"Elżunia ma dziesięć lat. Duże niebieskie oczy i jasne włosy.Jak inne dzieci - kocha słońce i kwiaty, i wiatr. Tylko nie może oglądać ich zbyt często. Jest kaleką. Nie sposób wstać bez pomocy. Nie sposób się ruszyć".
Jadwiga Ruth-Charlewska, „Dziewczynka spoza szyby", Wydawnictwo Literackie, Kraków 1970 r. Zaczęłam czytać opowieść o małej chorej dziewczynce i bardzo szybko przepełniło mnie olbrzymie współczucie dla tej nieszczęśliwej bohaterki. Koniec z użalaniem się nad sobą, postanowiłam stanowczo, przecież miałam dwie sprawne ręce, dwie szybkie i zwinne nogi, mnóstwo przyjaciół, kolegów, znajom
ych. Świat bez barier stał przede mną otworem i życie pełne marzeń czekających jedynie na spełnienie.
Główna bohaterka tej książeczki dla dzieci, Elżunia Janicka to jedynaczka rozpieszczana przez rodziców, ale jednocześnie cierpiąca niepełnosprawna, zamknięta w sobie dziewczynka. To cierpienie bardzo do mnie przemówiło, ten ból, który wyzierał z każdej niemal kartki powieści. Oraz zamknięcie w czterech ścianach pięknego pokoiku niczym w luksusowym więzieniu. Książeczka musiała zrobić
na mnie wielkie wrażenie, skoro pamiętam jej treść do dziś, a przeczytałam w swoim życiu mnóstwo rozmaitych dzieł.
![]()
Minęły lata i teraz ja sama siedzę zamknięta w czterech ścianach i jedyny widok jaki mi na co dzień towarzyszy, to obrazek spoza szyby pokoju. Mam jak Elżunia własny wózek, własny ból i moją prywatną samotność. Tak jak ona muszę zmagać się nie tylko z unieruchamiającą niepełnosprawnością ale o wszechobecnym w dzień i nocy fizycznym cierpieniem. Tylko w przeciwieństwie do niej moja historia nie zakończy się szczęśliwie. Nie wystarczy rehabilitacja, żeby wrócić moją utraconą sprawność, a bólu nie zlikwidują już żadne lekarstwa mi dostępne. Ale ja w przeciwieństwie do małej bohaterki nie rozpaczam, nie złoszczę się i nie buntuję. To moje życie i to ja zdecydowałam, że mogę być mimo wszystko szczęśliwa. A najszczęśliwsza jestem w wakacje.
Kiedy przychodzi czas urlopu mój mąż chcąc mi zrekompensować czas przymusowego zamknięcia zabiera mnie co roku na wakacyjną wyprawę w polskie góry. Tam każdego dnia, o ile ból mi umożliwia wyjście z łóżka, ruszamy na krótszą lub dłuższą wyprawę. Oglądamy, zwiedzamy, podziwiamy i obfotografujemy z każdej strony zabytki, muzea, ciekawostki, roślinność, zwierzęta - wszystko, co warto zapamiętać. Naszym mottem jest: „Naładuj latem akumulator na cały rok". Dlatego każdą dostępną (i te mniej dostępne również) atrakcję musimy dokładnie obejrzeć, nie siedzimy w miejscu tylko ciągle szukamy nowych krajobrazów, świeżych wrażeń. A to wszystko po to, aby w jesienne czy zimowe miesiące, kiedy kolejny dzień, tydzień czy nawet miesiąc nie wyściubię nosa z czterech ścian własnego mieszkania, móc wracać do pełnych wrażeń wakacyjnych wspomnień. Pisząc te słowa stają mi przed oczyma widoki górskich zboczy porośniętych przepiękną soczystą zielenią iglastych pachnących drzew, skalne urwiska, czy nawet skalne dziwaczne twory, fantastyczne krajobrazy zapierające dech w piersiach, kolorowe kwietne kompozycje w parkach czy prywatnych ogródkach. Czuję cień zapachu lata w górach, ten aromat powietrza tak innego niż to moje warszawskie. Z rozbawieniem przypominam sobie, jak się wpychaliśmy do różnych budynków na siłę, aż wypadłam z wózka, gdy schodek prowadzący do kościoła warownego był za wysoki. Ale pozbieraliśmy mnie wspólnymi siłami i wepchnęliśmy się do środka warownej budowli i warto było. Kiedy pierwszy raz mąż wciągał mnie po schodach lub gdy przejeżdżaliśmy przez wertepy czy kocie łby kolejnego starego miasteczka, myślałam, że nie dam rady - a dałam i zawsze dojechałam tam, gdzie chcieliśmy na cos popatrzeć. Spotkałam mnóstwo ciepłych osób, ludzi chcących nieść pomoc lub patrzących na mnie życzliwie, a to wiele znaczy, powoduje że wakacje są udane.
