…sporo tego. Postać Romana Polańskiego zawsze osnuta była jednak mgiełką skandalu, co nie przeszkodziło mu w robieniu doskonałych filmów, z których kilka zyskało już miano kultowych. Czy do tego kanonu dołączy „Autor Widmo”?
Kilka słów o fabule filmu. Bezimienny pisarz – „ghostwriter” (zagrany przez Ewana McGregora), specjalizujący się z spisywaniu cudzych wspomnień (głównie aktorów, muzyków, celebrytów), dostaje propozycję napisania autobiograficznej książki byłego premiera Wielkiej Brytanii Adama Langa (w tę postać wcielił się Pierce Brosnan). Honorarium za miesiąc pracy ma wynosić ćwierć miliona dolarów, a pierwsza wersja wspomnień jest już gotowa, wymaga jednak uzupełnień i przeróbek. Fucha wydawać się może gwiazdką z nieba, choć lepiej byłoby porównać ją do komety – ciągnie się za nią bowiem ogon pytań i niejasności.
Poprzednik „ghostwritera”, Mike MCAra, zginął w dziwnych okolicznościach – utonął, wypadłszy w promu. Całe przedsięwzięcie owiane jest tajemnicą – bohater musi pisać książkę w Stanach Zjednoczonych, a maszynopisu McAry pod żadnym względem nie może wynosić poza progi domu, w którym musi pracować. Mało tego – jeszcze zanim tytułowy autor widmo wsiada do samolotu, dowiaduje się, że jego klient Adam Lang jest oskarżony o zbrodnie wojenne.
Gdy dociera na miejsce, staje się częścią innego świata: były premier, żona kierująca wszystkim z tylnego siedzenia, asystentka – kochanka, plus reszta świty. Wokół chmara żądnych sensacji dziennikarzy. Pisarz szybko zostaje wciągnięty w polityczną machinę.
Materiały prasowe
Czytając książkę Harrisa zastanawiałam się, jak Polański ugryzie ten kawałek prozy. „Ghostwriter” to książka sprawnie napisana, stylistycznie zbliżona do powieści Dana Browna – ot, do poczytania w pociągu albo na kanapie w leniwą niedzielę. Scenariusz, napisany wspólnie z Harrisem, Polański zekranizował dobrze – mamy wciągającą historię, która ma swój początek i koniec, żywe postaci, świetnie zresztą zagrane. Ładnie namalowany jest klimat wyspy u wybrzeży Nowej Anglii, gdzie toczy się historia – lejący się z nieba deszcz, mgła, niespokojny ocean, duszna atmosfera uwięzienia między willą a samochodem. „Autor Widmo” niewątpliwie spełnia wymogi widza – dostarcza rozrywki, wrażeń, nie znika z pamięci na kilka minut po wygaśnięciu napisów końcowych.
Materiały prasowe
Czy czegoś w tym obrazie brakuje? Bolączką są luki fabularne. Siedząc na sali kinowej, miałam przeczytaną większą część książki i musiałam wytłumaczyć swojemu towarzyszowi o co chodzi w dwóch czy trzech fragmentach. Dlatego przed pójściem do kina lepiej jest sięgnąć po powieść, no chyba, że ktoś czeka na niespodziankę. Ponadto, choć film jest zrobiony „fachowo”, wolę Polańskiego opowiadającego historie bardziej zakręcone (ale niekoniecznie - sensacyjne) albo trochę nie z tego świata. Lecz czy można od reżysera wymagać, żeby nakręcił kolejne „Dziewiąte wrota”?
Wracając do pytania – czy „Autor Widmo” ma szansę stać się filmem kultowym, jak niektóre poprzednie dokonania Polańskiego? Pod jednym warunkiem, o którym aż boję się pisać – że będzie to ostatni film reżysera „Dziecka Rosemary”. Ja jednak liczę, że tak się nie stanie. „Autor Widmo” to film, który potwierdza klasę i talent Polańskiego, mimo to czekam na lepsze.
Zobacz u góry galerię kadrów z filmu "Autor Widmo".