Każdego roku w listopadzie rozpoczynają się moje święta Bożego Narodzenia. Dlaczego w jedenastym miesiącu roku? Bo wtedy właśnie kupuję sobie masę kobiecych miesięczników i rozpoczynam lekturę. Z pism wynika jedno - w święta wszyscy muszą być zadowoleni i szczęśliwi, żywcem wyjęci z amerykańskich filmów, w których cała rodzina ubrana w jednakowe sweterki z bałwankami, uśmiechnięta od ucha do ucha, śpiewa jednym głosem kolędy.
Każdego roku przeżywałam straszliwe katusze podczas świąt, bo nigdy nie było tak idealnie jak sobie wymarzyłam, zaplanowałam, wyobrażałam.Frustracja i stres towarzyszyły mi podczas rodzinnych spotkań. I bez przerwy coś działo się nie tak...
A to rodzina była zbyt zniecierpliwiona by doczekać końca czytania Pisma Świętego nad Wigilijnym stołem i po drugim akapicie wszyscy rzucili się na siebie składając życzenia i zagłuszając owo czytanie.
A to mąż się naburmuszył, bo chciałam, żeby do zdjęcia przy choince zapozował.
A to teściowa wykończona świątecznymi przygotowaniami przegrała dramatyczną walkę z drzemką i sami nie wiedzieliśmy, czy budzić ją czy dać jej pospać nad karpiem w galarecie i pasztecikami z grzybami.
A to jakieś z dzieci okazało niepolityczne niezadowolenie z otrzymanego prezentu.
A to wujowi coś humor przestał dopisywać i zaczął swary rodzinne jakimś na pozór niewinnym pytaniem... Słowem klapa.
Zamiast świątecznego obrazka - normalne życie. Nie tak miało być. Przecież robiłam wszystko zgodnie z zaleceniami pism kobiecych. Starałam się, żeby wszystko szło według scenariusza. Planowałam, ustalałam.
To gdzie ta idylla, ta sielanka rodzina? Gdzie ten stół zastawiony jak na obrazkach? Te piętrzące się drogie prezenty? Ludzie uśmiechnięci jak na reklamie pasty dentystycznej?
I w tym roku Trzej Mędrcowie ze wschodu przynieśli mi odpowiedź.
Jak to gdzie? W silikonowym amerykańskim śnie.
Boże Narodzenie nie musi się szczerzyć do aparatu fotograficznego. Nie musi być idealnie i nawet nie może. Te rodzinne niesnaski to dowód, że jeszcze jesteśmy żywymi ludźmi odczuwającymi prawdziwe emocje. Za kilka lat z czułością wspominać będziemy wujka zrzędę, zatęsknimy za niedosolonymi pierogami cioci. Wylany barszcz przejdzie do anegdoty świątecznej. Po kłótni się pogodzimy. Dzieci nauczą się, że nie zawsze dostaje się od życia to, czego się chce.
Nie warto gonić za obrazkiem. Nawet najpiękniejszym.
Może za rok więcej żalu we mnie będzie po minionych świętach niż ulgi?
Na to pytanie odpowiedź znów przyniosą Trzej Królowie