Wczoraj, w niedzielę 13 grudnia,w wieczornym bloku telewizyjnej Dwójki "leciał" Dziennik Bridget Jones (2001, reż. Sharon Maguire), i chociaż mam ten film w swojej kolekcji dvd, nie mogłam się oprzeć, by po raz kolejny obejrzeć perypetie uroczej blondynki.
Adaptacja powieści Helen Fielding stała się hitem, a grająca tytułową rolę Renee Zellweger stworzyła kultową postać i zdobyła serca widzów. Samotna trzydziestoparolatka boryka się z kompleksami, brakiem partnera, problemami w pracy i ze zwariowaną rodzinką, swoje smutki topi w alkoholu i papierosowym dymie. Powiernikami jej łez, rozterek i marzeń są poduszka i pamiętnik. Współczesny kopciuszek dostaje od życia szansę: na jej drodze pojawia się dwóch przystojnych facetów ( w tych rolach Colin Firth i Hugh Grant) i migają wielkie światła kariery w mediach. Bridget mogłaby jednak spokojnie podpisać się pod zdaniem: "Kłopoty to moja specjalność", tylko jej może się zdarzyć przyjść we frywolnym przebraniu na imprezę, bo nikt jej nie powiadomił, ze maskaradę odwołano. Zadziwiające, że panna Jones potrafi jakoś wybrnąć z każdej opresji i czyni to z ogromnym wdziękiem. Nie jest jej jednak wcale łatwo i ma prawo czuć się nieszczęśliwa. Na szczęście nieodzownym elementem tego gatunku filmowego jest happy end.
Do roli Bridget Jones startowało wiele znanych aktorek m. in. Cameron Diaz, Emily Watson, Rachel Weich, a także Kate Winslet. Zwycięstwo w castingu przypadło jednak uroczej Renee Zelweger. Okazało się, że ten wybór to strzał w dziesiątkę. Aktorka bardzo ambitnie podeszła do zaproponowanej jej roli. Nie tylko przytyła aż 9 kg, by upodobnić się do bohaterki, ale także na miesiąc przed rozpoczęciem zdjęć na planie filmowym zatrudniła się w brytyjskim wydawnictwie. Uczyniła to pod przybranym nazwiskiem i nawet mówiła z innym akcentem, by przypadkiem nie zostać rozpoznaną. Mistyfikacja się powiodła i Zelweger mogła "przyuczyć" się do pracy postaci, którą miała zagrać.
Film zrobił furorę jako najśmieszniejsza i najczęściej oglądana komedia romantyczna, a świat oszalał na punkcie Bridget Jones. Na jednej z aukcji majtki filmowej bohaterki z autografem Hugh Granta osiągnęły zawrotną sumę ponad 2 tysięcy funtów. Rozpoczęła się też "bridgetomania" w literaturze. Jak grzyby po deszczu powstawały książki na wzór bestselleru Helen Fielding, także polskie a nawet ogłaszano konkursy na powieść typu "Bridget Jones".
Fani mogą śledzić losy bohaterów w drugiej części dzieła: W pogoni za rozumem. Oczywiście i ta powieść została przeniesiona na ekran.
Życzę miłego czytania i oglądania!