Przed wiekami, a może nawet i tysiącleciami, w jednym z klasztorów mnich buddyjski złamał śluby. Żałował tego bardzo, więc poprosił swoich współbraci o karę, która oczyści go z winy i pozwoli znów poczuć się pełnoprawnym mnichem. W ramach kary musiał przebyć długą drogę, aby znaleźć coś, czego jeszcze nie znał, czego nie potrafił nazwać ani rozpoznać, a co wywoływałoby nieposkromioną chęć napicia się herbaty. Wstał mnich, spakował miseczkę na jedzenie jałmużne i bukłak na wodę i ruszył w drogę. Szedł, szedł, szedł. Mijał dzień za dniem. Aż doszedł do okolic Aurangabad (północne Indie), gdzie został poczęstowany kilkoma kulkami z brązowego ciasta, posypane słodkimi kryształkami. Mnich ugryzł kawałek i zajrzał do środka kulki, kolor miała jasny, złocisty, słoneczny. Kuleczki z ciasta bardzo mnichowi smakowały, zjadł je wszystkie z zadowoleniem i poczuł straszne pragnienie i ochotę na herbatę. Wielką ochotę! Tak zakończyła się jego wędrówka w poszukiwaniu tajemnicy pragnienia picia herbaty. Czyżby ta kulka z ciasta to nasz słodki pączek?
Historia pączka sięga czasów starożytnych. W starożytnym Rzymie również okres karnawału był czasem zabawy oraz jedzenia i picia. Wszyscy spożywali wówczas tłuste potrawy, w szczególności pączki.
Pierwsze polskie pączki nie przypominały jednak tych dzisiejszych. Przyrządzano je z ciasta chlebowego, nadziewanego słoniną i smażonego na smalcu. Ale już w XVI wieku na stołach mieszczańskich w Tłustym Tygodniu zaczęły pojawiać się smażone na tłuszczu słodkie racuchy, bliny i pampuchy oraz rozmaite delikatne ciasta i „cukry". W XVII i XVIII wieku swoimi pączkami i chrustami chlubili się cukiernicy większych miast dawnej Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Prawdziwy pączek „był tak pulchny, że ścisnąwszy go w ręku znowu rozciąga się do swojej objętości, a wiatr zdmuchnąłby go z półmiska" (Kitowicz: „Opis obyczajów polskich"). Pączki wiejskie nie były tak lekkie, ale twarde i dobrze wypełnione marmoladą, tak że „specjałem tym można było nabić niezłego guza i podsinić oko" (Kitowicz).
W przeszłości Tłusty, zwany był Combrowym Czwartkiem. Był to dzień oczekiwany głównie przez panie. Najhuczniej w Krakowie. Legenda głosi, że ostatni czwartek karnawału wziął swą nazwę od nazwiska żyjącego w XVII wieku krakowskiego wójta Combra, złego i surowego dla kobiet rozstawiających swe kramy i handlujących na krakowskim rynku. W rocznicę śmierci wójta (rzekomo w Tłusty Czwartek) krakowskie kramarki, a także służące i wyrobnice urządzały wielką zabawę. Panie zbierały się gromadnie i wybierały ze swojego grona marszałkową. Pod jej dowództwem - za krzywdy i poniewierkę jakich niegdyś doznawały od wójta Combra - brały odwet na wszystkich przechodzących przez rynek mężczyznach, a już zwłaszcza tych nieżonatych. Gromadnie napadały na młodych mężczyzn, których wprzęgały (niby konie) do kloca i kazały go ciągnąć za to, że wywinęli się od małżeńskich obowiązków. Z innych panów ściągały futra i szuby ( a przecież zawsze miało to miejsce zimą, więc nie jeden pan trząsł się nie tylko ze złości ale i z zimna), a w zamian ubierały - na pośmiewisko - w słomiane wieńce. Jeszcze innych mężczyzn, zwłaszcza najpoważniejszych mieszczan krakowskich, zmuszały do tańca po rynku. Trwało to tak długo, aż wykupili się brzęczącą monetą.
Tłusty Czwartek był wstępem do hucznych zabaw i różnorodnych zwyczajów ostatkowych. Taka gorączka imprezowa nastawała, która ogarniała ludzi przed rychłym nadejściem Wielkiego Postu. Liczne bale i potańcówki odbywały się w ostatnie trzy dni karnawału. Podczas tych dni starano się najeść do syta dobrych rzeczy, aby przed zbliżającą się Środą Popielcową zdąrzyć wytańczyć, wybawić, wyśmiać i wykrzyczeć. Wszędzie pojawiali się przebierańcy w maskach i dziwacznych strojach. Przebieranie się i wkładanie masek, czy choćby tylko czernienie sobie twarzy sadzą, było w ostatki regułą. Na wsi, która najdłużej zachowywała dawne swe zwyczaje, biegały po drogach i przychodziły do domów przebrane postacie, a wśród nich postacie zwierzęce, znane z wcześniejszych obchodów kolędniczych: Herod, anioł, diabeł, koza, turoń, niedźwiedź i konik, a także bocian i żuraw (zwiastuny wiosny). Wierzono powszechnie, że wraz z nimi przychodzi do domów dostatek i urodzaj. I każdemu przebierańcowi należało dać datek.
Dziś Tłusty czwartek ogranicza się do pochłonięcia kilku pączków i faworków (zwanych też chruścikami lub chrustem). Według jednego z ludowych przesądów, który dotrwał do czasów współczesnych, jeśli ktoś w Tłusty Czwartek nie zje ani jednego - będzie przez pech prześladowany przez cały rok. Według statystycznych szacunków, w Tłusty Czwartek Polak zjada prawie 3 pączki. Przeciętny pączek waży ok. 50 gramów i ma, o zgrozo, ponad 200 kalorii. Aby to spalić, należy biegać przez 20 minut, jeździć na rowerze przez 54 minuty lub spacerować przez 58 minut. A może warto urządzić staropolską szaleńczą zabawę z tańcami i swawolami. Kalorie spalą się błyskawicznie, endorfiny wzrosną, radość wypełni serce i tradycji stanie się za dość.
Ciekawostki:
• 8 lutego 2010 odbyły się VI Mistrzostwa Poznania w Jedzeniu Pączków. Zwycięzca konkursu Wojciech Szybisty, zjadł 10 pączków w najkrótszym czasie.
• Największy pączek świata powstał w Sydney. Z jakiej okazji wydania filmu 'The Simpsons' na dvd. 40 osób przez 9 godzin budowało gigantycznego pączka. Do jego stworzenia użyto 90 tysięcy zwykłych pączków.
• Największy upieczony w całości pączek ważył 393.72 kg miał średnicę 1.83 m, a grubość wynosiła 0.5 m, Pączek Bruegger'a powstał w 2004 i wystawiony został na stanowych targach w Nowym Yorku.
ZOBACZ TAKŻE PRZEPIS NA:
PĄCZKI Z MARMOLADĄ
PRZEPIS NA OPONKI