Grudzień, styczeń i luty - December, January, February - ile razy powtarzam na zajęciach z angielskiego, które prowadzę z dziećmi, te nazwy zimowych miesięcy. Grudzień jeszcze może być - święta i związana z nimi rodzinna atmosfera rozgrzewają serca. Styczeń jednak i luty ciągną się i nie dają nadziei na wiosnę - a przecież marzec to już ponoć wiosenny miesiąc!!!! W pierwszym dniu lutego Anno Domini 2010 mamy jednak typowo zimową scenerię - zaspy po kolana tudzież po pas, leniwe płatki śniegu spadające z zachmurzonego nieba i lekki mróz, który ma się niestety znów nasilić. Co robię, by ucieć przed monotonią i zimnem tej pory roku?
SPACERY
Mimo mrozu staram się jak najczęściej spacerować. Najlepiej z mężem, na którego ramieniu się wspieram. Idziemy razem karmić kaczki starym chlebem - przynajmniej nic sie nie marnuje, a kaczki nadal żyją, więc chyba to im aż tak nie szkodzi. Pół godzinki potrafi zdziałać cuda - uodparnia, dotlenia i pozwala spojrzeć na zimowy krajobraz innym okiem; gdyż naprawdę jest pięknie. I nie myślę już wtedy, że znów samochód nie ruszy, że trzeba chodnik odśnieżać, a rachunek za gaz przekroczył już wysokość minimalnej pensji w naszym kraju.
HERBATKI I INNE ROZGRZEWAJKI
Kupiłam śliczne serduszkowe ogrzewacze dłoni - łamiemy blaszkę i przez jakieś pół godziny mamy wydzielające zaczarowane ciepło urządzenie, które możemy trzymać w kieszeni podczas spaceru. Lubię takie gadżety, które onieśmielają mnie prostotą swojego działania, a jednocześnie wzbudzają niejaki nabożny podziw - jak to działa? I mimo jasnych tłumaczeń fizyków, ja wolę wierzyć, że to mój prywatny cud, który ma mi uprzyjemniać pobyt na mrozie. Po powrocie z niego piję herbatki w niezliczonych kombinacjach - ścieram do nich świeży imbir, dodaję kardamonu, owoców żurawiny, posypuję cynamonem i słodzę miodem. Polecam również kawy zbożowe - najlepiej orkiszową - z powyższymi dodatkami i mlekiem ryżowym, chyba, że ktoś woli krowie. Przytulam się do męża, siedzimy i popijając nasze miksturki przeczekujemy do wiosny.
RELAKSUJĄCA MUZYKA I WODA
W zeszłym roku pozbyliśmy się wanny na rzecz prysznica - i to był błąd. Ile dałabym teraz za ciepłą kąpiel! Kiedy jednak brakuje relaksu w cudownej pianie i zapachach, posiłkuję się muzyką - wystarczy posłuchać relaksacyjnych utworów z głosami delfinów lub innych dźwięków natury, by przenieść się myślami w cieplejsze klimaty.
ZIELONE ROŚLINKI
Kupuję pierwsze tulipanki w doniczkach i hoduje je na parapecie - ogród przypomina jedną wielką Syberię, a u mnie w domu palmiarnia - storczyki znowu kwitną, nawet gwiazda betlejemska jeszcze nie zgubiła wszystkich czerwonych listków. Nakupiłam nasionek na kiełki i teraz patrzę, jak wypuszczają powoli małe, zielone łodyżki - jeszcze dzień i je zjem!
JEDZONKO
Nie lubię gotować, choć zawsze moje potrawy są chwalone przez podlizującą się rodzinę. Jeśli więc mam czas i choć trochę ochoty - gotuję: ciepłe zupy albo wiosenne obiadki z zamrożonych latem specjałów. Mam jeszcze w zamrażarce fasolkę szparagową (ostatnio zjedliśmy z masełkiem i bułką tartą...Mmmm...) i szparagi. Raz na tydzień robimy sobie randkę i idziemy do miasta na chińszczyznę, kuchnię włoską albo tradycyjne pierogi. No i desery - w zimie spalamy tyle na ogrzewanie naszych ciał, że trochę słodyczy nie zaszkodzi:)