Manuela Gretkowska
Kobieta i mężczyzni
Świat Książki , 2007
Manuela Gretkowska próbowała dokonać przemian w polskiej polityce zakładając Partię Kobiet. Zdecydowanie większy sukces odniosła w literaturze. Zadebiutowała w 1991 roku powieścią „My zdies' emigranty". Napisała m. in. „Tarot paryski", „Kabaret metafizyczny", „Światowidz", „Polkę", „Europejkę". Jej książki tłumaczono na kilkanaście języków. Nie każdy gustuje w twórczości Gretkowskiej. Jak pisze S. Burkot „Jej proza jest inna.(...) Skandalizowanie, prowokacja obyczajowa ma wymiar intelektualny, jest próbą odczarowania wyklętych przez kulturę, zwłaszcza naszą, obszarów życia ludzkiego. (...) Wyobraźnia autorki skierowana jest przeciwko stereotypom, mitom, ideologicznym skamienielinom ".[1]
Proza tej pisarki jest specyficzna, nie ma tu subtelnych opisów, niedomówień, wręcz przeciwnie. To wyzwanie dla czytelnika, nie każdy potrafi przeczytać całość, nie zniechęcając się już po kilkunastu stronach, nietrudno o zarzuty, że to "pornografia". Gretkowska śmiało "nazywa rzeczy po imieniu", nie poetyzuje, nie udaje. W prostej fabule pisanej niekiedy brutalnym, wulgarnym językiem autorka zawarła kilka ciekawych spostrzeżeń, o kobietach i mężczyznach, o społeczeństwie, o współczesnym świecie. Sama fabuła - kilka lat z życia Klary - też jest interesująca, niebanalna.
Na drodze tytułowej kobiety z zawodu będącej lekarzem, pojawia się wielu mężczyzn, łączą ją z nimi rozmaite relacje, albowiem mowa o wykładowcy, z którym ma romans, o mężu - niespełnionym architekcie, o psychiatrze - przyjacielu ze studiów, o poznanym w samolocie kochanku, o profesorze, który był dla niej autorytetem, wreszcie o mężu przyjaciółki, który chyba za Klarą nie przepada. Wśród tych mężczyzn i przeróżnych komplikacji bohaterka próbuje odnaleźć siebie, własną drogę, własne szczęście.
Zastanawiające jest, że życie Klary przepełnione jest rozstaniami, stratami, a odchodzą głównie mężczyźni. Gdy była mała, odszedł ojciec, pozostawił je z matką same. Później po długiej chorobie zmarła matka. Klara przerwała bezprzyszłościowy romans z żonatym wykładowcą, chirurgiem plastycznym, porzuciła chirurgię na rzecz akupunktury. Jacek, jej mąż, odszedł w innym sensie, a mianowicie popadł w depresję, udał się również na długą eskapadę w poszukiwaniu meteorytów. Powrót z choroby okazał się długi i była to też ciężka próba dla Klary. Profesor od akupunktury odszedł na zawsze, zmarł. Pełen fajerwerków romans z Julkiem nie zakończył się "happyendem", znów w tle pojawiła się inna kobieta. Kolejne odejście to strata nienarodzonego dziecka.
Jakby dla przeciwwagi autorka pokazuje postać innej kobiety, Joanny. Jest ona przyjaciółką Klary, ma zupełnie inny temperament, jest przykładną żoną i matką gromadki dzieci. Zwykle ukazana jest z niemowlakiem przy piersi. Nie brak jej jednak ambicji. Mimo że nie musi pracować, nie ustaje w próbach opatentowania swoich pomysłów np. jednorazowego nadmuchiwanego nocnika, który rozwiązałby pewien problem podczas spacerów z maluchem, czy składanych trumien w funkcjonalnym stylu Ikei. Chociaż postać Joanny przedstawiona jest w nieco zabawny sposób, to służy też zaprezentowaniu pewnego typu współczesnej kobiety, która potrafi przyłączyć się spontanicznie do młodzieżowej manifestacji, w końcu udaje jej się rozkręcić własny interes, w tym przypadku jest to cukiernia, a odejście męża ( tak, ją też spotyka to, czego nonstop doświadcza Klara) nie załamuje jej. Sukcesy i porażki, blaski i cienie przeplatają się bezustannie.
Do najciekawszych, według mnie, fragmentów należą listy Klary opisujące wrażenia z pobytu w Chinach, historia ziarenka groszku posadzonego na grobie profesora Kadeckiego, a przede wszystkim wyimaginowany dialog papieża z fotografii z Markiem.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że tę powieść trzeba przeczytać jeszcze raz, spojrzeć na nią z dystansem, spróbować odnaleźć to, co jest ukryte "miedzy wierszami", pod płaszczykiem ironii czy prowokacji. Wydaje mi się, że autorka chciała pokazać problem znalezienia wspólnego języka, braku porozumienia między kobietami i mężczyznami, ciągłe rozmijanie się ich potrzeb i oczekiwań.
Osobiście wolę Manuelę G. w innej formie wypowiedzi, w felietonie oraz narracji z elementami dziennika i fragmentami dotyczącymi antropologii i kulturoznawstwa, jakich nie brakuje we wcześniejszych publikacjac ("Światowidz", "Polka" "Europejka")
Nie wiem, czy Gretkowska chciała nadać powieści wymiar feministyczny, różnie można interpretować dzieje Klary i Joanny. Z całą pewnością jednak wszystkim kobietom spodoba się pewne zdanie na stronie 243, siedemnasta linijka licząc od dołu. Ciekawscy niech zajrzą do książki ;)
[1] S. Burkot, Literatura polska w latach 1986-1985, Wydawnictwo Edukacyjne, Kraków 1997, s. 85.