Kiedyś sprawa była prosta: na ręku zegarek Breguet, w ręku teczka Louis Vuitton i kluczyki do auta ze stajni Astona Martina. Jeden rzut oka i nie było wątpliwości – milioner. Ale dziś ocena stanu czyjegoś konta stała się bardziej skomplikowana. Jest bowiem ogromne prawdopodobieństwo, że posiadacz złotej omegi zaraz będzie musiał zdjąć ją z ręki, bo w kolejce po połyskującą oznakę statusu czeka już kilkunastu zniecierpliwionych chętnych. Zapisanych do tej samej wypożyczalni.
Tak, tak. Tego typu przybytki w Stanach Zjednoczonych przeżywają oblężenie. Dla niepoznaki nazywają się klubami luksusu, a ich członkowie płacą składki od kilkudziesięciu dolarów do kilku lub kilkunastu tysięcy dolarów miesięcznie. Dzięki czemu mogą nacieszyć się czymś niebotycznie drogim. Ale tylko przez parę dni.
Czytaj więcej TUTAJ.
