Zadziwia mnie świat tym bardziej im jestem starsza. Nawet teraz, kiedy już wiem, że na nogi nie stanę i nie popatrzę na otoczenie z perspektywy ponad 170 centymetrów. Pewnie to niechybna oznaka nadchodzącej powoli demencji. Co nie zmienia faktu, że zaskakuje mnie wszystko dookoła.
Lato, czas wyjazdów, urlopów i wypoczynku. Korzystając z okazji, przebywałam czas jakiś, na szczęście krótki, w najsłynniejszym polskim uzdrowisku - Ciechocinku. Na zdrowy rozum biorąc, uzdrowisko sanatoryjne, które szczyci się odwiecznym leczeniem chorób narządu ruchu, powinno być dostosowane dla potrzeb osób poruszających się na wózkach w sposób idealny. Ale widocznie zdrowy rozum nie ma nic wspólnego z planowaniem, budowaniem, odnawianiem...
Mieszkałam w sanatorium, które ma na swojej stronie internetowej informację, jak byk, że jest przystosowane, dostosowane i ma specjalne pokoje. Ale na miejscu okazało się, że ani jedna łazienka w całym ośrodku nie jest urządzona tak, żebym mogła samodzielnie z niej korzystać - to jakie to udogodnienie? Dziękuję uprzejmie dyrekcji, która założyła taki model umywalki, że z wielkim trudem udawało mi się ręce opłukać. O prysznicu nawet nie wspomnę, bo mi się coś robi w środku, jak sobie przypomnę.
Korzystając z okazji, zapytałam drugą osobę, która jeździła na wózku i przebywała w tym samym czasie, co ja, jak sobie radzi. Pan popatrzył na mnie i z wielkim zdziwieniem zauważył:
- Przecież jest tyle poręczy, że można wstać i się przesiąść?!
- Ale ja nie wstaję
- Jak to pani nie wstaje? Nawet na chwilę?
- Nie, nawet na ułamek sekundy, bo mam bezwładne nogi.
- W ogóle pani nie wstaje?
Ano w ogóle. I cóż w tym dziwnego, skoro zamiast chodzić jeżdżę? Dopóki wstawałam, chodziłam o kulach, a pod koniec to nawet - raczej przemieszczałam. Ale podobny dialog przeprowadziłam podczas tego pobytu kilkakrotnie. Podczas zabiegów rehabilitacyjnych, gdy musiałam przesiąść się, na dużo wyższy niż siedzenie mojego wózka, stół. Oraz gdy chciałam pojechać na jedną, z całkiem szerokiej gamy, wycieczek, a sanatorium nie posiadało niskopodłogowego autokaru. A także, gdy nie mogłam skorzystać z meleksa podwożącego sprawniejszych kuracjuszy pod słynne tężnie.
- Jak to pani nie wstaje?
Aż chciało mi się wykrzyczeć pytanie, to co tu jest do licha dostosowane? Te wąskie korytarze, które przez porozstawiane krzesełka uniemożliwiały mi zawrócenie? Przyciski windy, do których ledwo dosięgałam? Zbyt mała łazienka, żebym mogła swobodnie się przemieszczać? Brak zdrowego rozsądku każący zakładać odpływ do umywalki w taki sposób, żeby była ona całkowicie dla niepełnosprawnej osoby niefunkcjonalna?
W psychice ludzkiej widocznie zakodowana jest myśl, że na wózkach jeżdżą ci, którym nie chce się chodzić. Bo jakbym tylko chciała, to bym pewnie wstała i przestała zawracać głowę. A tak, to tylko się czepiam...
Wygrałam pobyt w SPA. W nowoczesnym wspaniałym hotelu. Taka wspaniała nagroda trafiła mi się w jednym z konkursów, o której niejedna pani (w każdym wieku) skrycie marzy. Szczęście ogarnęło mnie przeogromne - weekend w luksusie i z atrakcjami, to coś niesamowitego, gdy więcej niż pół roku spędzam zamknięta w domu. Niestety okazało się, że ta wspaniała nagroda nie dla mnie. W ośrodku nie ma dostosowanego pokoju. To nic pomyślałam, weekend dam rade bez udogodnień. Nic z tego. Wszystkie pokoje znajdują się na pierwszym piętrze, na które prowadzą wspaniałe, ogromne, przytłaczające schody. „Kiedyś mieliśmy taki pokój na parterze" - poinformowała mnie pani pracująca w owym SPA. - „Ale zlikwidowaliśmy, bo za małe było zainteresowanie. Musi pani oddać komuś nagrodę."
Kochani niepełnozmyślni, rozpocznijcie rehabilitację. Bo przyjdzie moment, kiedy sami zachłyśniecie się ze zdziwienia, jakie ludzkie ciało może być słabe i bezwolne. Czego oczywiście nikomu nie życzę. tylko dziwię się, że tak trudno wczuć się w czyjąś skórę.