Mamy XXI wiek, erę informatyczno-elektroniczną, kult rozumu, a po kątach szczęściem i pechem nadal szafują krasnoludki. Jedyną osobą, jaką znam, która nie wierzy w żadne, ale to żadne przesądy jest mój mąż. Nie straszny mu nawet jest czarny kot przebiegający drogę. Kilkakrotnie starałam się go podpuścić, sprowokować, ale faktycznie nic go nie rusza. Bo już moja własna rodzicielka, która dumnie głosi staropolskie przysłowie „ Kto wierzył w gusła, temu dupa uschła", powtarza też z głębokim przekonaniem „Nie wywołuj wilka z lasu" za każdym razem, gdy snuję jakieś ponure wizje przyszłości.
Większość ludzi jest przesądna z tego prostego powodu, że część zabobonnych gestów tak mocno wrosła w naszą podświadomość jako przyzwyczajenia, że trudno się od tego odciąć. W większości są one pozostałością starodawnych rytuałów, czyli ich korzenie sięgają czasów sprzed setek i tysięcy lat! I teoretycznie nic w tym złego. No bo cóż jest nagannego w tym, że popukamy się w kawałek drewna lub własne czoło. Albo kiedy spluniemy przez lewe ramie, pod warunkiem że w nikogo przez przypadek nie trafimy. Co innego jednak, gdy podporządkowujemy życie zabobonom, gdy uzależniamy swoje decyzje od rozmaitych przesądów
W sporcie tworzenie przesądów jest nie tylko bardzo powszechne, ale i pożądane. Pamiętam, jak mój trener namawiał nas, żebyśmy tworzyli sobie specjalne rytuały kultywowane przed zawodami. Do znudzenia opowiadała nam historyjkę o jakimś zawodniku, który przed startem w mistrzostwach, w szatni najpierw założył lewą skarpetkę, a potem prawą. Nie wiele pewnie miało to wspólnego z powodzeniem w zawodach, ale akurat wygrał. Odtąd zawsze na zawodach miał tę konkretną parę skarpetek i zakładał je w ściśle określonej kolejności. Starałam sobie stworzyć ten wymarzony rytuał, ale w rezultacie więcej z tego było szkody niż pożytku. Najpierw zdecydowałam się na czerwone majtki. Po pierwsze miałam takowych kilka, a po drugie skoro pomagają na egzaminach, to i podczas zawodów powinny się sprawdzać. Niestety podczas pakowania, zawsze o tym zamiarze zapominałam. W chwili gorączki przedstartowej nie mogłam zapamiętać, czy pierwsza miała być lewa skarpetka, czy może wręcz odwrotnie? Miałam włosy wiązać czerwoną gumką i oczywiście zgubiłam ją przy pierwszej okazji... Pewnie właśnie dlatego nigdy nie zdobyłam olimpijskiego złota.
Zgodnie z panującą powszechnie obiegową opinią zabobonny jest ciemny lud. Tylko, że w obecnych czasach ciężko trafić na analfabetę z głuszy bez dostępu do cywilizacji. Ludzie na wsi i w mieście mają niewielki dostęp do szeptunki lub guślarza. A całe rzesze inteligentów łapią się za guzik na widok kominiarza, wpadają w panikę, gdy zobaczą czarnego kota. Wielu osobom wiara w zabobony jest wspaniały pretekstem, żeby wytłumaczyć własną nieudolność życiową. Niestety. Łatwiej jest powiedzieć: "Nic mi się nie udaje, bo mam pecha" niż przyznać się, choćby samemu sobie: „Nic mi się nie udaje, bo nic nie robię, w tym kierunku, żeby się udało". Najłatwiej jest usiąść z założonymi rękami ze smutną miną w kącie. Poużalać się, ze ten los taki niesprawiedliwy, ale przecież z pechem się nie wygra. Dużo trudniej jest wstać, otrzepać się z kurzu i poszukać rozwiązania swojej sytuacji.
W obliczu, zbliżających się nadal Walentynek, mam dla przesądnych garść wróżb miłosnych. Zwłaszcza, że (nie da się ukryć) wprowadzają trochę magii do szarego, codziennego życia:
1. Dziewczyna, która usiadła na stołek, na którym w trakcie wizyty po kolędzie siedział ksiądz, może być pewna, rychłego ożenku. I dlatego z takim pietyzmem kiedyś księdza po kolendzie przyjmowano ;-)
2. Zamążpójście gwarantuje też chodzenie po kretowisku i powtarzanie: Krece, krece, cebie panna depce. Tutaj większą szansę mają panny, które do dyspozycji mają własny kawałek ziemi. Ale wyglądajac przez okno widzę, że trochę na te kopce poczekac trzeba będzie.
3. Podobny skutek do deptania kretowiska przynosi również ugryzienie przez psa. Panna przez psa pogryziona będzie rychło zaślubiona. Trochę bolesne, ale skoro ma przynieść sukces, to trzeba się poświęcić. Psów u nas całe mnóstwo, zarówno na wsi jak i w miastach.
4. Pająk wiszący nad łóżkiem dziewczyny jest znakiem, że wybranek ją kocha.Tylko na nieszczęście owej panny, nie wolno tego pająka ubić. Współczuję strachliwym.
5. Pierwszy pocałunek zakochanych powinien odbyć się przy nowiu księżyca. Dlatego zakochani tak często w niebo popatrują.
6. Jeśli dwie kobiety nalewają napój z tego samego dzbanka - jedna z nich wkrótce zajdzie w ciążę. To kontrowersyjne bardzo. Mogłabym podać kilka przykładów na watpliwą słuszność powyższego, ale byłyby co najmniej nie na miejscu.
7. Unikaj mieszania kawy lub herbaty w filiżance partnera, bo wywołasz zamęt. Zwłaszcza, gdy za dużo posłodzisz, to zament natychmiastowy murowany.
8. Do kawy najpierw wsyp cukier, a potem dodaj mleko - czynności odwrotne oznaczają kłopoty w miłości.Ciekawe, czy brak któregoś ze składników pomaga uczuciu, czy wręcz przeciwnie. Bo ja od lat kawę bez cukru pijam...
A dla osób bez pary, radę. Nie siedźcie w kacie, nie zadręczajcie się. Tylko wśród ludzi macie szansę znaleźć swoją drugą połówkę. A wtedy przed wami będzie całe mnóstwo guseł i zabobonów związanych z miłością, narzeczeństwem i ślubem. Czego Wam z całego serca życzę. I nie dziękujcie! Żeby nie zapeszyć.