Do Kowar jechałam bez specjalnego zachwytu. Ot taka wycieczka do jakiegoś parku miniatur. Co tam może być takiego ciekawego dla dorosłego człowieka? Budynki z klocków? Nie chciałam zniechęcać zachwyconego pomysłem wakacyjnej wyprawy męża. No i oczywiście, jak zwykle, to mąż miał rację i ochoczo mu ją w drodze powrotnej przyznałam. Warto było.
Mottem Parku Miniatur Zabytków Dolnego Śląska w Kowarach jest sentencja: "Uśmiechnij się, bo dla ciebie zbudowaliśmy Twoją krainę fantazji". Potwierdzam - warto pojechać i zachłysnąć się z zachwytu. Na nie takim dużym skrawku ziemi pan Marian Piasecki stworzył przy pomocy artystów-modelarzy nasz własny Legoland tylko wspanialszy. Specjaliści ze Szkoły Rzemiosł Artystycznych odtwarzają wspaniałe zabytki architektoniczne w najdrobniejszych szczegółach, ze wszystkimi detalami i najmniejszymi ozdobami istniejącymi w kopiowanych oryginałach.
Część budowli mających swoje miejsce w kowarskim parku jest pomniejszona dokładnie 25-krotnie, a pozostałe zostały zmniejszone 50 razy. Nie dość, ze piękne, że fantastycznie odtworzone, to jeszcze rozstawione w pięknym bajkowym, górskim krajobrazie. A najpiękniejsze jest to, że mogąc stworzyć park z miniaturami z Europy czy nawet całego świata, pan Marian Piasecki zdecydował zgromadzić w jednym miejscu perełki architektury dolnośląskiej. Wprost z Fabryki Dywanów w Kowarach można przejechać się po okolicy i porównać oryginał z miniaturką. Państwo też macie taką okazję. Wśród przedstawionych powyżej zdjęć jest widoczek ze zminiaturyzowanym Pałacem Myśliwskim w Bożkowie, o którym pisałam w Wakacje pełne wycieczek - Szlak Dworski. Każda mała budowla jest pokrótce opisana na niewielkiej tabliczce, na której poza fotografią oryginału znajduje się mapa z oznaczeniem, gdzie szukać tego konkretnego obiektu.
Spędziliśmy na terenie tego niezwykłego parku ponad trzy godziny. Nie mogliśmy nazachwycać się dokładnością odtwarzanych szczegółów, wspaniałym usytuowaniem tego miejsca, bajkowo wkomponowanym jeziorkiem oraz tym nagromadzeniem zabytków Dolnego Śląska w miniaturze. Zauroczyła nas ta cukierkowa atmosfera z uśmiechniętymi przewodnikami opowiadającymi o poszczególnych eksponatach liczne anegdoty. A poza tym pierwszy raz w życiu czuliśmy się jak Guliwer w krainie Liliputów. Miałam wrażenie, ze zaraz w którymś z okienek pojawi się uśmiechnięta twarzyczka Calineczki. Albo nagle po maleńkim rynku zaczną pędzić śpieszący się do domów mali ludkowie.
Najzabawniejsze jednak jest to, że symbolem Parku Miniatur Zabytków
Dolnego Śląska został jamnik. Nie jakikolwiek piesek tej rasy, tylko jeden konkretny - jamnik właścicieli. Podobno podczas kręcenia dokumentalnego materiału filmowego o parku jedna z ekip wyraziła żal, że nie ma w nich niczego ruchliwego i obraz jest taki statyczny. Wtedy ktoś wpadł na pomysł i na makietę przedstawiającą Starówkę w Jeleniej Górze wpuścił jamnika. Bardzo spodobał się ten pomysł filmowcom i puścili reportaż z psią Godżillą, bo piesek biegnąc między budynkami prawie sięgał do ich dachów.
Park Miniatur to fantastyczne miejsce. Podobno można odwiedzać go i zimą, bo wtedy wszystkie eksponaty są wstawione do jednej z hal. Ale wydaje mi się, że latem jest tam najpiękniej. Zawsze można usiąść na jednej z wielu rozstawionych wśród miniatur ławeczek i pogrążyć się w miłych fantazjach radując widokami oczy.
Tylko mamy teraz kłopot. Każda niemal osoba, której opowiadamy o tej naszej wakacyjnej wyprawie, pyta się, czy w Kowarach nadal robią dywany? A my nie mamy zielonego pojęcia. Przecież ani jednego nie widzieliśmy...
Obejrzyj koniecznie GALERIĘ ZDJĘĆ U GÓRY!
Praca konkursowa naszej internautki
Ty też możesz wziąć udział w naszym konkursie. Szczegóły znajdziesz TUTAJ.
Przeczytaj także, dlaczego warto pojechać do SZTOKHOLMU
TRAMPING, CZYLI JAK PODRÓŻOWAĆ NA WŁASNĄ RĘKĘ