Sobotnie przedpołudnie, dopisuje mi humor, więc sięgam po gazetę z programem telewizyjnym. Może znajdę dziś jakiś program albo film, który podtrzyma moje dobre samopoczucie i mnie rozbawi? Jakoś ostatnio co raz mniej się śmieję. Wcale nie dlatego, że wkroczyłam na trudna i poważną drogę ponuractwa życiowego - to mi chyba nie grozi. Ale co raz mniej rzeczy mnie bawi.
Wielokrotnie słyszymy, że ktoś ma poczucie humoru, a ktoś nie. Jednak zauważalne jest również, iż każdy spośród tych, którzy takowe mają, w inny sposób reaguje na różne sytuacje, dowcipy itp. Może właśnie dlatego śmieszą mnie sytuacje i słowa, które dla innych wcale nie są zabawne. Jest to dość krępujące. Zwłaszcza w towarzystwie. Wyobraźcie sobie Państwo taka sytuację: kolega męża opowiada dowcip. Dowcip mnie wcale nie rozbawił, więc uśmiecham się tylko kurtuazyjnie, mimo, że inni słuchacze pokładają się ze śmiechu. Fala śmiechu milknie, a wtedy ktoś wygłasza komentarz do owego dowcipu. I w tym momencie zaczynam się śmiać... Żenujące? Strasznie. Nikt nie wnika, co mnie rozbawiło. Wszyscy z góry zakładają, że jestem osobą z opóźnioną reakcją, czyli nie najbystrzejszą. A co ja poradzę, że dorabianie dodatkowych puent do dowcipów jest dla mnie tak żałosne, że aż śmieszne.
Poczucie humoru to jedna z podstawowych cech odróżniających ludzi od zwierząt. To umiejętność abstrakcyjnego myślenia i równoczesnego kojarzenia kilku rzeczy, co w efekcie wzbudza reakcję: niewymuszony uśmiech lub śmiech odbiorcy. "Nie ma też nic wspólnego z wyśmiewaniem się i z sarkazmem. Sarkazm jest agresywny i zły, humor jest pogodny i wyrozumiały. Sarkazm tak się ma do humoru, jak ocet ma się do wina." Pino Pellegrino
Poczucie humoru ma też podobno związek z
inteligencją. Im ktoś ma większy iloraz inteligencji - zazwyczaj tym jest większe jego poczucie humoru. W kontekście tego, co napisałam powyżej wynikało by, że moja inteligencja zaczyna być co najmniej wątpliwa. Bezczelnie i samochwalnie będę temu zaprzeczać. Mnie po prostu śmieszą inne dowcipy niż te ogólnie panujące.
Czuję się niezręcznie widząc w telewizji osobę parodiującą papieża. Mnie takie żarty nie bawią. Wychodzę ze staromodnego przekonania, ze nie ze wszystkiego wolno się śmiać, że są osoby i sytuację, które powinny być w rozrywkowym biznesie nietykalne. Jakoś całkiem mi nie do śmiechu, kiedy wysłuchuję złośliwo-dziecinnych potyczek słownych, w jakie się bawią publicznie nasze rodzime gwiazdy polityki. I przyznam szczerze, że nie jeden sejmowy fircyk, któremu wydaje się, że flirt z dziennikarzami to forma promocji, jest według mnie żenujący. Na wszystko jest miejsce i czas. Jeśli ktoś zdecydował się rozpocząć karierę polityczną, to niech się tego trzyma. Dowcipkowanie i politykowanie jednoczesne jest bardzo niebezpieczne i niezdrowe dla wizerunku. Przynajmniej tego politycznego. A mamy kilku panów, którym wydaje się, że mandat poselski otworzył również przed nimi drzwi do kariery scenicznej.
Jest wiele filmów, które mimo etykiety: komedia, wcale mnie nie bawią. Zdarzają się występy kabaretowe nie rozśmieszające mnie wcale. A mimo to uważam, że z moim poczuciem humoru jest nieźle. A nawet bardzo dobrze. Potrafię uśmiać się ze swoich przywar, wytknąć sama sobie własne śmiesznostki. A nawet w chwilach trudnych podnieść na duchu i rozśmieszyć swoich najbliższych. I pod tym względem wszystko jeszcze przede mną, bo:
"Największe poczucie humoru posiadają zmarli. Dla nich wszystko jest śmieszne!"
(Stanisław Jerzy Lec)