Dziś przez pół dnia zmagam się ze złośliwym komputerem. A to internetowe radio nie chce się załączyć, a to poczta nie chce ujawnić zawartości skrzynki odbiorczej, a to znowu podczas pisania wiadomości na portalu społecznościowym nie chcą wyświetlać się literki.... Nie mówiąc już o zawieszaniu i wyrzucaniu z otwartych okienek ;( Bywa, że i komputery mają swe gorsze dni, a i łącze internetowe też może odczuwać pewne dolegliwości... W końcu powoli zbliża się zima, mrozy, śniegi, a przed nimi deszcze, ciapa i szarugi.... Nic dziwnego, ze i nasze urządzenia łapią katarek i łamie je w kosciach;)
Oprócz zmagań z "szatańskim pomiotem kultury"(tak nazwała kiedyś komputer wraz z internetem moja koleżanka) doświaczyłam złosliwości ze strony innych przedmiotów. Ilekroć zechciałam spiąć włosy, tylekroć musiałam poszukiwać spinki, albowiem ma ona najwyrażniej niezwykłą własciwość przemieszczania się z miejsca na miejsce. Kubki i filiżanki po kawie i herbacie rozmnażają się chyba, gdyż mimo zmywania jakoś ich nie ubywa. A od dobrych paru tygodni "wyszła z domu i nie wróciła" duża pasiasta torba na zakupy. Nigdzie jej nie ma, a sprawdzałam wszędzie. W takich przypadkach mawia się, że coś "diabeł nakrył ogonem". Wśród aktualnie"uznanych za zaginione" znajduje się też brązowa sukienka, niebieski grzebyk, mały nozyk i cała masa drobiazgów, które nigdy nie są tam, gdzie według mnie być powinny.
Nie pomyślcie jednak, że jestem bałaganiarą!! no, może odrobinkę... ;)
Wyruszam teraz na poszukiwania zaginionych rzeczy.