Pytanie, na które nie ma odpowiedzi, ma zazwyczaj najwięcej wyjaśnień.
W nocy telewizje nadają programy rozrywkowe. Każda stacja miała coś takiego w swoim repertuarze (nawet publiczna misyjna nie pogardziła swojego czasu telegrami w środku nocy). Kiedy jeszcze prowadziłam normalny tryb życia i jak większość dorosłych ludzi, codziennie rano wędrowałam do pracy, uważałam, ze tak zwane konkursy interaktywne - to chłam czysty i normalna strata czasu. Odkąd stałam się, powiedzmy, gospodynią domową, nagle okazały się wspaniałym źródłem rozrywki. Jak to człowiek łatwo zmienia zdanie.
I tu będzie dygresja... Człowiek prowadzący tak zwany normalny tryb życia, nigdy nie zrozumie, co to jest być zamkniętym w domu. Koniec dygresji.
Nauczona wróżbiarskim doświadczeniem (SMSowa strata) nie chwytam za telefon i nie próbuję dostać się na tajemniczą „otwartą linię". Ale oglądam z wielkim zafascynowaniem nocne programy. Są niesamowite. Na wpół rozebrane panienki proponują widzom prymitywnie łatwą zagadkę i bez sekundy przerwy gadając czekają na widza z odpowiedzią. Mówią tak szybko i tak czasem bez sensu, że aż warto posłuchać z czystej ludzkiej ciekawości, do czego aparat mowy człowieka jest zdolny. I to taki aparat, który ma niewiele połączeń neuronowych z mózgiem. Az czasem przypomina się słynna scena z "Misia" Barei : "Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta – Lądyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak..."
„Rotor? A jest w ogóle takie słowo?„
„Warząchew? Jakie śmieszne słowo, ale reżyserka podpowiada mi, że faktycznie jest coś takiego"
„Jędrzej? Nie ma takiego imienia. Jest Andrzej.". Zarówno osoba, która zadzwoniła, jak i tysiące ludzi przed telewizorem wiedzą, że jest. Specjalnie sobie sprawdziłam w komputerku :
„Jędrzej - imię męskie pochodzenia greckiego, wariant imienia Andrzej, którego pierwsze poświadczenie pochodzi z 1390 roku. Świadomość pochodzenia Jędrzeja od Andrzeja utrzymała się i Jędrek, zwłaszcza w niektórych regionach, funkcjonuje jako spieszczenie imienia Andrzej.. Jędrzej imieniny obchodzi: 6 stycznia i 16 maja oraz w innych dniach imienin Andrzeja. (Wikipedia)" Ale pani w sukience z dekoltem autorytatywnie stwierdziła, że nie ma i widz nie dostał nagrody pieniężnej.
No i te pytania konkursowe... Nie wszystkie są takie łatwiutkie i oczywiste, jakby się na pierwszy rzut oka zdawało. Tez mogą zwalić z nóg.
Na tablicy pojawia się zagadka: Coś w szafie na literę „s". I dzwonią telewidzowie z różnymi odpowiedziami. Takimi narzucającymi się od razu: skarpetki, skafander, szlafrok... Pojawiła się odpowiedź dowcipno - erotyczna „sąsiad". Odpowiedź lekko absurdalna - „samowar". Za każdym razem piękne panienka ślicznie się usmiechała z ekranu i jak mantrę powtrarzała niezmiennie:" Jeszcze nie. Zapisuję, ale jeszcze nie to". W końcu dodzwoniła się pani i zaproponowała:
„A może szmizjerka?"
„Nie, nie - to nie jest tak skomplikowana nazwa. To polski wyraz ma być. To rzecz, którą prawie każdy ma szafie. Może nie każdy używa, ale ma. Nawet na tablicy nie zapiszę. Nie włożyłabym do koperty tak trudnego wyrazu..." No tak, pomyślałam, szmizjerka z francuskiego, nie każdy języki obce zna. Pewnie to jakaś serwetka będzie albo saszetka i udowodnij panience w telewizorku, że tego nie masz w szafie... Z niecierpliwością doczekałam do końca konkursu. Nikt nie wygrał, więc prowadząca zabawę ze smutkiem wymalowanym na twarzy, ściągnęła ową kopertę z tablicy, na której skrzętnie notowała proponowane odpowiedzi i usłyszałam:" Nikt nie zgadł, a to przecież zwyczajna „szlafmyca" była". Ponieważ akurat siorbałam herbatę z kubka, oplułam się prychając. Nie wytrzymałam do rana, obudziłam męża:
„Wiesz, co każdy ma w szafie na „s" ale nie każdy używa?"
„"Suspensor"? Odpowiedział biedak nie przytomnie.
„Nie, szlafmycę!"
„A nie, to my nie mamy..." i zasnął sobie natychmiast. A ja pozostałam z rozdziawioną gębą i koszulką mokrą od wyplutej ze zdziwienia herbaty. „Szlafmyca" polski wyraz...
Innym razem pytanie brzmiało: Wymień zwierzę na „K". Po dłuższym czasie, kiedy to nikt jakoś nie mógł trafić na nazwę owego zwierzęcia, a wymieniane były ssaki, ptaki, ryby i owady z całego świata, urocza pani próbowała naprowadzić mało rozgarniętych widzów na odpowiedź: „Moi drodzy, dla ułatwienia podpowiem, że to zwierzę jest bardzo popularne w Polsce. Jedno z najpopularniejszych można powiedzieć"
„Kobyła" - krzyknęłam radośnie.
„Kapybra"- zawtórował Supermąż, który akurat dotrzymywał mi towarzystwa w niespaniu. My już wiemy, że im głupiej tym lepiej. Co to dokładnie, owa kapybara (capybara, kapibara) jest, nie mam wstyd się przyznać pojęcia. Dlaczego wstyd? A bo mój niespełna czteroletni siostrzeniec Wojtuś wie doskonale i potrafi nawet powiedzieć, jakie zwierzę żywi się ową tajemniczą, otuloną futerkiem, kapibarą czy może na odwrót, czym się owa żywi...
Nie pamiętam , czy znalazł się szczęśliwiec, który odgadł, wyraz schowany w kopercie. Na pewno do końca życia nie zapomnę, że najpopularniejszym zwierzęciem w Polsce jest kleszcz...
No i konkurs z ostatniego tygodnia. „Proszę podać imię żeńskie z dwoma literami A". Po kilku nietrafionych propozycjach zadzwoniła pani i jako odpowiedź podała imię „Mariola".
„Mariola? Jakie piękne nietypowe imię. Widzę, że kończą się wam odpowiedzi, skoro już sięgacie po tak skomplikowane imiona. Mariola... zapisuję, ale szukajcie gdzieś bliżej siebie". Zaczęły padać kolejne odpowiedzi. I następne. I jeszcze inne. Imion z dwoma literami „a" jest całe mnóstwo. W końcu w ostatniej chwili zadzwonił pan, podał imię ale niestety znów nie to z koperty.
„No nie udało wam się tym razem"- zaszczebiotała wdzięcznie panienka z ekranu - „ Teraz to pewnie już wszyscy się domyślają jakie imię mam tu schowane. Rajmunda. Dobranoc Państwu"
I tak zostałam z rozdziawioną gębą przed telewizorem. Mariole znam cztery. Rajmundę... żadną. Halo reżyserka? A jest w ogóle takie imię? Reżyserka milczy...