Szukanie pracy w Polsce przez kobietę obwarowane jest wieloma "ale, czy, czy aby na pewno" i niestety pytaniem: "Ile pani ma lat?". To pytanie, dla niektórych, jest krępujące, gdyż nie wypada zataić wieku ani też odpowiedzieć bezczelnie "tyle, na ile się czuję" lub też wypalić prosto z mostu "a jakie ma to znaczenie!" i tu podkreślić swoje zalety w postaci kwalifikacji. Gdyby tylko o to chodziło, wiele kobiet w Polsce nie borykałoby się z problemem zatrudnienia a właściwie z jego brakiem.
Zjawisko z pytaniem o wiek przez pracodawców podzieliłam na kilka etapów (zaznaczam, że są to moje prywatne spostrzeżenia):
1. po skończeniu matury, studium lub studiów wyższych czyli między 20 a 25 rokiem życia pracodawca zazwyczaj pyta, czy kandydatka myśli o założeniu rodziny, czy chce mieć dziecko/ dzieci a jeśli tak, to czy zdaje sobie sprawę, żę będzie niedyspozycyjna czasowo, a jeśli odpowiemy "nie" to i tak jesteśmy podejrzane;
2. między 25 a 35 rokiem życia kobieta zazwyczaj zostaje matką i wówczas pracodawca zapytuje, co zrobimy z dzieckiem, i tu kobieta ma gotowe rozwiązania dla tego problemu: mąż czyli drugi opiekun, żłobek, przedszkole, babcia, opiekunka, szkoła, świetlica... Zawsze musi się tłumaczyć.
3. po 35 roku życia cóż stoi na przeszkodzie aby zatrudnić kobietę - właściwie nic - dziecko odchowane, żadnych niedyspozycji czasowych, wręcz przeciwnie teraz może być prawie na każde zawołanie, a tu pracodawca stawia warunek: wiek 25-35 albo 35-45.
I co ma zrobić kobieta, która skończyła np. 37 lat, wygląda świetnie, gdyż dba o siebie, zrobiła kolejne kursy a tu granica wiekowa uniemożliwia jej otrzymanie posady? Albo 46 -latka, która księgowość ma w jednym palcu i jak tu porównywać ją z 25 -latką bez doświadczenia zawodowego?
Czasami myślę, iż nasz kolejny kochany rząd nie chce przyjąć Europejskiej Karty Praw Człowieka, gdyż wtedy musiałby przyjąć zasady równego traktowania kobiet i mężczyzn jak również realizować je w praktyce - w pracy, prawie, polityce itd. Nie trzeba byłoby wówczas walczyć o parytet, alimenty na dzieci, zrównanie płac, wyrównywanie szans. Niby to wszystko gwarantuje konstytucja ale jak mówią, papier przyjmie wszystko. To wszystko teoria, z praktyką bywa gorzej.