Przesądy powstały, gdy człowiek starał się powiązać niewytłumaczalne dla niego zjawiska z konkretnymi przyczynami. Może nie tyle niewytłumaczalne, co nie miłe dla poszczególnego człowieka są konsekwencje czynów wymienianych w przesądach. Skoro nie można wszystkim objawom pecha zapobiec, może uda się go jakoś specjalnymi rytuałami odgonić. Dlatego niektóre zwierzęta omijamy szerokim łukiem, a na widok niektórych osób spuwamy ukradkiem przez lewe ramię.
A co najgorsze może się zdarzyć studentowi? Oblanie egzaminu lub co gorsza - wyrzucenie ze studiów. Dlatego prawie wszystkie zabobonne wierzenia braci studenckiej koncentrują się wokół sesji egzaminacyjnej.
Dowiedz się więc biedny żaku, czego powinieneś się wystrzegać, a co koniecznie robić, bo ukończyć studia w terminie i z dyplomem w dłoni:
- - Odbierając indeks student pierwszego roku musi pamiętać, aby przed pierwszą sesją pod żadnym pozorem nie zakładać na ten ważny dokument okładki. A najlepiej zrobić to dopiero po zakończeniu pierwszego roku, bo wcześniejsze może spowodować brak promocji. (A tu na marginesie zauważę, że ma to jakiś większy sens, bo gdy się nie uda pierwszego roku zakończyć, to pieniądze wydane na okładkę można uznać za wyrzucone w błoto).
fot.inka88/Shutterstock.com
- - Najlepiej jest na indeks założyć zakładkę wyproszoną (otrzymaną w podarunku) od kogoś ze starszego roku, a najlepiej od osoby, która ma dobre oceny. Dzięki temu zawsze jest szansa, że wiedza i doświadczenie spłyną na nowego właściciela. (W tym momencie najbardziej przydaje się starsze rodzeństwo, bo głupio jest zaczepiać obcych ludzi na korytarzach prosząc o okładkę na swój indeks).
- - Ostatnia strona w indeksie powinna być zgięta w pół (na niektórych wydziałach wystarczy zagięcie rogu ostatniej strony), żeby nie wylecieć przed czasem z ukochanej uczelni. (Ta ostatnia strona jest bowiem tylko i wyłącznie w takich wypadkach wypełniana. Szkoda, ze nie wolno wyrywać kartek z indeksu, bo moim skromnym zdaniem trwałe usunięcie tej strony z naszego dokumentu trwale uniemożliwiałoby jej wypełnienie).
- - Na kilku uczelniach to student z dłuższym stażem powinien zagiąć ostatnią kartkę indeksu należącego do początkującego spragnionego wiedzy człowieka, żeby tan przypadkiem nie zrezygnował ze studiów. (Myślę, że dużo lepszy skutek odniosłoby szczere zapewnienie w chwili zwątpienia, że wszystkie studenckie trudności da się jednak pokonać i prędzej czy później każdy swój wymarzony dyplom może odebrać - o ile się po drodze nie zniechęci i nie podda).
- - Kiedy indeks upadnie przypadkiem na podłogę, to należy go jak najszybciej przydepnąć, co gwarantuje sukces edukacyjny (jeśli ktoś jest wyjątkowo niezdarny, to pewnie po kilku miesiącach edukacji ma nieźle wyświechtany dokument).
- - Jeśli przed egzaminami upadną notatki, również trzeba je przydepnąć (a to jest chyba zapożyczone ze desek teatralnych i prób przed premierą).
- - Osoby bardziej podatne na magię przedmiotów i kultywujące przesądy z wcześniejszych życiowych doświadczeń podczas sesji egzaminacyjnej nie zapominają o czerwonej bieliźnie (nadal magiczną moc mają ogniste w barwie majteczki z egzaminów maturalnych), nie obcinają włosów, próg uczelni przekraczają prawą nogą, siadają i liczą do 10 jeśli muszą wrócić do pokoju już po wyjściu z niego, plują na widok zakonnicy... (Ilość przestrzeganych i kultywowanych przesądów wzrasta wraz z gorączką przedegzaminacyjną).
- - Studenci warszawskich uczelni mieszkający po za granicami stolicy mają lokalną zasadę (o której osobiście nigdy nie słyszałam wcześniej - może dlatego, ze jestem rodowitą warszawianką, ale wygrzebałam ją dla was w internecie). Podczas pierwszego roku nauki na wyższej uczelni należy pamiętać, by nigdy nie zabierać indeksu do domu - choćby po to, żeby się nim pochwalić przed rodzicami. Zły to omen, gdy nawet przez przypadek „Zielona książeczka" wyjedzie po za Warszawę.
