Podobno jednym z zadań sztuki jest szokowanie, stawianie pytań, zmuszanie do zastanawiania się. I wiele różnych instalacji artystycznych czy innych dzieł sztuki powoduje, że myśli zadziwione zaczynają kłębić się pod czaszką. Tylko pojawia się pytanie po co?
Przez tzw. „Holy Machine", siostrę bankomatu (przynajmniej z fizjonomii sądząc) można się podobno wyspowiadać i pomodlić. Tak twierdzi jej stwórczyni warszawska artystka Kamila Szejnoch. Maszyna miała zająć jedno z centralnych miejsc w hali Dworca Centralnego stolicy, ale nie wszyscy uważali jej obecność w miejscu tak publicznym za wskazaną. Może dlatego, że spowiedź dla wielu ludzi nie jest specjalnie tematem do żartów. Urządzenie wywołało kontrowersje, dyskusje i rozgłosiło nazwisko młodej artystki. I mam nieodparte wrażenie, że głównie o to chodziło. O sławę.
Na olbrzymim ulicznym billboardzie pojawił się portret jednego z największych zbrodniarzy w dziejach ludzkości obok zmasakrowanych ciałek płodów. Zestawienie wstrząsające. Sztuka na usługach kampanii społecznej, która w dosadny sposób wypowiada słuszną ideę. Rozumiem, aborcja jest potworna, zła i przerażająca. Ale wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Jestem przekonana, że nie ma kobiet, które usunięcie ciąży traktują lekko, nawet gdy się na nią decydują. Członek rady fundacji Pro, która zamówiła ten straszny plakat, Mariusz Dzierżawski tłumaczy, że celem fundacji jest "powstrzymanie aborcji i zagwarantowanie każdemu prawa do życia, zwłaszcza dzieciom". Czy aby na pewno? Czy znów cel uświęca środki? Czy bez względu na wiek przechodnie musza być atakowani szokującym widokiem zmasakrowanych ciałek? Czy może znów chodzi o rozgłos, bo jeśli coś jest tak kontrowersyjne, to wzbudza zainteresowanie.
Są rzeczy, są sprawy, do których powinno podchodzić się z dużą dozą delikatności. Rozgrzeszenia nie powinno dostawać się na bankomatowym rachunku. Obraz Hitlera nie powinien uczyć nas moralności. Aż chce się zakrzyczeć „Nie tędy droga!" Nakłaniając ludzi do modlitwy i spowiedzi nie powinno się narażać tych religijnych sytuacji na śmieszność. Namawiając ludzi na sprzeciw wobec aborcji nie powinno narażać żyjących dzieci na wstrząsające obrazy. Skoro mamy wolność wypowiedzi, to może wprowadzimy też wolność od niektórych wypowiedzi. Bo ja bardzo chciałabym sama decydować, czy chcę oglądać artystyczne prowokacje. A bardzo nie chcę być owymi prowokacjami znienacka na ulicy zaskakiwana.
Podczas postu jest czas na refleksję. Również na refleksje twórcze, czy szokowanie i rozgłos tymże szokowaniem wywołany jest tym, na czym artyście przez wielkie „A" zależy? Był kiedyś szewc Herostrates, którego ogarnęło wielkie szaleństwo. Z całego serca chciał być niesamowicie sławny, marzył, żeby jego imię na zawsze pozostało w pamięci ludzkiej. Dokonał on pierwszego w historii performance, czy może raczej happeningu i spalił świątynię Artemidy w Efezie. Niewątpliwie zaszokował współczesnych zacnie. Tylko ile osób żyjących teraz pamięta o autorze tego „artystycznego" dokonania?