"Z ust siedzącej przed jakąś bramą kobiety pada niespodziewane zdanie, godzi w Elżunię swoją okropną wymową:
- A cóż wy, dzieci, tak ciągniecie wózek? Poszliby raczej grać w piłkę albo do lasku, a nie kalekę wozić - głuptasy.
I wszystko straciło sens. Już pociemniał świat, a przecież majowa pogoda." Jadwiga Ruth-Charlewska, „Dziewczynka spoza szyby", Wydawnictwo Literackie, Kraków 1970 r.
I tak się niestety zdarza, że padają słowa nieprzemyślane, złe, złośliwe i sprawiające ból, które sprawiają, ze cała wakacyjna radość gdzieś uchodzi, pryska. Spojrzenia ludzkie pełne pogardy i wrogości, tak jakby to wielkim grzechem i niemal przestępstwem było kalectwo, dziwne pokutujące przesądy, które nie tylko ukazują bezmiar ludzkiej głupoty, ale i bezmyślność. O czym piszę? Nawet rodzina potrafi zadać mojemu mężowi pytanie: - A po co ty ja w góry ze sobą ciągniesz, przecież będzie tylko w pokoju siedzieć, bo nie chodzi?
Albo zdarzają się starsze panie, które rzucają między sobą uwagę teatralnym szeptem: " Jaki dobry chłop, aż szkoda go dla kaleki." Albo kobiety w ciąży, które uważają, ze mój widok przynosi pecha. Albo prawdziwi turyści, którzy na jednym z forum przeciwstawiali się gwałtownie pomysłowi dostosowania jednego górskiego szlaku dla wózków inwalidzkich, bo góry są dla sprawnych a nie dla zniedołężniałych paralityków.
Nic to. To tylko prawdziwe życie. To jedynie kontakt z żywym społeczeństwem, w którym miły uśmiech przeplata się z grubym przekleństwem. Norma. Nie można brać wszystkiego do siebie, przejmować się każdym krzywym spojrzeniem czy złym słowem. Gdybym zrobiła dokładny bilans, to w podsumowaniu i tak by mi wyszło, że więcej dobra mnie spotyka niż zła, więcej osób miłych staje na mojej drodze niż złych i podłych.
Szczęście, radość, ból, smutek, złość, zawiść, zazdrość, miłość, przyjaźń - tak jak w zwyczajnym życiu, tak i w książeczce „Dziewczynka spoza szyby" wiele uczuć miesza się, kłębi i przeplata. I niepełnosprawność nie ma większego znaczenia, bo każdy człowiek bez względu na stan zdrowia musi mierzyć się i z tragediami i z wielkim szczęściem.
Najwspanialsze jest to, że chłonąć widoki, dźwięki i smaki mogę na równi z najsprawniejszą osobą na świecie, że zachwycać się pięknem krajobrazów, architektury czy poszczególnego obrazu nikt mi nie może zabronić. I że trafiłam na człowieka, który rozumie potrzebę nasycenia się wrażeniami, i dostarcza mi tych wrażeń organizując wspaniałe wakacyjne wycieczki w poszukiwaniu piękna. Już się nie mogę doczekać następnych wakacji i tego wszystkiego, co odkryjemy, zobaczymy i utrwalimy na fotografiach. Bo podczas wakacyjnych podróży nie czuję się - nic a nic, po prostu wcale - „dziewczynką spoza szyby".
Wiele zdrowych, pełnosprawnych kobiet ma taką swoją „szybę", zza której ciężko jest wyjść. Która paraliżuje działania, zamyka w sobie lub nawet w czterech ścianach, niszczy marzenia i sprawia, że człowiek jest nieszczęśliwy. Najczęściej to niska samoocena, brak wiary w siebie i zamykające w domu kompleksy. Ale czasem tą naszą barierą bywają zbyt wymagający lub niesprawiedliwi rodzice, toksyczny partner czy pseudo przyjaciółki. A może twoją „szybą", zza której oglądasz świat jest nadwaga, której się tak potwornie wstydzisz, że głównie czas spędzasz przed telewizorem? Uwierz, że zza każdej szyby można wyjść. Skoro mnie się to raz do roku udaje, to i tobie się uda. A zawsze warto zrobić sobie wakacje od samotności, zahukania, kompleksów czy nieuzasadnionego poczucia winy. Jeśli bardzo zapragniesz- uda się, a ja trzymam kciuki za twoje powodzenie. Tylko trzeba zacząć.