- - Według bajań najstarszych studentów najlepiej przygotować się do egzaminu z... cudzych notatek! A kiedy upadną na podłogę - trzeba je również szybko przydeptać (rozglądając się bacznie czy nie widzi tego prawowity właściciel, bo może się zdarzyć, ze następnym razem nie będziecie mieli czego przydeptywać, lub co gorsza, z czego się uczyć. I to wyjaśnia, dlaczego na jednej z kartek moich notatek widniał idealnie odbity ślad podeszwy buta).
- - Studenci Politechniki Warszawskiej wierzą, że szczęście w dniu egzaminu przynosi wizyta na Placu Politechniki. W tym magicznym miejscu trzeba stanąć przodem do wiatru i powtórzyć trzy razy tak, aby nikt nie słyszał: "Dzisiaj zaliczę!"
- - Miejscem, w którym nie powinni się pojawiać studenci pierwszego roku, jest w Krakowie Wzgórze Wawelskie. Ci, którzy go złamią - głosi przesąd - na pewno nie skończą studiów!
- - Podobny los czeka tych krakowskich studentów pierwszego roku, którzy idąc przez Rynek Główny zdecydują się przejść przez Sukiennic.
Wydział Polonistyki Filologii Polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie mają swój własny mit, powtarzany niezmiennie przez kolejne roczniki, a który może tłumaczyć wzrost przyrostu naturalnego ;-). Ta dziewczyna, która przekroczy łańcuch, znajdujący się nieopodal instytutu przy ul. Gołębiej...natychmiast zajdzie w ciążę i zostanie skreślona z listy studentów filologii polskiej! Podobno kolega mojej znajomej ma szwagra, który widział jedną taką studentkę na własne oczy.
Słyszałam jeszcze o dwóch przepowiedniach krążących wśród studenckiego bractwa.
- - W prastarym Toruniu, gdzie mieści się między innymi Uniwersytet Mikołaja Kopernika istnieje wyjątkowa rzeźba. W okolicach Starego Miasta znajduje się figura, która ma spaść z postumentu wówczas, gdy wyżej wspomniany już Uniwersytet Mikołaja Kopernika ukończy... dziewica z tytułem magistra (może napisze ktoś w komentarzu o jaki pomnik chodzi?);
- - W Warszawie również jest podobna figurka - na AWFie od lat przy bramie głównej jest rzeźba dziewczynki ze skakanką, która zacznie skakać, gdy do wyjścia będzie się kierowała dziewica z dyplomem ukończenia szkoły. A według innej legendy - to samo niezwykłe wydarzenie sprawi, że Pierwszy Marszałek Polski Józef Piłsudski ożywszy na białym koniu przygalopuje (dlatego akurat ten mąż stanu, bo Akademia Wychowania Fizycznego jest jego imienia).
Te dwa powyższe punkty pokazują jak mityczne opowieści krążą na temat życia studenckiego. W powszechnym mniemaniu każdy młody człowiek, który rozpoczyna naukę, przemienia się niemal od ręki w przerażającego hulakę (pijącego co popadnie wiadrami - pod warunkiem, że ów płyn ma jakąś zawartość alkoholu, trwoniącego czas na czczych rozrywkach lub zwykłym zbijaniu bąków, oraz prowadzącego tak rozszalałe życie seksualne, że przez swoje pięć lat studiów „ma przyjemność" z każdą koleżanką/kolegą, jaką uda mu się poznać). To jest mit, przesąd i czysta banialuka. W obecnych czasach większość studentów stara się robić po cztery kierunki jednocześnie, kilkanaście kursów dodatkowych i rozpoczyna pracę na pełny etat nawet, gdy studiuje w systemie dziennym.
Wykształcony człowiek nie powinien wierzyć w gusła, bo to całkowicie sprzeczne z racjonalnym rozumowaniem. Mity, przesądy i zabobony zawsze były, są i będą. Bo każdy potrzebuje jakiegoś (nawet irracjonalnego) przekonania, że zrobił wszystko, żeby uniknąć pecha czy nieszczęścia. A dla studenta największym nieszczęściem jest nie ukończenie studiów.
Praca konkursowa naszej Internautki
Ty też możesz wziąć udział w naszym konkursie. Szczegóły znajdziesz TUTAJ Przeczytaj więcej o ŻYCIU STUDENCKIM
POMYSŁ NA SIEBIE-WOLONTARIAT
JAK SIĘ UBRAĆ NA EGZAMIN