razu" i że zamek z piasku zaraz się rozsypie. Te strachy są bardzo przebiegłe. Najpierw podsycają moją podejrzliwość i nadwątlają pewność a gdy już jednemu uda się nadgryźć spokój, zjawia się cała wataha i rozrywa mój optymizm na strzępy.
Ale zalecenia Sekretu mówią jasno - nie wolno Ci źle myśleć gdyż mając negatywne myśli przyciągasz to co złe. Staram się więc szybko pozbierać i przestawić na „jest dobrze" . Bo przecież jest!
Niestety niepewność i lęk przed stratą to chyba emocje najczęściej spędzające kobietom sen z powiek. I stwierdzam to nie tylko z własnego doświadczenia. Wczoraj wieczorem zadzwoniła do mnie Jola. Miała bardzo przybity głos.
- Rozmawiałam już z Olą ale nie poprawiła mi nastroju ani o jotę, dzwonię więc do Ciebie. Jesteś ostatnią deska ratunku. - wyznała.
- Co się stało kochana? - zapytałam choć nie miałam cienia wątpliwości, że chodzi o Jacka.
- Potrzebuje ode mnie odpocząć. Zaproponował żebyśmy zrobili sobie wolny dzień. I to w sobotę.
- Może naprawdę potrzebował pobyć sam. Nie zaproponował rozstania tylko jeden dzień przerwy, akurat zdąży się stęsknić. - nasiąknięta sekretnymi dogmatami próbowałam pokazać jej szklankę do połowy pełną.
- To nie wszystko. - przerwała mi - Odpoczywaliśmy od siebie w sobotę. W niedzielę natomiast mieliśmy ostrą wymianę zdań a właściwie to ja mówiłam a on słuchał. Nie wiem czy nie wywołałam wilka z lasu. - zamyśliła się na chwilę. Strachy, wilki... jak zwał tak zwał jedno jest pewne, nic dobrego nie przynoszą.
Szczerze się cieszyłam gdy Jola poznała Jacka, przystojny, szarmancki i niewiarygodnie podobny do Daniela Craiga z miejsca zdobył przydomek James Bond. Zabrał Jolę nad morze i w góry, obsypał drogimi prezentami, woził po mieście, zaproponował niemalże aby się do niego wprowadziła. Od pewnego czasu jednak stał się zdecydowanie bardziej zachowawczy. Posługując się marną wymówką cofnął propozycje wspólnego zamieszkania, wymyślił "Dzień wolny od Joli", a teraz drugą dobę się nie odzywa. Jola nawet nie musi opowiadać jak źle się z tym czuje jej rozedrgany, smutny głos mówi wszystko.
- Boję się. - zaczęła po chwili milczenia. - Boję się, że mnie zostawi. - przełknęła ślinę. Słyszałam jak boli ją samo brzmienie tych słów.
- Poczekaj, nie myśl od razu o najgorszym. Jacek to dojrzały facet, ale tylko facet, przestraszył się może, że traci swój kawalarski luz i potrzebował na chwile wrócić do beztroskiego jednoosobowego stanu. Zwykle potrzebują dzień, dwa z piwem przed telewizorem żeby dojść do wniosku, że nadal są panami swojego życia i teraz spokojnie z własnej nieprzymuszonej woli mogą powrócić do dziewczyny. Gdzie „z własnej nieprzymuszonej" jest dla nich bardzo istotne. - próbowałam zabawić się w psychologa, choć równie dobrze mogłabym jej czytać z gwiazd.
- Myślisz? - zapyta z nadzieją w głosie. Sama nie wiedziałam co myśleć. Może on zwyczajnie opracowuje misję ewakuacyjną? Wolałam jednak rozgonić watahę niż sama się do niej przyłączać.
- Tak myślę. Ostatnio widujecie się bardzo często, praktycznie mieszkasz u niego i zachowujecie się jak stare dobre małżeństwo. Przyjeżdżasz, robisz zupę, zostajesz na noc i nagle Twoje kosmetyki i ciuchy są u niego a jego dom i życie nie jest już Jego tylko Wasze. Jest mu z Tobą dobrze bo wszystko na to wskazuje tylko po prostu przestraszył się tempa. Zaraz przeprowadzka, ślub i dzieci. Może nawet nie chodzi o to, że on tego nie chce tylko z pewnym trudem przychodzi mu oddanie swojej męskiej niezależności. - Joli chyba spodobał się mój tok myślenia. Jej głos pojaśniał a nawet zdobyła się na uśmiech. Może udąło mi sie ją choc na trochę pokrzepić.
Nie wiem co będzie dalej. Nie mam pewności, czy James Bond postanowi ocalić United Kingdom czy jednak wybierze samotną misję. Tak jak nie mam pewności, że nie powtórzy się odpływ uczuć ze strony Piegusa zabierając ze sobą mój piękny zamek z piasku.
Dziś zadzwoniła do mnie Matyldzia. Zapytałam jej czy też się czasem boi.
- Żartujesz? Jak się pokłócimy to ja wręcz umieram z niepewności i potrafię pół nocy nie przespać. Nic mnie bardziej nie wykańcza niż niepewność. Jestem emocjonalnym wrakiem dopóki się nie pogodzimy.
Żeby tak raz na zawsze przegonić te wszystkie strachy, które podgryzają naszą pewność!
Niech zadziała "Sekret": jestem pewna uczuć Piegusa. Jestem pewna. Jestem pewna. Jestem pewna!
Więcej na:
http://odmiennosc-mysli.bloog.pl/