Kilka lat temu (a może nawet więcej niż kilka), trzy lub cztery razy pod rząd, nagrodę Grammy wygrywała piosenkarka Whitney Huston. Rok w rok w trakcie gali, pani owa zachowywała się tak samo egzaltowanie i irytująco. Wychodziła, niezmiernie wzruszona wygraną i straszliwie zapłakana, na scenę. Pochylając się do mikrofonu w świetle jupiterów szlochała niezmiennie:
- Dziękuję Bogu i mojej matce, że... - a dalej pełen patos, górnolotność i ckliwość.
Zapewne jury znudzone banałem tych wypowiedzi i strasznie łzawą otoczką, kolejną z rzędu nagrodę przyznało już innej artystce. Pani funkcjonującej w zgoła odmiennej poetyce, mistrzyni operacji plastycznych, miss skalpela Cher.
Kiedy ze sceny wyczytano Cher, wszyscy oczekiwali z niecierpliwością jej podziękowań. Ta wyszła na scenę, pochyliła się nad fallicznym mikrofonem i wypaliła:
- Dziękuję Bogu i matce Whitney Huston...
Tyle anegdota. I ja chciałabym bardzo podziękować, za nagrodę, jaką mi przyznało jury.
Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję!
To niesamowite uczucie, kiedy odpala się komputer w nastroju jakimś tam i nagle ogarnia człowieka eksplozja niesamowitej radości i szczęścia. Jak jakaś bomba emocjonalna. Zostałam cała porażona - od stóp do głów.
Wygrała! Wygrałam! Wygrałam!
- Supermężu, nie ważne że środek nocy. Otwieraj szampana! - dziki wrzask poderwał kładącego się już spać mojego ukochanego mężczyznę.
- A skąd ja Ci wezmę szampana? Do nocnego mam lecieć? - zdziwił się mój małżonek, nie bardzo wiedząc, o co chodzi.
- Nie musi być szampan. Otwieraj, co tam masz. Wino, piwo, likier jaki czy zwykłą czyściochę... Byle nie wodę brzozową... - z emocji nie mogę ustać w miejscu, tylko miotam się bez sensu po mieszkaniu, kończąc każdą rundę przy monitorze.
- Nie ma wody brzozowej... - co raz bardziej zbaraniały Supermąż zaczął mi się przyglądać podejrzliwie.
- Będziemy czcić! Otwieraj, co jest.
Skończyło się na lodach czekoladowych z bitą śmietaną w sprayu i kieliszku żołądkówki.
Już chyba z dziesięć razy otwierałam tę stronę z laureatkami stycznia. Raz, żeby pochwalić się, uspokojonej już nieco, mojej drugiej połówce. Dobrze, że mam na piśmie, ze wygrałam konkurs, bo inaczej mąż zwątpiłby w moje zdrowie psychiczne i sprawność umysłową.
A rano pochwalę się mamie!
PS.
Z tej euforii ogarnęła mnie gorączka grafomańska:
I w życiu - najpierw uroda i moda rządzą
By mogły emocje i sex zapałać żądzą.
Potem - logiczne za żądzą ciąża
A za ciążą dziecko podąża.
Fitness na powrót do starej linii,
O zdrowie wszyscy zadbać powinni.
Łatwe przepisy i sprawy babskie
Wciągną nie tylko dusze ciekawskie.
Coś dla tych co w spodniach i w-spodnicy -
Codziennie więc mnożą się czytelnicy.
;-)