Takie zaręczyny to fajna sprawa. Rezerwacja poczyniona, brylantowa zaliczka na konto udanego pożycia wpłacona i od razu człowiek spokojniejszy. Ale gdy tylko minie pierwsza ekscytacja stanem narzeczeństwa, kobieta odczuwa nieprzebraną potrzebę gładkiego przejścia w stan bardziej trwały i pewny - małżeństwo!
Jednak mężczyzna wraz z wręczeniem pierścionka wydaje się uważać swoją część inicjatywy za zakończoną. Dziewczyna postanawia więc nadać sprawie bieg.
Podejście nr 1. "Naiwne"
- Zastanawiałeś się może kochanie nad datą ślubu? - pyta nieśmiało.
- Myszko, jest tak cudownie, nacieszmy się trochę narzeczeństwem.
...
Po miesiącu podejście nr 2. "Podstępem"
- Wiesz Misiu, znajome ciągle pytają kiedy ślub. Nie wiem już jak się wykręcać. Masz pomysł co im powiedzieć? - pełna nadziei uśmiecha się czule.
- Powiedz im, że w swoim czasie. A w ogóle, co one takie ciekawskie, nich się swoim małżeństwem zajmą.
...
Podejście nr 3. "Na litość:
- Kochanie, Ty to mnie chyba wcale tak bardzo nie kochasz. - robi oczy spaniela.
- Co Ty wygadujesz głuptasku. Nie planował bym z Tobą ślubu gdybym Cię nie kochał!
- A właśnie, jak już jesteśmy przy planowaniu to kiedy ten ślub miałby się odbyć. - sprytnie podchwytuje.
- No myślę, że w ciągu roku trzeba by się z tym uporać. - odpowiada wymijająco. - Najwyżej dwóch. - Dodaje po namyśle.
- Może w maju? Jest tak wiosennie, kwitną wiśnie. - kuje żelazo póki gorące.
- Wiesz jak to jest w maju. Pogoda niepewna. Bardziej myślałem o lecie.
- Czerwiec! - podsuwa radośnie.
- Kochanie, to poważna decyzja. Nie powinniśmy się z nią spieszyć. Wrócimy do tej rozmowy za jakiś czas.
Po jakimś czasie.
- Wiesz, myślałam o tym terminie i...
- Kochanie, nie teraz! Mecz jest!
I tak mijają dni Świeżej Narzeczonej, która właściwie nie jest już taka świeża. Ale kocha go na zabój i on kocha ją. Tylko chciałaby już mówić "mężu", kłaść jego rękę na okrągłym brzuchu by poczuł "jak kopie" i wybierać śpioszki w różowe słonie.