Człowiek nie może pracować bez odpoczynku,
ale odpoczynek bez pracy nie daje zadowolenia.
Przysłowie abchaskie
No i znowu przyszły wakacje. Czas radości i udręki. Nie wiem, czy Państwo też zauważyliście, że czas wakacyjny jakoś co raz mniej jest beztroski. Może to tylko moje odczucie... Kiedy chadzałam jeszcze do szkoły, lub tez na uczelnię jedna czy drugą, wakacje były cudownym okresem. Raz, dwa - prawie bez zastanowienia wybierałam jakiś zorganizowany wyjazd wypoczynkowy, pakowałam się, jechałam i byłam zadowolona. Teraz zanim podejmę decyzję, gdzie chciałabym się wybrać, ustalę z mężem, czy jemu odpowiada mój wybór miejsca, przekopię się przez oferty w Internecie - to już tak jakby mi się nie chciało nigdzie jechać. A to nie koniec.
Ponieważ nie lubimy upałów, to w zeszłym roku zaplanowaliśmy wyjazd w polskie góry. A to może deszczyk popada, a to może będzie pochmurno... I co? I upał ponad 30 stopni przez całe dwa tygodnie. Naokoło już fronty jakieś poprzechodziły, burze, schłodzenia, a na naszym letnisku? Upał, żar, tropiki. Wróciliśmy zmęczeni gorącem. Za to moja koleżanka serdeczna w tym samym czasie była nad morzem. Z małym dzieckiem. W planach miała siedzenie całymi dniami na plaży i pławienie w promieniach słonecznych. Tak, wiem - niezdrowe rozrywki. Ale skoro ma takie dziwne upodobania, to życzę jej tego słońca jak najwięcej. Ale w zeszłym roku wróciła blada i zmęczona. Ciężko jest utrzymać w dobrym nastroju dziecko w pokoju przez dwa tygodnie. A aura nie sprzyjała im w siedzeniu na plaży.
A w tym roku? Wybraliśmy dwa tygodnie na chybił trafił, ruszyliśmy w Kotlinę Kłodzką i ... były to dwa najupalniejsze tygodnie. Zdążyliśmy wrócić do domu, gdy zaczęły padać deszcze. Co tam deszcze - przez kraj przeszła fala burz i nawałnic.
No dobrze, załóżmy, że uda nam się znaleźć odpowiednie miejsce, trafić w odpowiednią pogodę i już można pławić w luksusie wakacyjnego odpoczynku. Ale...
Jeden lubi leżeć plackiem i wtedy odpoczywa całą gębą, a inny woli jak się coś dzieje. Ciężko jest pogodzić obie formy. Więc leniuszek zbiera się ciężko z leżaka i idzie na wymuszony spacer, lub jedzie zwiedzać okoliczne zabytki. Na ogół z miną cierpiętnika zmuszanego do niebotycznego wysiłku. Na drugi dzień aktywista nerwowo przekręca się co dziesięć sekund z boku na bok. I co raz głośniej narzeka, że mu się nudzi, że takie leżenie to marnowanie czasu, że nie po to wyjechał na wakacje...
I tak mija dzień za dniem. A to jedzenie niesmaczne. A to lody za drogie. A to za dużo atrakcji. A to za głośno i tłoczno wszędzie. I wraca taki zmarnowany człowiek. Wymęczony, znerwicowany i z wyraźną chwilowa odrazą do współmałżonka. Do domu. Do domu, z którego z taką radością wyjeżdżał. Teraz wraca z utęsknieniem. Nareszcie, będzie mógł sobie po pracy zalec spokojnie przed telewizorem lub przed ekranem komputera. Ponarzekać, że w pracy miął sądny dzień i porządnie odpocząć. I nawet do współmałżonka nie trzeba się odzywać, bo też zmęczony z pracy nadciągnął. Co innego na wakacjach. Tam wypada, a nawet trzeba rozmową bawić drugą połowę, bo jak to tak siedzieć przy stoliku w restauracji, pubie, na stołówce (niepotrzebne skreślić) i się nie odzywać? A w domu to i obiad można zjeść w samych gatkach. I w zębach podłubać, jak coś wlizie i nie chce wyjść... A tu znów trzeba na urlop jechać.
Ale proszę Państwa, jest światełko w tunelu, wakacje szybko miną, a następne dopiero za rok...
PS.
Wbrew temu, co wyżej napisane - nasz tegoroczny wyjazd był super udany. No może po za temperaturą...
I pozwiedzaliśmy mnóstwo, i wypoczęliśmy i nawet udało nam się znaleźć świetny pensjonat z dostosowanym odpowiednio apartamentem dla osoby na wózku. Ponieważ sezon urlopowy jeszcze trwa, wszystkim, przed którymi jeszcze pozostają wakacyjne wojaże, życzę wspaniałej pogody, rozrywek zgodnych z upodobaniami i braku niespodzianek. Bo urlop lepiej przeżyć w spokoju.