Dziesiąty odcinek bloga to taki mały jubileusz, a dodatkowo jest co świętować i wcale nie mam na myśli "andrzejek". Weekend miałam pracowity, a ścisle rzecz biorąc- naukowy (zjazd studiów podypl.), wróciłam zmęczona, a dziś powoli dochodzę do siebie. Próbuję też ogarnąć domostwo po ostatnim czasie rozgardiaszu związanego z codziennymi wyjazdami, uzupełnić braki w lodowce i nadrobić korespondencję. Napisałam tekst na konkurs lokalnego tygodnika, dziś był ostateczny termin nadsyłania prac. Uff...
Dla relaksu otworzyłam "w- spódnicy" i cóż widzę?? AAAAAAAAAAaaaaaaa, wygrałam! Przyznam, że nagrody były silną motywacją do pisania artykułów, ale nie spodziewałam się, że już w pierwszym miesiącu mojej działalności uda mi się cokolwiek osiągnąć. Mamy czas andrzejek, więc uznam zwycięstwo listopadowe za dobrą wróżbę, a wygrane kosmetyki to nic innego jak prezent od Mikołaja ;)
Dziekuję wszystkim Czytelniczkom, a może i Czytelnikom (?, panowie, nie wstydżcie się przyznać, że czytacie "babskie"gazety i serwisy) za lekturę moich tekstów i komentarze. Szczególnie Klaudii Maksie, Tatoo i Kamili. Obiecuję, że będę pisać nadal, choć obawiam się, że w grudniu będe mieć na to nieco mniej czasu...
Mam też pewien pomysł.... Tekst na życzenie. Może jest jakiś temat,o którym chciałabyście poczytać w moim ujęciu? Czekam na propozycje.
A teraz idę do dużego pokoju poskakać i potańczyć z radości ;)