Opowiem Wam historię, której epizodu byłam świadkiem. Dialogi podaję w przybliżeniu.
Pewna dziewczyna, moja koleżanka z akademika, nazwijmy ją dla niepoznaki np. Iwona, poznała w klubie chłopaka. Nazwijmy go Paweł. Przypadli sobie do gustu i kontynuowali znajomość. Po kurtuazyjnej wymianie smsów, postanowili się umówić. Niestety, przed zaplanowanym spotkaniem zadzwonił Paweł - że wykład, który miał być odwołany jednak będzie i on musi koniecznie na niego pójść, że innym razem, że przeprasza... Kajał się chyba z kwadrans przez ten telefon. Iwonie zrobiło się przykro, ale cóż. Widocznie Paweł był „człowiekiem nauki", a może przyszłym noblistą w dziedzinie fizyki, kto wie....?
Ponieważ plany Iwony diametralnie uległy zmianie, a miała ogromną ochotę gdzieś wyjść, wyciągnęła mnie na kawę na Kazimierz.
Poszłyśmy do Alchemii. A tam, jak gdyby nigdy nic, siedział sobie Pawełek gruchając słodko z jakąś blondyneczką.
- A więc to taki wykład! - wrzasnęła Iwona, aż się wszyscy dookoła odwrócili. - Wyszło szydło z worka!
- Co? Jakie szydło? Jaki wykład? - chłopak był wyraźnie zdziwiony i patrzył bezradnie to na krzykaczkę, to na swoją towarzyszkę, to na mnie ciągnącą się jak cień za Iwoną.
- Nie spodziewałam się tego po Tobie, Paweł!
- Ale ja to nie Paweł. Ja jestem Piotrek - zaczął się śmiać. - Jesteśmy bliźniakami, pomyliłaś nas.
Iwonie zrobiło się głupio. Przeprosiła Bogu ducha winnego Piotrka i jego dziewczynę. Akurat zadzwonił Paweł. Wykład się skończył wcześniej i proponował, żeby jednak spotkanie doszło do skutku tego dnia. Zależało mu na tym. Wróciłyśmy więc do akademika, a Iwona, ciągle śmiejąc się z pomyłki, musiała poprawić makijaż. Tusz jej się rozmazał.
Epilog.
Iwona i Paweł spotykali się nadal, czasem umawiając się na podwójną randkę z bratem bliźniakiem i jego partnerką. Miło byłoby napisać, że wzięli ślub i żyli długo i szczęśliwie, ale później Iwona się przeprowadziła i straciłam z nią kontakt.