Aby móc spełniać wszystkie swoje kaprysy wystarczy odpowiedni majątek. Jednak ludzie posiadający duże środki finansowe po pewnym czasie nie mają już do czego dążyć. Kiedy kupią sobie piękny dom, umeblują go na miarę XXI wieku, garderoba nie mieści się już w jednym pomieszczeniu, a w garażu stoi kilka samochodów, zaczynają szukać nowych wrażeń gdzie indziej. Na przykład narażając życie w japońskiej restauracji, jedzą rybę fugu.
Ryba ta zawiera śmiertelną dawkę trucizny zwanej tetrodotoksyną występującą w organach wewnętrznych, głównie wątrobie i jajnikach.
Fugu przygotowywać i sprzedawać mogą jedynie licencjonowani kucharze. Osoba pragnąca uzyskać licencję musi terminować przez dwa lub trzy lata, zanim będzie mogła zdawać urzędowy egzamin. Test składa się z trzech części - identyfikacja ryby, praca pisemna oraz przygotowanie i zjedzenie fugu. Egzamin pozytywnie przechodzi zaledwie 30 procent zdających.
Mimo, że egzamin jest oceniany bardzo surowo i spożywanie plasterków ryby oferowanych w restauracjach i sklepach uważane jest na ogół za bezpieczne, to zawsze trzeba się liczyć z ewentualnością fatalnej w skutkach pomyłki.
Jeżeli bowiem ma się pecha i zjedzona dawka trucizny jest śmiertelna, klienci schodzą niemalże w oczach. Pojawia się postępujący paraliż mięśni, zawroty głowy, wyczerpanie, ból głowy, nudności i problemy z oddychaniem. 50 do 80% ofiar umiera w ciągu 4-24 godzin. Zatruty jest przez większość czasu przytomny, ale nie może się ruszać ani mówić, wkrótce zaś także oddychać. Umiera uduszony.
Nie ma żadnej znanej odtrutki, leczenie składa się z płukania żołądka, podania węgla aktywnego w celu związania toksyny i podjęcia standardowych czynności podtrzymujących życie, aby umożliwić pacjentowi przeżycie do chwili, gdy działanie trucizny minie. Japońscy toksykolodzy w kilku ośrodkach badawczych pracują obecnie nad wynalezieniem antidotum na tetrodotoksynę.
Jeśli ofierze uda się przetrwać 24 godziny, zwykle całkowicie odzyskuje zdrowie.
Mimo to ryba fugu spożywana jest w Japonii od dawna i do dzisiaj cieszy się ogromną popularnością, która ma podłoże psychologiczne. Większość osób ocenia jej smak jako mdły, ale walory smakowe są akurat w tym wypadku najmniej ważne.
W restauracjach celebruje się czas jej konsumpcji. Fugu podaje się na talerzu z białej porcelany, wielkości koła rowerowego. Płaty ryby układane są w kształt ogromnego kwiatu, płatek za płatkiem, cieniutko pokrajane.
Najważniejsze są tu jednak emocje towarzyszące jedzeniu. Aby jej skosztować, potrzeba nie tylko majątku, ale przede wszystkim ogromnej odwagi.
Coś, co jest niebezpieczne i niezwykłe, musi być emocjonujące. A co może być bardziej emocjonującego ponad potencjalne zagrożenie życia. I jeśli się przeżyje potem 24 godziny, można się czuć prawdziwym zwycięzcą nad samym sobą.