"Pewna osoba pali cygaro.Psychoanaliza twierdzi, że w ten sposób osoba zaspokaja swoje potrzeby oralne. Jeżeli osoba ta potwierdzi, będzie to stanowiło dowód na prawdziwość twierdzeń psychoanalizy. Jeżeli natomiast zaprzeczy, to przyczyn tegoż zaprzeczenia należy szukać w nieświadomości i w wyparciu. Zatem to także potwierdza prawdziwość twierdzeń psychoanalizy." Karl Popper
Nadszedł czas rozbierania choinki. To takie ostatnie wspomnienie po minionych świętach Bożego Narodzenia. Rodzaj poświątecznego remanentu. Zdejmuję bombkę za bombką i przypominam sobie prezenty, które tak niedawno jeszcze leżały pod drzewkiem. Ściągam łańcuch i czuję w ustach smak ryby po grecku z wigilijnego stołu i świątecznego pasztetu domowej roboty. „W przyszłym roku nie będziemy tyle mięs piec" - odzywa się nagle mój Supermąż. Widać,że on też rękoma ściąga ozdóbki a myślami świętuje. Trudno jest tak wszystko przygotować i zorganizować, żeby wszyscy byli zadowoleni, żeby wszystkiego było akurat. I jedzenia, i prezentów, i dobrych uczynków.
Wspominam nieraz z rozrzewnieniem czasy przedszkola. No może przedszkola, to nie, bo tam straszyło koszmarne leżakowanie. Ale sielski i beztroski czas dzieciństwa. Wtedy wszystko było takie naturalne, takie nieskomplikowane i życie miało proste klarowne zasady. Jeżeli człowiek zrobił coś dobrze, albo coś dobrego to otrzymywał nagrodę. Nawet jeśli nie od razu, to w perspektywie wiadomo było, że św. Mikołaj nie zapomni i podrzuci jakiś fajny prezent pod choinkę. A jeśli coś się nie udało, człowiek narozrabiał - to wystarczyło przeprosić i solennie zapewnić, że nigdy więcej się to nie powtórzy i darowane były winy. No i w perspektywie, wiadomo było, ze św. Mikołaj za skruchę też coś podaruje. Albo na pociechę i otarcie łez. Jak to święty.
Teraz jest gorzej. Nie tak łatwo borykać się codziennie z życiem. I jakby wymagania z roku na rok były wyższe. A zasad co raz więcej, więc czasem nawet trudno jest jakiejś - choćby niechcący nie złamać. A czasem aż trzeba, żeby nie popaść w roztrój nerwowy lub inną nerwicę.
Wspominałam już Państwu o moim niemieckim znajomym? Ogromnie mnie dziwiło, że regularnie utrzymywał kontakty jedynie ze swoja panią psychoanalityk. Któregoś razu jakoś się nie powstrzymałam i zapytałam wprost, po co mu to. No i się okazało, że to dla higieny psychicznej. Jak coś mu się nie uda w pracy - musi o tym opowiedzieć. Jak się z kimś pokłóci, jak komuś z jakiegoś powodu nakłamie, jak w sprawach służbowych świnie podłoży, żeby szybciej awansować (choć w jego realiach, to raczej świnkę morską niż świnię może podłożyć - na przykład kiedyś głośno zauważył, że kolega kubka po sobie nie myje, tylko do zlewu podrzuca)...
No i ten psychoanalityk pozwala na wybaczanie sobie różnych grzeszków, żeby można było dalej normalnie funkcjonować. - A u was podobno nie ma psychoanalityków? - Zakończył pytaniem swoją rozbudowaną wypowiedź. Z tonu wywnioskowałam, że brak takowych kontaktów co najmniej źle świadczy o cywilizowanym człowieku...
Jak to nie ma, oburzyłam się natychmiast. Są i to w powszechnym użytkowaniu. U nas w Polsce, jak ktoś narozrabia, albo chce się na coś wyżalić, to idzie do kościoła. Tam podczas spowiedzi może sobie swobodnie wszystko, co mu na duszy zalega opowiedzieć. Czasem dostanie poradę, czasem tylko pokutę. Ale pokuta nie jest zła, bo przecież jak się odpokutuje, to znów ma się czyste konto. Tabula rasa. Czyste sumienie. Kaniec i abarot. Można zaczynać od początku. I to jeszcze lepiej niż u psychoanalityka, bo za darmo. I nie ma potrzeby zapisywać się wcześniej. I w mroku, za kratą, z ukrytą twarzą - więc nawet nie trzeba jawnie świecić oczami za to, co się zrobiło. No i księdza zobowiązuje tajemnica...
Niemiecki znajomy popatrzył na mnie z wyraźną konsternacją. On mi tu chciał lekko Czarnogród wypomnieć, co to na kanapkę u psychologa nie chce się kłaść. A tu niespodzianka taka...
- No tak, u was chyba lepiej. Ale tylko katolikom.
U nas wszystkim lepiej. Bo żalić się, chwalić i składać samokrytyki trzeba umieć. Wystarczy włączyć telewizor, żeby się o tym przekonać. Tylko o jednym warto nie zapominać - Jaka spowiedź, takie rozgrzeszenie.
A choinki już nie ma. Teraz byle do Wielkanocy.