Pierwsza wzmianka o tanecznych kręgach kobiet wokół ognisk pojawia się w Polsce w XIII w. i jest związana ze świętą górą Ślężą. Obrzęd ten jest pozostałością z czasów przedchrześcijańskich, kiedy w Polsce niepodzielnie królowali Światowit i Perun. Wraz z nastaniem nowej wiary bóstwa te odeszły w niepamięć, ale obyczaje zachowały się w tradycji.
Na ziemiach polskich noc świętojańska zwana jest również kupalnocką albo kupałą. Według niektórych podań nazwa wywodzi się od pogańskiego bożka płodności i miłości Kupały. Ta magiczna noc związana jest z płodnością, obfitością, a istotną rolę odgrywają w niej woda i ogień. Powszechnie wierzono, że jest to noc wyjątkowa, pełna czarów i dziwów, jakie się normalnie nie zdarzają. Po świecie błąkają się wtedy dusze zmarłych i istoty demoniczne, dzięki którym skuteczniej działa magia. Ten moment, będący być może pozostałością po orgiach rytualnych, przepełniony był cielesnymi igraszkami i swobodą seksualną. Był to najlepszy czas dla praktyk miłosnych.
Dziewczęta na wydaniu wróżyły sobie i odprawiały zabiegi magiczne. Przed północą nago z rozpuszczonymi włosami zbierały „nasiężrzał”, zioło rosnące pod lasem, i skapane w rosie szeptały zaklęcia:
„ Nasiężrzele, rwę cię śmiele
Pięcią palcy, szóstą dłonią,
Niech się chłopcy za mną gonią”.
Innym magicznym sposobem na zdobycie względów było upolowanie nietoperza. Dziewczęta biegały nago za zwierzątkiem, a upolowane wkładały do ogniska. Z objedzonego szkieletu wybierały z kostek skrzydła „grzebyk”, którym można było „zagarnąć” dla siebie względy każdego mężczyzny.
Wróżyły też sobie z wianków. Do deseczek mocowały plecionki z polnych kwiatów, w środku stawiały świeczkę i puszczały na wodę. Jeżeli wianki szybko się oddalały od brzegu albo zeszły ze sobą, znaczyło to, że wybranek serca wkrótce się pojawi. Jeżeli zaplątały się w glony, życie dziewczyny miało być pełne komplikacji, zapowiadało staropanieństwo i samotne macierzyństwo. Najgorszą wróżbą było zgaśnięcie świeczki -najgorętsza nawet miłość wkrótce miała się wypalić. Wianki oznaczały cnotę dziewczyny, dość często traconą tej nocy.
Fot.Elena Efimova/Shutterstock.com
Dawniej wierzono, że o północy na kilka chwil zakwita w lasach kwiat paproci. Znaleźć mógł go tylko człowiek dobry i niewinny. Szczęśliwiec, któremu by się to udało, zapewnione miał szczęście, mądrość i dostatek. Kwiatu należało szukać nago, przepasawszy się bylicą - zielem, którego czarownice i inne strzegące go złe moce bały się bardziej niż ognia. Wokół kwiatu należało obrysować krąg poświęconą w kościele kreda, a następnie trzymać przy ołtarzyku domowym, co gwarantowało szczęście domownikom.
Święto było połączeniem żywiołów i w ogóle momentem zjednoczenia przeciwieństw. Światło łączyło się z ciemnością, mężczyzna z kobietą, ład z chaosem, ogień z wodą. Woda miała oczyszczającą i życiodajną moc, należało się więc w niej zanurzyć, co zapewniało, zwłaszcza młodym, miłość, piękno, siłę i zdrowie. Dlatego chłopcy i dziewczęta z chęcią tarzali się w rosie lub zażywali kąpieli.
Rozpalano tez wielkie ogniska, wokół których tańczono w kręgu, a kobiety wznosiły prośby o męża. Chłopcy popisywali się przez dziewczętami sprawnością fizyczną, skacząc między płomieniami. Wierzono też, że ogień odstrasza czarownice i inne mary włóczące się po lasach. Kto nie przyszedł na sobótkowe tańce, ten był podejrzewany o konszachty z diabłem i knucie na szkodę przyzwoitym ludziom.
Tradycja puszczania wianków na Wiśle i zabaw sobótkowych nad brzegiem rzeki przetrwała do dziś, ale nie ma już w niej dawnej magii, tajemniczości, czarów, ani szaleństwa.
Tekst wyróżniony przez redakcję
CUDAWIANKI 2011 W GDYNI
Sprawdź jak zapowiada się imprezowa NOC ŚWIĘTOJAŃSKA 2010!
Zobacz jak będę obchodzone WIANKI 2011 W WARSZAWIE