3 razy K?
Kinder, Küche und Kirche... Według tej niemieckiej zasady, rola płci pięknej zamyka się wyłącznie w tych trzech sferach. Dzieci, Kościół oraz kuchnia. Ten podział obowiązków bez wątpienia umniejsza naszym zdolnościom. To nieprawda, że jest wymysłem, nieznajdującym najmniejszego poparcia w rzeczywistości. Wizerunek kobiety, z którym mamy tutaj do czynienia, irytuje. Żadna z wymienionych sfer nie pozwala kobiecie na zaistnienie w sferze intelektualnej. Modlitwa, upichcenie obiadku, nakarmienie brzdąca... czym są owe czynności, jeśli nie rytuałem?
Rozmowa z Bogiem, z pewnością pozwala na własne inwencje, ale te pozostają nieujawnione i nie wyobrażam sobie by mogło być inaczej. Sacrum nie lubi profanacji i to nie podlega najmniejszej dyskusji. Zaś kuchnia? Jakie daje nam perspektywy? Eksperyment z kolacją nie zapewni nam światowej kariery, nie wyniesie nas na piedestał, nie przysporzy majątku, nie uszczęśliwi też na dłuższy okres czasu. Jedynie dziecko pozwala, w pewien sposób, wznieść się kobiecie ponad przestrzeń kuchennych kafelków, pozwala unieść głowę nieco wyżej, ponad kuchenny okap. Ale czy rola matki przesłaniać ma zupełnie ojcostwo? Dziecko, owszem potrzebuje matczynego ciepła i jej miłości, ale ta nigdy nie zastąpi mu w pełni taty. To sprawdzone i udowodnione naukowo, dlaczego zatem rzeczywistość wciąż temu przeczy?
Pakt o nieagresji
Mężczyźni i kobiety wojują ze sobą nieustannie, zaś kultura mocno wspiera tę walkę. Do tej pory ta sympatyzowała jednak wyraźnie z grupą zawodników męskich, nadeszła pora by to zmienić! Kultura popularna powinna na dobry początek, w ramach przeprosin za dotychczasową poniewierkę, wyprodukować choćby jeden produkt opatentowany przez kobiety. Nawet, jeśli miałby to być tylko nowy model lalki Barbie, to gra warta świeczki.
Barbie XXI wieku byłaby szykowną damą, z dyskretnym makijażem, w eleganckich spodniach i różowym topie. Już nie byłaby blondynką z odsłoniętym biustem, kolosalnych rozmiarów, by nie musieć za każdym razem chować głowy piasek, gdy słyszy żenujący dowcip o głupiutkiej blondynce i wypinać piersi do przodu, podczas każdej rozmowy o pracę. W jej stylowej willi nie mieszkałby żaden Ken, gdyż lalka ceniłaby sobie niezależność i swobodę. Posiadałaby własny, wcale nie różowy, samochód i minimum raz w miesiącu odwiedzała bezdotykową myjnię.
Ta Barbie za żadne skarby świata, nie założyłaby bikini żeby wypucować swoje autko w centrum miasta. Codziennie z zapałem czytałaby natomiast poranną gazetę, skupiając się na wiadomościach z kraju i za granicy, z pogardą zaś wertowałaby strony z horoskopem na kolejny dzień. Dnie spędzałaby w pracy, kosmetyczkę natomiast odwiedzałaby maksymalnie dwa razy w miesiącu. Jej zawód mógłby przybierać różne postaci. Nasza nowa Barbie ma bowiem szerokie zainteresowania. Intryguje ją sztuka, stąd mogłaby z powodzeniem zostać artystką, ale też z przyjemnością grywałaby w teatrze.
Barbie mogłaby zostać też dziennikarką, gdyż interesuje ją to, co dzieje się dokoła i dosłownie wszędzie dostrzega pomysły na kolejne reportaże. Jeśli miałaby ochotę mogłaby również kształcić się na lekarkę i tym samym mieć możliwość okazania pomocy tym, którzy jej akurat potrzebują. W wolnych chwilach natomiast mogłaby poprawiać sytuacje polityczną w kraju, dzierżąc w ręku mandat poselski, zaś wieczorami regenerować siły na basenie, bądź delektując się lekturą ulubionej pisarki. Jej noce już nigdy nie byłyby bezsenne, a poduszka zapłakana. Barbie spałaby twardym snem, popijając przed zaśnięciem wyjątkowo słodkie kakao.
Taka Barbie śmiałaby się do każdej dziewczynki pełną buzią i porozumiewawczo mrugała do niej okiem. Po czasie, mali chłopcy, ściskający w dłoniach plastikowe karabinki, zwolniliby swoje drobne paluszki ze spustów i wyciągnęli ku małym damom przyjazną dłoń. Pakt o nieagresji stałby się faktem, zaś kultura, w której króluje patriarchat - legendą.
Tekst wyróżniony przez redakcję