Z okien mojego mieszkania widać wieżę. Piękny widok. Zwłaszcza wieczorami, kiedy jest oświetlona i wyraźnie odznaczają się takie małe białe kolumienki. Wygląda jak cukrowa dekoracja tortu weselnego. A jest to fragment sakralnej architektury. I siadam sobie wieczorami w oknie kuchennym, patrzę na katedralną wieżę i cieszę się. A z czego tu się znowu cieszyć, pewnie spyta się co poniektóra pani lub uśmiechnie z politowaniem niejeden pan. Ano cieszę się, że w tej zmiennej, takiej niepewnej rzeczywistości jest coś stałego. I nie chodzi mi tu bynajmniej o ten kawałek ceglanej budowli.
Są rzeczy, idee, prawdy, które trwają od wieków. Religie, których historie liczą tysiące lat. Prawdy, które nigdy się nie zmieniają. Choćby taka, że „nic nie trwa wiecznie". Zasady, które może przestają być modne, ale jednak są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Bo przecież każdy z nas chce mieć mądre i uczciwe dzieci, mimo iż na każdym kroku widzimy, że często ani mądrość ani uczciwość nie popłaca.
W tym natłoku codziennych spraw, w tej gonitwie za młodością, urodą i bogactwem, zapominamy często o nas samych. Prasa, radio i telewizja pokazują nam nachalnie jak powinniśmy wyglądać, co czuć, co myśleć. Nigdy nie będę długonogą blondynką o hollywoodzkim uśmiechu. Nie schudnę też 10 kilogramów, żeby się mieścić w rozmiar „s". Nie mam szans na karierę zawodową. A i bogactwa się jakoś nie spodziewam. No i co z tego? Rwać włosów z głowy nie zamierzam, bo szkoda mi fryzury. Może nie jest najmodniejsza, ale jest. W anoreksję ani bulimie też z tego powodu nie popadnę, bo jakoś lubię siebie mimo wszystkich moich wad. Zresztą ikony mody się zmieniają. Może doczekam czasów, gdy nikt nie będzie się odchudzał, bo to będzie niemodne? Raczej wątpię, ale pociecha to niezła przy pałaszowaniu kolejnej czekoladki. Oglądanie reklam przestało mnie frustrować odkąd krem przeciw zmarszczkom zareklamowała dwudziestokilkuletnia panienka. Zresztą zmarszczki są nieuchronne, to chyba lepiej je pokochać zawczasu niż się nimi zadręczać.
Siedzę w kuchennym oknie, patrzę na moją kiczowatą, jaśniejącą od iluminacji wieżę i wierzę, że warto czerpać radość życia z rzeczy trwałych, stałych i stabilnych. Warto tworzyć własny świat pozytywnych wartości. Trzeba odcinać się od tej sztucznej reklamowej rzeczywistości kreowanej przez media. Od narzucanych nam plastikowych ideałów. A zmarszczki mogą być naprawdę pociągające. Zwłaszcza, gdy owymi zmarszczkami pokrywamy się przy darzących nas uczuciem najbliższych.
Za jedeneście miesięcy będzie nadciągał zupełnie nowy Nowy Rok. A katedralna wieżyczka nadal będzie na swoim miejscu.