
Nie lubię zimy. Mogą nie istnieć dla mnie łyżwy, sanki, narty - jeśli to miałoby oznaczać brak tego przejmującego chłodu i czerwonego nosa. Ale za oknem czapy śniegu na płocie i ponad metrowa zaspa już nie tak białego puchu, która powstała dlatego, by nasz podjazd był przejezdny. Wczoraj śniło mi się, że w ciągu jednej nocy wszystko stopniało i ogród, nasycony wodą z topniejącego śniegu zaczął odżywać. Pięknie było i tak wiosennie. Lepiej jednak, żeby w jeden dzień wszystko nie roztopiło się, bo wtedy woda wleje nam się do sypialni i będę mieć wreszcie łóżko wodne... Słyszałam dziś od jednego z moich klientów, że idzie wiosna, bo motocykliści zaczynają zaopatrywać się w sprzęt na inaugurację sezonu - chciałabym mieć tyle optymizmu, co oni i tego nam wszystkim życzę!