Moja najbliższa rodzina przez wiele lat była dwuosobowa. Po nagłej śmierci mojego taty zostałyśmy z mamą same. Piętro wyżej mieszkała moja koleżanka z klasy z mamą, tatą i pięciorgiem rodzeństwa. Patrzyłam na nią z jawną zazdrością. Zwłaszcza od dnia, w którym zjadłam z całą jej rodziną kolację. Jeden stół, wszyscy domownicy zgromadzeni dookoła. Na honorowym miejscu siedzący ojciec, matka nakładająca wszystkim po kolei porcje na talerze. I te rozmowy…
W obecnie tak nerwowym życiu, kiedy obowiązki dnia codziennego powodują nieustanny galop i nerwowy bieg od zadania do zadania, bardzo rzadko udaje się przeciętnej rodzinie codziennie usiąść przy stole i wspólnie zjeść śniadanie, obiad i kolację. Zdaje się to zgoła niemożliwe. Ale według hiszpańskich naukowców z Alicante Medical Centre pod kierunkiem dr Eleny Compan Paveda jest wręcz konieczne dla pełni sił naszych dzieci. Młodzi ludzie z rodzin, które razem spożywają posiłki, rzadziej mają kłopoty ze zdrowiem psychicznym - takie są wyniki badań opublikowanych w "Journal of Epidemiology and Community Health". Okazało się, że jedna trzecia młodzieży w wieku dojrzewania z problemami dotyczącymi zdrowia psychicznego je obiad oddzielnie. Odsetek zdrowych osób w takim samym wieku, które jedzą same to 17 procent.
Zdaniem naukowców, wspólne posiłki stanowią "jednoczący rytuał", korzystnie wpływający na psychikę i mogą zrekompensować wpływ niektórych niekorzystnych zjawisk życia codziennego. Jakich zjawisk? Zapewne w pierwszej kolejności rekompensują negatywny wpływ stresu. A tego akurat w naszym codziennym, nie tylko rodzinnym życiu mamy pod dostatkiem.
Ale czy tylko według naukowców? Wydaje się zupełnie naturalne to, że rodzina przynajmniej raz dziennie powinna zebrać się przy wspólnym stole. To świetna okazja, żeby na bieżąco dzielić się wszystkimi drobnymi sukcesami, czy opowiedzieć o drobnych niepowodzeniach dnia codziennego. Nawet zwykłe wyżalenie się, że uciekł nam dziś rano autobus i prawie spóźniliśmy się do pracy, powoduje oczyszczenie. Małe przykrości nie nagromadzają się, ale są uwalniane ze świadomości szybko i bezboleśnie. A takie oczyszczanie zapobiega późniejszym wielkim wybuchom, awanturom nie wiadomo o co.
Tak też jest z naszymi dziećmi. Jeśli każdego dnia czują żywe zainteresowanie własnym życiem. Przy wspólnym posiłku może się nasza pociecha wyżalić na dokuczliwego kolegę lub wymagającego nauczyciela. Spytać o radę. Pochwalić dobrą oceną lub umiejętnością. Powiedzieć, o czym marzy, co widział ciekawego, albo co chciałby robić w wakacje. I jest to o wiele bardziej naturalne niż sytuacje pt. ”chodź synu, musimy porozmawiać”.
Wspólne, regularne spożywanie przynajmniej jednego posiłku zacieśnia więź rodzinną, podkreśla wspólnotę. I wyrabia bardzo dobry nawyk. Nawyk komunikowania się pomiędzy pokoleniami. Pod warunkiem, że w trakcie takiego wspólnego posiłku jego uczestnicy rozmawiają, a nie patrzą wspólnie w ekran telewizora. A ponieważ w swoim dorosłym życiu rodzinnym nasze pociechy powielają wzorce z domu, w którym dorastały, to tradycję wspólnych posiłków przeniosą do swoich domów.
Tekst wyróżniony przez redakcję